MKS - Trefl 1-3. Dobry początek to tylko połowa sukcesu...
14.05.2011
Dąbrowianki w pierwszych trzech setach meczu miały pewną bardzo denerwującą przypadłość, którą mogły przypłacić szybkim przegraniem spotkania. Zawodniczki Waldemara Kawki w każdej z partii szybko "odjeżdżały" do przodu i wysoko prowadziły. W tym jeszcze nic złego nie było. Problemy zaczynały się, kiedy w ponaddźwiękowym tempie MKS zaczynał trwonić przewagę. Niesamowite, że siatkarkom, którym do pewnego momentu wychodziło wszystko, nagle nie wychodziło nic.
I tak, w otwierającej odsłonie gospodynie prowadziły już 11-4 i wydawało się, że nic złego nie może się stać. Alessandro Chiappini, trener rywalek, ściągnął z boiska Neriman Ozsoy, swoją najlepszą atakującą, która tym razem kompletnie sobie nie radziła. Efekt? Dziesięć (!) punktów z rzędu sopocianek i konieczność odrabiania strat przez MKS. Nie udało się i to Trefl objął prowadzenie w trzecim meczu półfinałowym play-off.
Nastała kolejna partia, pierwsze piłki i znów gigantyczna przewaga MKS-u. Zespół z Trójmiasta pierwszy punkt zdobył, gdy dąbrowianki miały ich już na koncie sześć. Cóż z tego, skoro w środkowej fazie seta było już tylko 14-12. Zarówno tempo wypracowywania przewagi, jak i jej trwonienia, było imponujące. Tym razem jednak siatkarki Kawki spięły się, wróciły do gry i dokończyły seta. W trzecim już jednak nie istniały. Nie licząc oczywiście pierwszych kilku piłek, do stanu 8-4 dla gospodyń.
Wyrównany początek miała wreszcie czwarta i jak się okazało ostatnia odsłona. Obie drużyny szły punkt za punkt aż do drugiej przerwy technicznej. Wtedy jednak wyszło doświadczenie zawodniczek z Sopotu. Magdalena Śliwa i Dorota Świeniewicz załatwiły sprawę. Tym razem zespołowi z Dąbrowy Górniczej chyba zabrakło wiary w końcowy sukces, siatkarki z naszego województwa poddawały się za szybko. Muszą jednak szybko uwierzyć, że Trefla da się przejść, bowiem ten już jutro może uzyskać awans do finału Plus Ligi.
I tak, w otwierającej odsłonie gospodynie prowadziły już 11-4 i wydawało się, że nic złego nie może się stać. Alessandro Chiappini, trener rywalek, ściągnął z boiska Neriman Ozsoy, swoją najlepszą atakującą, która tym razem kompletnie sobie nie radziła. Efekt? Dziesięć (!) punktów z rzędu sopocianek i konieczność odrabiania strat przez MKS. Nie udało się i to Trefl objął prowadzenie w trzecim meczu półfinałowym play-off.
Nastała kolejna partia, pierwsze piłki i znów gigantyczna przewaga MKS-u. Zespół z Trójmiasta pierwszy punkt zdobył, gdy dąbrowianki miały ich już na koncie sześć. Cóż z tego, skoro w środkowej fazie seta było już tylko 14-12. Zarówno tempo wypracowywania przewagi, jak i jej trwonienia, było imponujące. Tym razem jednak siatkarki Kawki spięły się, wróciły do gry i dokończyły seta. W trzecim już jednak nie istniały. Nie licząc oczywiście pierwszych kilku piłek, do stanu 8-4 dla gospodyń.
Wyrównany początek miała wreszcie czwarta i jak się okazało ostatnia odsłona. Obie drużyny szły punkt za punkt aż do drugiej przerwy technicznej. Wtedy jednak wyszło doświadczenie zawodniczek z Sopotu. Magdalena Śliwa i Dorota Świeniewicz załatwiły sprawę. Tym razem zespołowi z Dąbrowy Górniczej chyba zabrakło wiary w końcowy sukces, siatkarki z naszego województwa poddawały się za szybko. Muszą jednak szybko uwierzyć, że Trefla da się przejść, bowiem ten już jutro może uzyskać awans do finału Plus Ligi.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami