Dokonali niemożliwego - przegrali wszystko i... utrzymali się w lidze

30.06.2022

Radonia to niewielka miejscowość na pograniczu województw Śląskiego oraz Opolskiego. Choć od Gliwic czy Zabrza oddalona jest o ponad 30 kilometrów, tamtejszy Zryw włączony został do struktur zabrzańskiej A-klasy. Jesienią zespół ten okrzyknięto mianem najgorszego w Polsce - jednak jak się okazuje, kolejną kampanię drużyna spędzi na tym samym poziomie rozgrywkowym.

Prywatne archiwum

Dwucyfrowe porażki były dla piłkarzy Zrywu bolesną rzeczywistością w minionym sezonie. Choć kilkukrotnie do szczęścia brakowało niewiele, ostatecznie klub zakończył swoje zmagania w A-klasie bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej, tracąc przy tym aż... 261 bramek! To ponad dwa razy więcej, niż kolejny zespół w klasyfikacji najbardziej dziurawych defensyw zabrzańskiej A-klasy.

Jesienią Zryw okrzyknięty został najgorszą drużyną w Polsce, wiosną zespół podtrzymał złą passę. Choć w całej Polsce znaleźć można kilka drużyn, które przegrały wszystkie swoje spotkania (daleko nie trzeba szukać, chociażby w rybnickiej B-klasie czy sosnowieckiej A-klasie), tak żadna z nich nie może "pochwalić" się bilansem bramek wynoszącym dokładnie -240. Cóż, nie tak działacze wyobrażali sobie celebrowanie 40-lecia istnienia klubu.

Przykłady takie, jak ten, pokazują jednak ogromny regres amatorskiej piłki w Polsce. Dziś zespoły na siódmym i ósmym poziomie nierzadko stają się obiektem politycznych zagrywek, a zamiast łączyć lokalne społeczności - dzielą. Ponadto, w naszym kraju niezwykle mały (w porównaniu na przykład do naszych sąsiadów) odsetek osób regularnie uprawia sport, w tym piłkę nożną. W związku z tym organizacje mają problem, aby pozyskiwać graczy mogących brać udział w zawodach.

Co zatem złożyło się na tak fatalny rok w wykonaniu Zrywu Radonia? Wszystko po trochu. Po zakończeniu rundy jesiennej w rozmowie dla portalu "Łączy Nas Piłka" prezesi klubu (a jest ich dwóch) wyjaśniali skomplikowaną sytuację w zespole. Przed rozpoczęciem poprzedniego sezonu drużynę opuścili właściwie wszyscy najważniejsi zawodnicy, a trener musiał na prędce stworzyć coś z niczego.

Co oczywiste, kolejne porażki tylko zniechęcały zawodników do gry. - Największym problemem jest chyba brak osób na treningach, na których pojawia się nas niewieluSą osoby, które przyjeżdżają tylko na mecze - zdradza nam jeden z dobrze poinformowanych sympatyków klubu. Atmosfera w zespole zepsuła się do tego stopnia, że również trener stracił zapał do prowadzenia zespołu, sugerując nawet, aby zawodnicy sami między sobą wybrali, kto wystąpi w pierwszym składzie.

A skoro rozpoczęliśmy już wątek A-klasowych absurdów, dodajmy do tego kilka innych faktów. Według naszego rozmówcy szkoleniowiec bardzo liczył na zawodników, którzy dołączali w środku sezonu, z marszu proponując im miejsce w pierwszym składzie na kolejny mecz. Jednak gracze ci bardzo często rezygnowali już po tygodniu lub dwóch. Raz doszło także do sytuacji, w której zespół na boisku wystąpił w dziesiątkę, choć... na ławce znajdował się jeden zawodnik. Do protokołu wpisany został gracz, który spóźnił się na spotkanie. Sędziowie zgodzili się rozpocząć mecz, a gdy tylko ów piłkarz dotarł, został wpuszczony na murawę.

Ten typowy klimat z niższych lig znamy chyba wszyscy i - co by nie mówić - bez tego nasze ligi amatorskie nie byłyby kompletne. A kolejnym absurdem, który sprawił, że Zryw powoli zaczął zdobywać popularność na szerszą skalę, okazał się fakt, że klub utrzymał się w strukturach zabrzańskiej A-klasy. Jak to możliwe?

To bardzo proste. W tym sezonie z ligi okręgowej Zabrze-Bytom spadły tylko i wyłącznie drużyny, które reprezentowały bytomską część rozgrywek. Z kolei Tempo Paniówki, które zostało wicemistrzem zabrzańskiej A-klasy, wygrało swój dwumecz barażowy o prawo gry w lidze okręgowej w następnym sezonie. Szeregi ligi opuszczą dwa zespoły, które zastąpione zostaną najlepszymi drużynami z B-klasy, a zatem w obecnym sezonie nie może być mowy o spadku którejkolwiek z drużyn.

Co jeszcze ciekawsze taka sytuacja wcale nie cieszy części zarządu. - Zdania są podzielone. Część osób związanych z klubem wolałaby zagrać w B-klasie. Ciągłe przegrywanie nie służy ani rozwojowi klubu, ani zawodników. Z drugiej strony wiązałoby się to z mniejszą dotacją od gminy. To z kolei argumenty drugiej strony zarządu, która opowiada się za dalszą grą w A-klasie. - zdradza nam informator.

Nie ma wątpliwości, że w ostatnim czasie Zryw Radonia nie zrobił sobie najlepszej reklamy na regionalnej, czy nawet ogólnopolskiej, arenie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - w końcu o tym maleńkim klubie usłyszało szersze grono odbiorców. Kolejny rok Zryw spędzi w zabrzańskiej A-klasie, jednak zespół cały czas stoi nad przepaścią i jest bliski rozwiązania. Klub powraca do treningów już 13 lipca o godzinie 18 i z pewnością przyjmie każdego chętnego z szeroko otwartymi ramionami.

autor: Antoni Majewski

Przeczytaj również