Trefl - MKS 3-1. Szczęście byłoby zbyt wielkie - miłe złego początki

09.05.2011
- Skoro wczoraj zrobiliśmy pierwszy krok, to myślę, że dziś zrobimy drugi. Będzie jednak dużo trudniej - mówił Waldemar Kawka, trener dąbrowianek, przed meczem z Treflem Sopot. Miał rację...
Dwa pierwsze sety potoczyły się bardzo dziwnie i można uznać, że jeden był lustrzanym odbiciem drugiego. W początkowej fazie otwierającej partii fenomenalnie zagrały przyjezdne, które miażdżyły faworyzowane sopocianki w każdym elemencie. Doprowadziło to do przewagi dąbrowianek aż 3-10. Gospodynie w drugiej części seta zdołały się jednak odbudować, znacznie zniwelowały stratę i w końcówce trochę postraszyły wczorajsze zwyciężczynie. Ostatecznie jednak MKS wygrał czwartego z rzędu seta w tej rywalizacji.

Druga faza pierwszej odsłony nie pozostała bez znaczenia dla dalszego przebiegu wydarzeń. Trefl złapał nadmorski wiatr w żagle i tym razem to on wypracował sobie już na początku zdecydowaną przewagę. Wygrywał już nawet pięcioma punktami i długo ten dystans utrzymywał. Zawodniczki Waldemara Kawki, podobnie jak rywalki w poprzednim secie, ruszyły jednak w zdecydowaną pogoń, doprowadziły do stanu 24-23, jednak kolejnej piłki setowej nie zdołały już obronić.

Dla równowagi przez większą część trzeciego seta, obie drużyny grały... punkt za punkt. Nikt nie mógł specjalnie odskoczyć, a gdy gospodyniom się to w końcu udało, to trener Kawka idealnie trafił ze zmianą, wprowadzając na zagrywkę Aleksandrę Liniarską, której kilka skutecznych serwisów przywróciło remis. Losy trzeciej partii rozstrzygnęły się w samej końcówce. Dąbrowianki prowadziły już 18-20, po czym... straciły sześć punktów z rzędu. Mimo obronienia jednej piłki setowej, nie udało się już odwrócić nieuchronnego - sopocianki wyszły na prowadzenie, a mecz zaczynał się MKS-owi wyślizgiwać...

... zwłaszcza, że dały o sobie znać problemy kondycyjne. Wszak ogranie drugiego zespołu fazy zasadniczej musiało w dąbrowiankach pozostawić pewne ślady. Choć nasze siatkarki walczyły dzielnie, do końca, o możliwość rozegrania tie-breaka, więcej sił, ale też szczęścia, miały w końcówce gospodynie. W pierwszym meczu sopocianki wygrały otwierającego seta, po czym przegrały 1-3. Natomiast w drugim było zupełnie odwrotnie. Przywiezienie znad morza jednego zwycięstwa i tak można uznać za dobry wynik, bowiem teraz rywalizacja przenosi się do Dąbrowy Górniczej, gdzie na pewno odbędą się dwa mecze.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również