Muszyna - BKS 3-2. Puchar jednak nie dla Bielska...
10.04.2011
Od samego początku mecz był godny finałowego starcia dwóch najlepszych drużyn w Polsce poprzedniego sezonu. Bielszczanki udowodniły, że metamorfoza, jakiej doznały w poprzednich dwóch meczach w Inowrocławiu nie była przypadkiem i pełne polotu i radości w grze pokazywały się już od początku. Wprawdzie w pierwszym secie przegrywały już 11-6, ale głównie za sprawą świetnie grającej Joanny Frąckowiak bielszczanki zdołały odrobić straty i dobrze otworzyć mecz.
Druga odsłona wcale nie przyniosła wielkich zmian. Obie drużyny nadal grały na bardzo wysokim poziomie, jednak tym razem w końcówce więcej szczęścia i zimnej krwi miały wicemistrzynie Polski. Prawdziwe cuda działy się jednak w trzeciej partii. Zawodniczki z Małopolski cały czas prowadziły, a BKS desperacko próbował odrabiać straty. Doszedł rywalki dopiero w końcowej fazie, a na pierwszej prowadzenie wyszedł... mając od razu piłkę setową. Nie udało się jej jednak wykorzystać za pierwszym razem, ale dopiero po długiej wojnie nerwów na przewagi.
- Dobrze, że nie jesteśmy faworytkami. Niech się martwią ci, którzy wygrywali ligę - mówiła przed wyjazdem na finałowy turniej Pucharu Polski Katarzyna Skorupa, kapitan Pucharu Polski. Wiedziała co mówi. W sobotę mistrzynie Polski zaskakująco łatwo ograły Trefl Sopot, który zajął drugie miejsce w fazie zasadniczej, a Muszynie też sporo udowodnił. Nawet gdy w czwartej partii zawodniczki Bogdana Serwińskiego prowadziły już ośmioma punktami, bielszczanki zdołały je w końcówce mocno nastraszyć.
Wszystko rozstrzygnął tie-break. BKS, który drogę do finału miał zdecydowanie cięższą od rywalek,nie wytrzymał morderczego meczu kondycyjnie i nie zdołał rozstrzygnąć go na swoją korzyść. Puchar Polski nie pojedzie po raz dziewiąty do Bielska, ale pierwszy raz w historii do Muszyny . Bielszczanki jeszcze ani razu w tym sezonie nie pokonały wicemistrzyń Polski, ale przynajmniej udowodniły, że są już w stanie rywalizować z najlepszymi drużynami kraju. Może przyda się to w walce o medale mistrzostw kraju.
Druga odsłona wcale nie przyniosła wielkich zmian. Obie drużyny nadal grały na bardzo wysokim poziomie, jednak tym razem w końcówce więcej szczęścia i zimnej krwi miały wicemistrzynie Polski. Prawdziwe cuda działy się jednak w trzeciej partii. Zawodniczki z Małopolski cały czas prowadziły, a BKS desperacko próbował odrabiać straty. Doszedł rywalki dopiero w końcowej fazie, a na pierwszej prowadzenie wyszedł... mając od razu piłkę setową. Nie udało się jej jednak wykorzystać za pierwszym razem, ale dopiero po długiej wojnie nerwów na przewagi.
- Dobrze, że nie jesteśmy faworytkami. Niech się martwią ci, którzy wygrywali ligę - mówiła przed wyjazdem na finałowy turniej Pucharu Polski Katarzyna Skorupa, kapitan Pucharu Polski. Wiedziała co mówi. W sobotę mistrzynie Polski zaskakująco łatwo ograły Trefl Sopot, który zajął drugie miejsce w fazie zasadniczej, a Muszynie też sporo udowodnił. Nawet gdy w czwartej partii zawodniczki Bogdana Serwińskiego prowadziły już ośmioma punktami, bielszczanki zdołały je w końcówce mocno nastraszyć.
Wszystko rozstrzygnął tie-break. BKS, który drogę do finału miał zdecydowanie cięższą od rywalek,nie wytrzymał morderczego meczu kondycyjnie i nie zdołał rozstrzygnąć go na swoją korzyść. Puchar Polski nie pojedzie po raz dziewiąty do Bielska, ale pierwszy raz w historii do Muszyny . Bielszczanki jeszcze ani razu w tym sezonie nie pokonały wicemistrzyń Polski, ale przynajmniej udowodniły, że są już w stanie rywalizować z najlepszymi drużynami kraju. Może przyda się to w walce o medale mistrzostw kraju.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami