Muszynianka - BKS 3-0. Bielszczanki nie obroniły mistrzostwa Polski...
17.05.2011
Bielszczanki rozpoczęły pierwszego seta całkiem nieźle. Choć gra z obu stron była bardzo chaotyczna, prawdopodobnie z powodu olbrzymiej stawki spotkania, ale BKS z Muszyną szły przez większość pierwszej partii punkt za punkt. W końcówce jednak bardziej zdecydowanie na prowadzenie wyszły siatkarki Bogdana Serwińskiego. Miały trzy piłki setowe i wydawało się, że wszystko było już rozstrzygnięte. Przyjezdne, z Bereniką Okuniewską na zagrywce, wszystkie jednak obroniły, po czym... przegrały na przewagi.
To musiało wybić je z rytmu. W drugim secie muszynianki szalały, a bielszczanki nawet nie próbowały im przeszkadzać. BKS był momentami masakrowany i zupełnie bez wiary. Obudził się jednak przy stanie 16-7... Nagle zaczął seriami zdobywać punkty i szybko doprowadził do stanu 18-16. Zamiast jednak pójść za ciosem, rozluźniły się i pozwoliły znów odskoczyć rywalkom. W końcówce, podobnie jak w pierwszym secie, próbowały dokonać niemożliwego, odrabiając pokaźną stratę, ale znów zabrakło niewiele. Cóż, gra się od stanu 0-0, a nie 16-7.
Kto spodziewał się, że mistrzynie Polski pokażą pazur i zaczną walczyć, jak w poprzednich meczach. Nic bardziej mylnego. Trener Mariusz Wiktorowicz mówił przed spotkaniem, że o zwycięstwie zadecyduje dyspozycja dnia i charakter. Bielszczankom zabrakło dziś i jednego i drugiego. Nie przypominały drużyny z poprzednich półfinałowych potyczek. Wyglądały raczej tak, jak w starciach z Muszyną jeszcze z fazy zasadniczej, za kadencji trenera Grzegorza Wagnera. Bezradne, niezorganizowane i o klasę gorsze. Tak się nie da awansować do finału. Bielszczanki nie zdobędą więc w tym sezonie ani jednego trofeum, a o brązowy medal powalczą z MKS-em Dąbrowa Górnicza.
To musiało wybić je z rytmu. W drugim secie muszynianki szalały, a bielszczanki nawet nie próbowały im przeszkadzać. BKS był momentami masakrowany i zupełnie bez wiary. Obudził się jednak przy stanie 16-7... Nagle zaczął seriami zdobywać punkty i szybko doprowadził do stanu 18-16. Zamiast jednak pójść za ciosem, rozluźniły się i pozwoliły znów odskoczyć rywalkom. W końcówce, podobnie jak w pierwszym secie, próbowały dokonać niemożliwego, odrabiając pokaźną stratę, ale znów zabrakło niewiele. Cóż, gra się od stanu 0-0, a nie 16-7.
Kto spodziewał się, że mistrzynie Polski pokażą pazur i zaczną walczyć, jak w poprzednich meczach. Nic bardziej mylnego. Trener Mariusz Wiktorowicz mówił przed spotkaniem, że o zwycięstwie zadecyduje dyspozycja dnia i charakter. Bielszczankom zabrakło dziś i jednego i drugiego. Nie przypominały drużyny z poprzednich półfinałowych potyczek. Wyglądały raczej tak, jak w starciach z Muszyną jeszcze z fazy zasadniczej, za kadencji trenera Grzegorza Wagnera. Bezradne, niezorganizowane i o klasę gorsze. Tak się nie da awansować do finału. Bielszczanki nie zdobędą więc w tym sezonie ani jednego trofeum, a o brązowy medal powalczą z MKS-em Dąbrowa Górnicza.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami