MKS Dąbrowa - Budowlani 0-3. Taki mecz musiał się zdarzyć?

11.12.2009
Napięty harmonogram dał o sobie znać. Siatkarki z Dąbrowy Górniczej po znakomitym występie przeciw francuskiej Miluzie zaliczyły ligową wpadkę. Przed własną publicznością gładko uległy beniaminkowi z Łodzi.
Dąbrowianki od początku spotkania wyglądały na zagubione i zmęczone. Popełniały błąd za błędem. Słaba zagrywka, fatalne przyjęcie i nieskuteczne ataki. W grze MKS-u trudno było znaleźć pozytywy. Jakby problemów było mało, w starciu z Budowlanymi nie zagrała Liniarska. To kolejna środkowa, po Gajgał, którą z gry wyłączyła kontuzja.

- Obu zawodniczek w tym roku już nie ujrzymy - zdradził na konferencji prasowej trener dąbrowianek, który po meczu nie miał zbyt wesołej miny. - Mecz z Miluzą dawał nadzieje na kolejne dobre występy. Być może jeszcze nie jesteśmy w stanie łączyć gry w dwóch rozgrywkach. To bolesna, ale zasłużona porażka - dodał Kawka.

- Co tu dużo mówić. Dziś żaden element gry nie funkcjonował jak należy. Nie chcę usprawiedliwiać siebie i koleżanek, ale na pewno zmęczenie daje o sobie znać. Gramy przecież co trzy dni. Mam nadzieję, że taki mecz już nam się w tym sezonie nie przytrafi - mówiła po meczu skrzydłowa MKS-u, Magdalena Sadowska.

Zdaniem kapitan dąbrowskiej drużyny, zespołowi zabrakło zaciętości. - Przegrałyśmy ten mecz na siatce. Ustępowałyśmy rywalkom w każdym elemencie. W natłoku spotkań taki mecz musiał się zdarzyć - dodała kapitan Magdalena Śliwa.

Jedyny plus to powrót do zespołu Wilczyńskiej. Dla przyjmującej MKS był to pierwszy w tym sezonie mecz po kontuzji kolana.
autor: KP

Przeczytaj również