Siatkarka Atomu po zwycięstwie w finale zaczęła wierzyć w cuda...

05.05.2013
- Osobiście zaczęłam wierzyć w cuda i we wszystkich świętych. Tak naprawdę były to tie-breaki, sety i mecze cudów. Do dzisiaj nie wiem jak to się stało - powiedziała po sobotnim meczu Dorota Pykosz.
Środkowa Atomu Trefl nie wierzy, że przyjezdnym udało się rozstrzygnąć losy rywalizacji, gdyż sopocianki przegrywały już 0-2 w setach. - Szczerze mówiąc jeszcze nie wierzę w to co się stało. Na dobrą sprawę nie wiem, co się w ogóle dzieje. Potrzebuję czasu, żeby to do mnie dotarło - wyznała środkowa. - Osobiście zaczęłam wierzyć w cuda i we wszystkich świętych - dodała siatkarka.

Krystyna Strasz z kolei była załamana i stwierdziła, że wolałaby decydujący mecz przegrać gładko 0-3 niż wygrywać 2-0 i ostatecznie ulec rywalkom.  - Było bardzo blisko. W trzecim spotkaniu miałyśmy piłki meczowe, których nie wykorzystałyśmy i to jest nieprawdopodobne, że to się tak odwróciło - kręciła głową siatkarka MKS-u.

Strasz przyznała, że w ostatnich trzech meczach rywalizacji z Atomem coś w grze MKS-u się załamywało i przeciwniczki wykorzystywały to w bezwzględny sposób.

- Tak samo było w każdym z tych trzech spotkań. To nie było rozprężenie, bo wiedziałyśmy przecież o co gramy i nie uwierzyłyśmy w to, że samo się wygra. Po prostu przeciwniczki nas przycisnęły, my popełniłyśmy kilka błędów i tak się już potoczyło. Sopocianki uwierzyły w siebie... i miały Rachel Rouerkę -"petardę", która atakuje nad blokiem, obok bloku i ciężko się ustawić w obronie - stwierdziła zawodniczka z Dąbrowy.

Na koniec Strasz wyznała, że prawdopodobnie w przyszłym sezonie nadal będzie broniła barw MKS-u.- Myślę, że zostanę tutaj. Mam nadzieję, że za rok sezon będzie równie ciekawy, ale to my będziemy się cieszyć ze złota - stwierdziła.
źródło: siatka.org/orlen-liga.pl/SportSlaski.pl

Przeczytaj również