Muszyna - BKS 3-1. Set walki to za mało na muszynianki
06.05.2011
To wicemistrzynie Polski były zdecydowanymi faworytkami tego starcia. Choć w zeszłorocznym finale uległy bielszczankom, to od tego czasu wiele się zmieniło. Zespół z Małopolski wzmocnił skład i w tym sezonie wygrał wszystkie trzy spotkania z BKS-em. Nasze siatkarki miały zagrać bez presji i... to zrobiły. Niestety, efekt nie był zadowalający. Czy to brak wiary w zwycięstwo sprawił, że w pierwszych dwóch setach nie miały praktycznie nic do powiedzenia? Dość powiedzieć, że w otwierających partiach prowadziły tylko raz, jednym punktem, na samym początku drugiej odsłony...
Trener Mariusz Wiktorowicz nie chciał jednak dopuścić do gładkiej porażki. W trzecim secie nakazał Berenice Okuniewskiej przejść ze środka siatki na... lewy atak. Zawodniczka mistrzyń Polski była kompletnie odmieniona, nie tylko poprzez... zmianę koloru włosów, ale przede wszystkim, zaczęła kończyć większość akcji swojej drużyny i stała się głównym napędem BKS-u w tym secie. Inne zawodniczki poszły za nią i gra wreszcie wyglądała dobrze.
Tę prosperitę udało się rozciągnąć na początek czwartej odsłony. BKS nadal grał na wysokim poziomie i tym razem to gospodynie wyglądały na bezbronne. Jednak pojawienie się Agnieszki Bednarek-Kaszy w polu zagrywki w jednym momencie odmieniło seta. Reprezentacyjna siatkarka siała popłoch w szeregach bielszczanek, zwłaszcza, że ich przyjęcie, co stało się już tradycją, nie funkcjonowało zbyt dobrze. Zawodniczki Bogdana Serwińskiego uciekły na kilka punktów i bez problemów dowiozły prowadzenie do końca.
Niby wszyscy wiedzieli, że BKS raczej przegra w Muszynie, jednak... nadzieja była. Jeśli bielszczanki realnie marzą o awansie do finału, powinny w jutrzejszym meczu zagrać zdecydowanie lepiej i wreszcie wygrać, bo inaczej przyszłotygodniowy rewanż w Bielsku-Białej może być tylko formalnością.
Trener Mariusz Wiktorowicz nie chciał jednak dopuścić do gładkiej porażki. W trzecim secie nakazał Berenice Okuniewskiej przejść ze środka siatki na... lewy atak. Zawodniczka mistrzyń Polski była kompletnie odmieniona, nie tylko poprzez... zmianę koloru włosów, ale przede wszystkim, zaczęła kończyć większość akcji swojej drużyny i stała się głównym napędem BKS-u w tym secie. Inne zawodniczki poszły za nią i gra wreszcie wyglądała dobrze.
Tę prosperitę udało się rozciągnąć na początek czwartej odsłony. BKS nadal grał na wysokim poziomie i tym razem to gospodynie wyglądały na bezbronne. Jednak pojawienie się Agnieszki Bednarek-Kaszy w polu zagrywki w jednym momencie odmieniło seta. Reprezentacyjna siatkarka siała popłoch w szeregach bielszczanek, zwłaszcza, że ich przyjęcie, co stało się już tradycją, nie funkcjonowało zbyt dobrze. Zawodniczki Bogdana Serwińskiego uciekły na kilka punktów i bez problemów dowiozły prowadzenie do końca.
Niby wszyscy wiedzieli, że BKS raczej przegra w Muszynie, jednak... nadzieja była. Jeśli bielszczanki realnie marzą o awansie do finału, powinny w jutrzejszym meczu zagrać zdecydowanie lepiej i wreszcie wygrać, bo inaczej przyszłotygodniowy rewanż w Bielsku-Białej może być tylko formalnością.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami