Prezes AZS-u Gliwice: Za trzy lata powinniśmy grać w Orlen Lidze

20.01.2013
- Marzy mi się, abyśmy stali się drugą Dąbrową Górniczą, gdzie zainwestowano w siatkówkę... - mówi w rozmowie z portalem SportSlaski.pl doc. dr Krzysztof Czapla, prezes gliwickiego klubu AZS Politechnika Śląska.

Siatkarki gliwickiego AZS-u obecnie występują w II lidze kobiet i plasują w niej miejsce w dolnej części tabeli. Jak pan ocenia to miejsce w odniesieniu do drużyny, o której mówiło się, że w obecnym sezonie może powalczyć o awans do I ligi?

- Nasz zespół obecnie oscyluje w okolicach szóstego miejsca, czyli środka tabeli. Myślę jednak, że spokojnie bylibyśmy wyżej, gdyby grały trzy nasze podstawowe zawodniczki... i przede wszystkim - libero. Przyjęcie jest przecież podstawą, a my wiele setów przegrywamy przez niezadowalającą grę w odbiorze. Dziewczyna, która pełni obecnie rolę libero, nie jest typową zawodniczką z tej pozycji. Ona nie potrafi tak rozegrać piłki, aby w pełni wykorzystać np. środkowe. Poza tym, reszta zawodniczek również nie ma najlepszego odbioru. Dalej - nie mamy pierwszej atakującej. Ta podstawowa rozegrała mecz czy dwa i doznała kontuzji. Kolejna czołowa zawodniczka odbioru również jest kontuzjowana. A libero, jak już wspominałem, ma poważny problem zdrowotny z łąkotką i wiązadłami krzyżowymi. Nasza kadra jest więc mocno przetrzebiona, a i tak potrafimy podjąć walkę z zespołami dużo bardziej doświadczonymi, jak np. PLKS Pszczyna. Takie drużyny reprezentują ograne zawodniczki, przy których nasze dziewczyny są jak koguciki, takie dziewczątka... Większość naszego składu to naprawdę młode zawodniczki. Weźmy np. nasza środkową. Ta dziewczyna jest dopiero na pierwszym roku studiów. A mamy w składzie kilka takich "świeżych", które dopiero co były juniorkami, a teraz my każemy im walczyć w drugiej lidze... czy o awans do pierwszej. Dlatego wyniki osiągane w obecnym sezonie, uważam za udane.

Widziałem to spotkanie z PLKS-em Pszczyna. Siatkarki z Gliwic przegrały ten mecz dopiero w tie-breaku, pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie.  O czym świadczy ten mecz. O nie do końca wykorzystanym potencjale drużyny AZS-u, czy o tym, że ta liga jest po prostu "płaska"?

- Potrafimy podjąć walkę, ale aby osiągnąć więcej -  jeszcze nam brakuje. Dobrym przykładem jest ostatni mecz, z Pszczyną, w którym nasze dziewczyny pięknie walczyły z wyżej notowanymi rywalkami. Wysoko ograły przyjezdne w czwartym secie... a w piątym się "wyłączyły" i przegrały mecz. Zabrakło koncentracji w jednym momencie, ale to wystarczyło, aby rywalki odjechały nam na kilka punktów. One myślały, że po dobrym czwartym secie, w piątym wszystko pójdzie tak samo. Natomiast doświadczone rywalki zdają sobie sprawę, że to nowy set... Brakuje nam nieco doświadczenia. W tym składzie nie mamy szans powalczyć o awans, choć może do fazy play-off uda nam się jeszcze załapać. Ten rok musimy więc po prostu "przetrwać". Gdybyśmy mieli ze dwie "pewne" zawodniczki... bo choć mamy rezerwowe, to są to tylko dziewczyny ze względów taktycznych, aby uzupełnić skład, a nie go realnie wzmocnić, to bylibyśmy w czołówce ligi. A może wystarczyłaby tylko libero...?

Wspomina pan o awansie do I ligi. To właśnie cel AZS-u na najbliższą przyszłość?

- Zaryzykuję i powiem, że za trzy lata powinniśmy grać w ekstraklasie. Chciałbym, abyśmy występowali na hali Podium. Oczywiście nie myślę o tej głównej sali, gdzie będzie miejsce na 15 tysięcy widzów, ale treningowej, na trzy tysiące widzów. Widzę ją idealną na nasze potrzeby. I my, jako akademicki ośrodek sportu, i tak prawdopodobnie będziemy ją wynajmować. Marzy mi się, abyśmy stali się drugą Dąbrową Górniczą, gdzie zainwestowano w siatkówkę... Tauron, czyli główny sponsor, oraz miasto, sprawiły że MKS gra przecież w samym czubie tabeli Orlen Ligi... a także reprezentuje nasz kraj w europejskich pucharach. Skoro w Dąbrowie wypełnia się pięciotysięczna hala podczas meczów siatkówki, to i Gliwice muszą mieć swoją drużynę w ekstraklasie. Chciałbym aby nasz klub nadawał nowej hali sportowej sportowego wydźwięku. W Gliwicach, oprócz Piasta, musi istnieć na wysokim szczeblu jeszcze jakaś drużyna z gier zespołowych.

W jaki sposób planuje pan dojść do tego celu?

- Do tego trzeba dojść przede wszystkim pozyskując sponsorów. My jesteśmy klubem Politechniki Śląskiej, ale uczelnia nie może przekazywać środków finansowych stowarzyszeniu. Jeszcze siedem lat temu było to możliwe, ale już teraz niestety nie jest. Utrzymanie tego klubu, który ma jedenaście sekcji sportowych, na różnych poziomach, nie jest łatwe. Mamy trzecie w Polsce judo, mamy tenis stołowy, siatkówkę, koszykówkę, mamy najlepsze w kraju ekipy curlingowe... ale nie liczę, aby na przykład na tą dyscyplinę sportu przyszło kilka tysięcy widzów (śmiech). W swoim wywodzie zmierzam jednak do podkreślenia ogromu pracy, który jest niezbędny do pozyskania środków na istnienie tych sekcji. Życie klubu nie jest łatwe... no, może jest tych, które są sponsorowane przez spółki Skarbu Państwa. Im się fajnie żyje (śmiech)! Oni mogą sobie pozwolić na ściąganie i opłacanie naprawdę świetnych zawodników. To wpływa na poziom ligi i zainteresowanie, bo przecież ludzie idą obejrzeć w akcji Michała Łasko... ale z drugiej strony, oni przy takich możliwościach i takim składzie, nie powinni w tej lidze przegrać żadnego meczu. A tutaj zdarzają im się porażki. Czy więc to nie świadczy o w pewnym sensie marnowaniu pieniędzy? Tak to widzę jako człowiek, który pracuje w klubie, w którym ogląda się każdą złotówkę. Ale nie ukrywam, że to może się zmienić. Widzę sporą szansę w budowie hali Podium. Musimy się więc śpieszyć, bo ona niedługo powstanie...

Sekcja siatkówki AZS-u otrzymała ostatnio od miasta dotację wysokości 96 tysięcy złotych na funkcjonowanie w pierwszym półroczu 2013 roku. Jak pan ocenia wysokość tej kwoty?

- Dzięki Bogu, że otrzymaliśmy te pieniądze! Na nasz poziom, to wystarczająca kwota. Gdy policzymy, że zawodniczkom płaci się miesięcznie ponad 20 tysięcy złotych, to można powiedzieć, że ta kwota jest niska... ale mamy jeszcze sponsorów. Chcę jednak powiedzieć, że sam fakt, że miasto pomaga klubom sportowym, to fantastyczna sprawa. Dzięki tym pieniądzom nasze siatkarki grają w lidze. W obecnym momencie jest niemożliwością uzyskać taką kwotę od sponsorów. Jeżeli magistrat swoje dotacje będzie utrzymywał na obecnym poziomie, to ja mogę zapewnić, że wkrótce będzie nas stać na jeszcze lepsze zawodniczki. Obecnie bazujemy głównie na studentkach, którym miesięcznie płacimy około 2 tysięcy złotych. Wkrótce może się to zmienić. Chcemy mieć wyrównaną, minimum 14-osobową kadrę, która w przyszłym sezonie powalczy o awans do I ligi. To nasz cel. Mamy do niego przygotowaną strategię, mamy też silnych partnerów. Mam na myśli na przykład uczelnię, która nam pomaga. Mam na myśli i pana rektora, który swoim autorytetem przyciąga sponsorów. Czeka nas duże wyzwanie, ale ja się go podjąłem, zresztą działam tu już od wielu lat, i myślę, że uda nam się je zrealizować. Myślę, że już za jakiś czas nie będziemy musieli żyć z miesiąca na miesiąc, ale w klubie będzie stałość i będziemy dysponować budżetem, którego będziemy mogli użyć do przyszłościowych inwestycji.

Rozmawiał Maciej Smolewski

autor: Maciej Smolewski

Przeczytaj również