Wiktorowicz znów strażakiem, czyli jeszcze nie wszystko stracone?

01.03.2011
Grzegorz Wagner od początku nie miał w BKS-ie Bielsko-Biała łatwej sytuacji. Jego następca Mariusz Wiktorowicz ma jeszcze trudniej. Ciąży na nim jednak mniejsza presja. Podoła?
Z każdym kolejnym upływającym tygodniem, z każdym kolejnym przegranym meczem i z ciągle pogarszającą się grą, stawało się coraz bardziej jasne, że Grzegorz Wagner nie dokończy sezonu jako trener BKS-u Bielsko-Biała. Jego dalsze trwanie na stanowisku nie dawało wielkich nadziei na zrealizowanie postawionego przed nim celu, jakim było zdobycie medalu mistrzostw Polski. Objęcie zespołu przez Mariusza Wiktorowicza, jego asystenta, też absolutnie nikogo nie może dziwić. Ale czy do takich zawirowań w ogóle musiało dojść? Czy nie jest tak, że Wagner stał się mimowolną ofiarą błędu działaczy?

Cofnijmy się teraz o ponad rok. 21 grudnia 2009 funkcję trenera BKS-u przestaje pełnić Igor Prielożny. Jego drużyna zajmuje pierwsze (!) miejsce w tabeli, jednak na półmetku rozgrywek grupowych Ligi Mistrzyń nie ma na koncie ani jednego punktu. Drużyna wicemistrzyń Polski zostaje powierzona kompletnemu trenerskiemu żółtodziobowi Mariuszowi Wiktorowiczowi. Temu udaje się zdobyć punkty w europejskich rozgrywkach, jednak bielszczanki i tak kończą je z kompletem porażek. Były asystent Prielożnego doprowadza zespół do pierwszego miejsca pod koniec fazy zasadniczej sezonu, a następnie, trzeba przyznać, że dość niespodziewanie, w finale mistrzostw Polski, po pięciomeczowej rywalizacji, odzyskuje dla Bielska-Białej tytuł najlepszej drużyny w kraju po sześciu latach przerwy.

Gdy emocje już opadają, klub podaje wiadomość, że w nowym sezonie siatkarki poprowadzi Grzegorz Wagner, trener o uznanej marce w siatkówce męskiej, jednak kompletnie bez doświadczenia w pracy z kobietami. Wprawdzie dowcipnie przekonuje na początku pracy, że różnił się będzie tylko zapach w szatni, jednak rzeczywistość jest dla niego bardziej brutalna. Tymczasem Wiktorowicza mianowano jego... asystentem.

Syn legendarnego Huberta Wagnera nie zastał w Bielsku-Białej łatwej sytuacji. Z mistrzowskiej drużyny odeszły doświadczone, choć w ostatnim sezonie już rzadko wykorzystywane, Eleonora Dziękiewicz i Dorota Świeniewicz. Helena Horka udała się na urlop macierzyński. Do tego wicemistrz z Muszyny dokonał dużych i efektownych transferów, na siatkarskiej mapie pojawił się nowy potentat - obecny lider - Atom Trefl Sopot. A BKS? Do klubu trafiły Joanna Frąckowiak, Gabriela Wojtowicz i Anna Podolec, z czego jak na razie tylko pierwszą można uznać za wzmocnienie. Wojtowicz, najwyższa siatkarka w lidze, spisuje się jak dotychczas bardzo przeciętnie, zaś Podolec długo leczyła kontuzje i dopiero stara się wrócić do formy.

Gdy dodamy do tego kontuzję Anny Werblińskiej, zobaczymy, jak wąską kadrą musiał sobie radzić Wagner i w rozgrywkach krajowych, i w Lidze Mistrzyń. I do pewnego momentu się udawało. Bielszczanki po raz pierwszy w historii awansowały do najlepszej dwunastki europejskiej, co bardzo kontrastowało z hańbiącym występem sprzed roku. Dopiero na tym etapie uległy faworyzowanemu VakifGunes Stambuł. Po odpadnięciu odbiły się jednak wszystkie problemy BKS-u. Przemęczone zawodniczki przegrywały mecz za meczem, z rywalkami, które w normalnych warunkach bez problemów ogrywały. Po czwartej porażce z rzędu Wagner nie wytrzymał i zrezygnował z posady.

Były już trener bielszczanek miał jeszcze inny problem. Wielu kibicom towarzyszyło i towarzyszy poczucie niesprawiedliwości, jaka spotkała Wiktorowicza. Po przegranych meczach kibice nieśmiało skandowali nazwisko asystenta. Zdobywając mistrzostwo Polski, chyba udowodnił, że zasługuje na powierzenie mu drużyny. Wydaje się, że on lepiej dogadywał się z zawodniczkami. To typ trenera-analityka, który nie błyszczy w mediach, ale udziela celnych, trafnych wskazówek. A na afisze wysyła siatkarki. To przyniosło efekt w poprzednim sezonie.

Teraz przed nim zadanie zdecydowanie trudniejsze. Przejmuje zespół nie w grudniu, ale w marcu, kiedy nawet świetna gra drastycznie pozycji BKS-u w lidze nie polepszy. Dysponuje wąską kadrą i ma zdecydowanie mocniejsze rywalki niż w poprzednim sezonie. Nic jednak nie jest stracone, bo play-offy rządzą się swoimi prawami. Sezon 20010/11 zapowiada się dla BKS-u na stracony, ale jeśli Wiktorowicz potrafiłby wyciągnąć zespół z kryzysu, umocniłby swoją pozycję tak bardzo, że już nikt nie przesuwałby go w kolejnym sezonie na pozycję asystenta. Nie ma nic do stracenia, bo jeśli mu się nie uda i tak większość winy spadnie na Wagnera, który, notabene, od początku miał w Bielsku pod górkę.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również