"Po mieście krąży wiele opinii, ale nie odpowiadają one prawdzie"

21.12.2010
- Nie ma mowy o konfliktach w zespole - zapewnia Arkadiusz Jasek, dyrektor sportowy BKS-u. Atmosfera w Bielsku-Białej robiła się coraz bardziej napięta, ale wydaje się, że alarm został wyciszony.
Wokół BKS-u Bielsko-Biała zrobiło się gorąco nie tylko za sprawą dwóch bolesnych klęsk w poprzednim tygodniu. Po przegranej w Baku niektórzy wzniecili alarm i mówili, że zespół jest w poważnym kryzysie (najpierw przegrał w PlusLidze Kobiet z Muszynianką). Ale alarm został wyciszony. Wwygrana w niedzielę w Dąbrowie Górniczej uspokoiła atmosferę. A ta robiła się gęsta.

Po występie w Baku co bardziej kąpani w gorącej wodzi wypowiadali opinie nie tylko o kiepskim skompletowaniu składu, ale również o niesnaskach oraz braku łączności między zawodniczkami i szkoleniowcami. Zastanawiano się, dlaczego Katarzyna Skorupa w spotkaniu z Baku stała w kwadracie dla rezerwowych, zaś za rozgrywanie piłki odpowiadała Anna Kaczmar.

- Strzelono kulą w płot - mocno akcentuje dyrektor sportowy BKS-u, Arkadiusz Jasek. - Taka była wizja trenera. Po mieście krąży wiele opinii, ale nie odpowiadają one prawdzie. Nie ma mowy o konfliktach w zespole. Gdy przegrywa się dwa istotne mecze w tak wysokich rozmiarach, wszyscy są po prostu w minorowych nastrojach - tłumaczy.
źródło: SPORT

Przeczytaj również