Nowa hala w Bielsku nie jest jak... stadion w La Corunii

12.12.2010
Na szczęście! Bielskie siatkarki, pierwsze sportowe użytkowniczki nowo wybudowanej hali przy ulicy Karbowej, spisują się znakomicie. Nikt nie nazwie więc obiektu pechowym.
Aby nowa arena była naprawdę dobra, trzeba spełnić szereg wymogów. Nie wystarczy tylko, by była ciekawa architektonicznie, solidna, ładna i funkcjonalna. Sportowcy i kibice również muszą się w niej czuć dobrze. Najgorzej, gdy wskutek pewnych niepowodzeń obiekt uzna się za pechowy. Wtedy nawet nowinki techniczne i komfort oglądania meczu nie pomogą. Taki los stał się udziałem m.in. hiszpańskiego stadionu El Riazor, który na co dzień użytkuje klub piłkarski Deportivo La Coruna. Otwarty w 1944 roku obiekt szybko został mianowany pechowym, a łatkę tę udało się zerwać dopiero... po gruntownym remoncie w latach 80.

Władze Bielska-Białej mogą spać spokojnie. Mimo obaw, siatkarki BKS-u szybko przystosowały się do nowej hali i jak na razie odnoszą na niej same zwycięstwa. Najpierw w towarzyskim meczu na otwarcie budynku pokonały czeski zespół Modranska Prostejow, a później już w Lidze Mistrzyń zwyciężały z Dinamem Bukareszt i Rabitą Baku. Pierwsze starcie przeciwko drużynie z Polski bielszczanki zaliczą w nowej hali w niedzielę, kiedy zmierzą się z wicemistrzyniami kraju - Muszynianką Muszyna.

- Atmosfera na tej hali również jest bardzo dobra. Gabarytowo ten obiekt jest bez porównania większy, niż nasz przy ulicy Rychlińskiego. Jednak najbardziej lubimy grać na starej hali, w końcu spędziłyśmy tam tyle lat - przyznaje Karolina Ciaszkiewicz, zawodniczka mistrzyń Polski. BKS najprawdopodobniej wróci na swój obiekt na mniej ciekawie się zapowiadające spotkania PlusLigi. Choć tak naprawdę nawet na szlagierowych meczach wszyscy chętni zmieściliby się na Rychlińskiego, wszak frekwencja na dotychczasowych potyczkach Ligi Mistrzyń oscylowała tylko około tysiąca widzów.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również