Libero dąbrowianek: Bielsko jest przyjazną halą. Dobrze się tu gra
14.04.2013
Po dwóch przeciętnych meczach w Dąbrowie Górniczej, które o mało nie zakończyły się dwoma wygranymi BKS-u, w sobotę MKS zdemolował lokalne rywalki na ich parkiecie. Teraz w półfinałowej rywalizacji do trzech zwycięstw prowadzi 2-1 i dziś może sobie zapewnić pierwszy w historii awans do finału. BKS natomiast, chcąc wygrać rywalizację, będzie musiał na pewno jeszcze raz pojechać do Dąbrowy. Joanna Wołosz, rozgrywająca bielszczanek, nie załamuje z tego powodu rąk.
- Trochę sobie skomplikowałyśmy sytuację, ale nic się jeszcze nie dzieje. Wrócimy do Dąbrowy - zapowiada. - Wszyscy mówili, że nasza rywalizacja z MKS-em będzie długa i myślę, że faktycznie tak się stanie. W sobotę dziewczynom z Dąbrowy wychodziło wszystko. Kaśka Zaroślińska miała dzień konia, ale nic dwa razy się nie zdarza. Dąbrowa zagrała znakomicie w każdym elemencie. Nie spuszczamy jednak głów. Teraz jest nowy dzień, nowy mecz. My też jesteśmy w stanie z nimi wygrać - twierdzi Wołosz.
Podobnie uważa Wiesław Popik. To nie BKS był w trzecim meczu tak słaby, a MKS tak mocny. - Staraliśmy się, jak mogliśmy. Ale to był Kasia Zaroślińska show. Dąbrowa miała takie statystyki, jakich nie powstydziłby się męski zespół. Nie byliśmy w stanie się temu przeciwstawić. Będziemy jednak walczyć, bo gra się do trzech zwycięstw. Mam tylko nadzieję, że MKS już nie zagra na takim poziomie - przyznaje trener bielskich siatkarek.
W hurraoptymizm nie popadają natomiast same, tak powszechnie chwalone, siatkarki MKS-u. - Nie było jakoś super łatwo, bo do pewnego momentu każdego seta, toczyła się wyrównana rywalizacja. My po prostu odjeżdżałyśmy w końcówkach. Szczerze mówiąc, ja się spodziewałam, że wygramy tutaj dwa razy po 3-2. Udało się natomiast wygrać 3-0 i mam nadzieję, że podobnie będzie w niedzielę. Na pewno będzie trudniej niż w pierwszym bielskim meczu. Poza tym, to jest siatkówka, spotkanie może być zupełnie inne. Wiele zależy od tego, jak się wejdzie w grę - tłumaczy Krystyna Strasz, libero dąbrowianek.
Półfinałowa rywalizacja naszych drużyn może się podobać nie tylko z powodu tego, co na parkiecie. Ciekawie jest też na trybunach. Fani obu zespołów są zaprzyjaźnieni i wczoraj szczelnie wypełnili halę przy Rychlińskiego, wspólnie dopingując swoje drużyny. Zawodniczkom dobrze się gra w takiej atmosferze. - Bielsko jest ogólnie przyjazną halą. Dobrze się tu gra. Ciepło, głośno, dużo kibiców... Najgorzej gra się w wielkich, pustych halach - kończy. W Bielsku-Białej to nie grozi.
- Trochę sobie skomplikowałyśmy sytuację, ale nic się jeszcze nie dzieje. Wrócimy do Dąbrowy - zapowiada. - Wszyscy mówili, że nasza rywalizacja z MKS-em będzie długa i myślę, że faktycznie tak się stanie. W sobotę dziewczynom z Dąbrowy wychodziło wszystko. Kaśka Zaroślińska miała dzień konia, ale nic dwa razy się nie zdarza. Dąbrowa zagrała znakomicie w każdym elemencie. Nie spuszczamy jednak głów. Teraz jest nowy dzień, nowy mecz. My też jesteśmy w stanie z nimi wygrać - twierdzi Wołosz.
Podobnie uważa Wiesław Popik. To nie BKS był w trzecim meczu tak słaby, a MKS tak mocny. - Staraliśmy się, jak mogliśmy. Ale to był Kasia Zaroślińska show. Dąbrowa miała takie statystyki, jakich nie powstydziłby się męski zespół. Nie byliśmy w stanie się temu przeciwstawić. Będziemy jednak walczyć, bo gra się do trzech zwycięstw. Mam tylko nadzieję, że MKS już nie zagra na takim poziomie - przyznaje trener bielskich siatkarek.
W hurraoptymizm nie popadają natomiast same, tak powszechnie chwalone, siatkarki MKS-u. - Nie było jakoś super łatwo, bo do pewnego momentu każdego seta, toczyła się wyrównana rywalizacja. My po prostu odjeżdżałyśmy w końcówkach. Szczerze mówiąc, ja się spodziewałam, że wygramy tutaj dwa razy po 3-2. Udało się natomiast wygrać 3-0 i mam nadzieję, że podobnie będzie w niedzielę. Na pewno będzie trudniej niż w pierwszym bielskim meczu. Poza tym, to jest siatkówka, spotkanie może być zupełnie inne. Wiele zależy od tego, jak się wejdzie w grę - tłumaczy Krystyna Strasz, libero dąbrowianek.
Półfinałowa rywalizacja naszych drużyn może się podobać nie tylko z powodu tego, co na parkiecie. Ciekawie jest też na trybunach. Fani obu zespołów są zaprzyjaźnieni i wczoraj szczelnie wypełnili halę przy Rychlińskiego, wspólnie dopingując swoje drużyny. Zawodniczkom dobrze się gra w takiej atmosferze. - Bielsko jest ogólnie przyjazną halą. Dobrze się tu gra. Ciepło, głośno, dużo kibiców... Najgorzej gra się w wielkich, pustych halach - kończy. W Bielsku-Białej to nie grozi.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami