Boisko bezdomnych. "Cidry" obce we własnym mieście

17.04.2018
Do końca czerwca muszą opuścić Narutowicza. Zaraz potem na stadion Ruchu Radzionków wjadą buldożery. W "Cidrach" zastanawiają się, co będzie dalej. Odpowiedzi na nurtujące pytania wciąż brakuje.
Tomasz Błaszczyk/PressFocus
Sobotni hit z Szombierkami był prawdopodobnie ostatnim, bądź jednym z ostatnich prawdziwych, futbolowych spektakli przy Narutowicza. Derby z "Zielonymi" udowodniły, że w Radzionkowie piłkarskie tradycje nie umarły, a ludzie wciąż są spragnieni boiskowych emocji. Kiedy spiker wykrzykiwał nazwisko strzelca decydującego o wygranej Ruchu gola, z prawie tysiąca gardeł popłynęły okrzyki euforii, jak za starych, dobrych czasów. Wcześniej fani zaprezentowali nostalgiczną oprawę, nawiązując do legendarnego, ekstraklasowego starcia z łódzkim Widzewem. To jedna z form pożegnania ze swoją "świątynią", którego perspektywa staje się dla żółto-czarnych coraz bliższa.

Kalendarium upadku
Kłopoty z własnym stadionem ciągną się dla Ruchu od wielu lat. W 1998 roku Radzionków uzyskał prawa miejskie, do czego zresztą sportowymi sukcesami swoją cegiełkę dołożył klub. Efekt był jednak taki, że terytorium na którym znajduje się obiekt "Cidrów" znalazło się w granicach... Bytomia. Taki stan rzeczy był jedną z przyczyn, dla której małe miasteczko nie mogło w stadion inwestować. A ten - mimo wysiłków kolejnych władz klubu - coraz mocniej zaczynał przypominać delikatnie przypudrowany relikt przeszłości.



W międzyczasie Ruch popadł w finansowe tarapaty. Skończyło się upadłością. Zarząd nad obiektem przejął likwidator GKS-u, który systematycznie starał się zlicytować teren przy Narutowicza. Widmo "bezdomności" wisiało nad Ruchem przez wielu lat. Cena spadała, chętnych brakowało, więc "żółto-czarni" utrzymywali obiekt i... płacili za jego wynajem. Zabójcza okazała się szósta licytacja. Ruch dostał dwa lata na to, by rozwiązać swój problem, tymczasem nowy nabywca terenu przygotowywał się do zrównania stadionu z ziemią i przygotowania miesca dla nowej inwestycji. Ta rozpocznie się po zakończeniu obecnego sezonu. - Rozmawialiśmy z właścicielem obiektu, czy nie moglibyśmy zostać ciut dłużej choćby w samym budynku, bo póki co tak naprawdę nie mamy gdzie się przenieść, ale wiemy już, że nie ma takiej możliwości - przyznaje Marcin Wąsiak, prezes "Cidrów".

Miejski kurek zakręcony
Wydawałoby się, że Radzionków - na przestrzeni dekad rozsławiany przez klub - zrobi wszystko, by nie dopuścić do tak dramatycznej sytuacji "Cidrów". Kto jednak nieco uważniej przyglądał się relacjom działaczy z burmistrzem ten wie, że między stronami chemii wyraźnie nie było. Po tym, jak ponad 5 lat temu Ruch z przyczyn finansowych wycofał się z I ligi jego porządkowaniem zajął się nowy sternik, Marcin Wąsiak. Po rocznej banicji "żółto-czarni" przystąpili do III-ligowych rozgrywek, mozolnie spłacają swoje długi i stali się solidnie zarządzanym, wypłacalnym podmiotem. Problem w tym, że im sprawniej szło "Cidrom" pozyskiwanie środków od prywatnych biznesmenów, tym bardziej topniało wsparcie z miejskiej kasy. Radzionków dawał klubowi coraz mniej pieniędzy za promowanie miasta i w formie stypendiów dla sportowców, aż w końcu... zakręcił kurek do samego końca.

Ruch może jeszcze liczyć na środki wypracowane na zarządzanym przez siebie targowisku, z którego część dochodu ląduje w klubowej kasie. Również w tym przypadku sytuacja wcale nie wygląda jednak różowo. "Cidry" przypominają potencjalnego wisielca z pętlą na szyi. Jeden "fałszywy" ruch i miejskie władze kopną w stołek zabierając targ klubowi, skazując go zarazem na ostateczny upadek. - Samorząd nie zostawi klubu, ale musi brać pod uwagę swoje możliwości. Może być tak, że sytuacja finansowa, to co musimy robić ustawowo, zmusi nas do odebrania Ruchowi targowiska i ten zostanie bez środków pieniężnych i bez miejsca do gry - przestrzegał kilkanaście miesięcy temu w rozmowie z naszym portalem burmistrz Gabriel Tobor, choć jednocześnie wlewał w serca fanów odrobinę optymizmu, mówiąc że sytuacja może się również poprawić. Nie poprawiła się, a czarny scenariusz jak był, tak wciąż jest całkiem możliwy do zrealizowania.

Boisko, nie stadion
Sytuacja Ruchu stała się ewenementem na krajową skalę. Cała IV-ligowa konkurencja "Cidrów" swobodnie korzysta z miejskich, nieraz systematycznie unowocześnianych obiektów. U sąsiadów też stawiają na futbol. W Bytomiu rozpoczynają budowę stadionu z prawdziwego zdarzenia, a Tarnowskie Góry już myślą jak spełnić wymogi niezbędne do gry na szczeblu centralnym. Na terenie Radzionkowa nie ma tymczasem nawet... jednego, pełnowymiarowego boiska do gry w piłkę. O stadionie nie wspominając! - Jest nam przykro, że klub doprowadził do sytuacji w której jego obiekt został zlicytowany za długi jakie narobił - mówi rzecznik Urzędu Miasta w Radzionkowie Jarosław Wroński, mając na myśli dawny GKS, pod którego szyldem Ruch grał ostatnio 13 lat temu, a co ciekawe w jego strukturach pracował nawet... obecny burmistrz. - Miasto się do tego nie przyczyniło. Mimo to nie chcemy zostawić go samego, bo doceniamy wartość jego marki. To jednak wymaga wspólnej, wytężonej pracy. Musimy jednak znać potencjał miasta, które jest zaledwie 16-tysięczną gminą - zastrzega pytany przez nas o całą sprawę reprezentant radzionkowskiego magistratu.

Boisko w końcu będzie. Jeszcze w tym roku przy ulicy Knosały powstanie plac do gry ze sztuczną nawierzchnią, dedykowany powstałej przed rokiem Szkole Mistrzostwa Sportowego. - I to szkoła będzie zarządcą tego obiektu. Jeśli dogada się jakoś z Ruchem Radzionków, a piłkarski Związek przyzna boisku stosowne licencje na rozgrywanie na nim ligowych spotkań, to dopuszczamy możliwość że "Cidry" będą tam swoje mecze rozgrywać. Ale podkreślam, że to nie będzie stadion Ruchu, a boisko SMS-u - zaznacza Wroński. 


Wizualizacja nowego boiska SMS w Radzionkowie

Sztuczna nawierzchnia, małe boisko treningowe, trybuny mogące pomieścić maksymalnie 600 widzów - tak będzie wyglądał wspomniany obiekt SMS-u. To zdecydowanie za mało, by w jakikolwiek sposób myśleć o nawiązaniu do najświetniejszych czasów, ale też tylko szaleniec mógłby dziś snuć plany budowania w Radzionkowie ekstraklasowego klubu. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że Ruch przy Knosały nie będzie się czuć gospodarzem, ba - raczej niemile widzianym gościem. - Jesteśmy zadowoleni, że powstanie na terenie miasta boisko do gry w piłkę. Zdajemy sobie sprawę z tego, że obiekt jest dedykowany szkole, ale jego powstanie trzeba traktować w kategorii plusów. Cieszymy się więc, że powstaje w mieście coś nowego. Nie jest to może nasz szczyt marzeń, ale powinien spełniać standardy i potrzeby niezbędne do gry w lidze - komentuje prezes Marcin Wąsiak.

Z pucharami na bruk
Nie wiadomo jednak jeszcze "za ile" i na jakich zasadach Ruch będzie mógł z boiska korzystać. Pierwszeństwo jeśli chodzi o treningi i rozgrywanie meczów będą mieć uczniowie SMS-u. Boisko może być również odpłatnie wynajmowane innym podmiotom. Teraz coraz więcej wskazuje na to, że w remontowanym budynku szkoły nie znajdzie się miejsce dla klubowej administracji, nie wspominając o pomieszczeniach na sprzęt sportowy, czy zbierane przez prawie 100 lat - również ku chwale miasta - trofea. "Cidry" już myślą o awaryjnym rozwiązaniu, na własną rękę i za pośrednictwem sponsorów szukając sobie choćby tymczasowego "domu". - To staje się dla nas dzisiaj kluczowe. Zwróciliśmy się do Szkoły na piśmie z prośbą o udostępnienie jakiegoś pomieszczenia na nasz użytek. Nie potrzebujemy wiele - 60 metrów kwadratowych, które będzie można dopasować do swoich potrzeb. My to jakoś podzielimy tak, by stworzyć biuro, jakoś się ulokować. Ale docierają do nas nieoficjalne sygnały, że niestety nic z tego... - martwi się Marcin Wąsiak. Czas na przeprowadzkę ma tymczasem do końca czerwca, bo właściciel terenów przy Narutowicza już w lipcu przystąpi do wyburzania obecnego, klubowego budynku.

Przedawnione deklaracje
Gdyby choć część dawnych obietnic burmistrza Gabriela Tobora została na przestrzeni ostatnich lat zrealizowana, dziś nie byłoby żadnego problemu. Radzionków chciał budować nowy stadion, poczynił nawet ku temu formalne kroki. Nic dziwnego - w końcu jeszcze w 2010 roku z megafonu trzymanego przez szefa miasta wybrzmiały obietnice, którymi kibicowska społeczność miała się karmić przez następne lata (na filmie od 0:50):

- Jesteście dumą Radzionkowa, to nie ulega wątpliwości. Jesteście dzisiaj bez własnego domu. Wszyscy chcemy własnego stadionu i ten stadion w Radzionkowie będzie. Zbudujemy go! - słowa burmistrza, które padły tuż po awansie "Cidrów" do I ligi, fani z Narutowicza zapamiętali znakomicie. - W 2013 roku zasiadam na nowym stadionie i oglądam Ruch w meczu ekstraklasy - uśmiechał się niedługo później zastępca burmistrza, Krzysztof Kula. Plany miejskim włodarzom pokrzyżowały jednak zmiany prawne. - To był bodajże 2012, gdy jednego dnia mieliśmy gotowy akt notarialny a drugiego go odwołano. Pozyskanie terenu uniemożliwiły nam wtedy zmiany przepisów dotyczących Agencji Rynku Rolnego. Teren o którym była mowa jest zablokowany na co najmniej osiem lat. To niezależne od nas i w tym tkwi problem. Możemy coś planować, tymczasem prawo zmienia się z dnia na dzień i musimy odnajdywać się w nowej rzeczywistości - tłumaczył nam później Gabriel Tobor.

Efekt jaki jest, każdy widzi. Co gorsza, na horyzoncie nie ma choćby małego światełka w tunelu dającego Ruchowi nadzieję na poprawę trudnego położenia. - Realia się zmieniły, więc budowa stadionu musi być odłożona w czasie. Agencja Rolna będąca zarządcą terenu na którym planowaliśmy taką inwestycję na przełomie roku poinformowała nas, że jeszcze przez kilka lat będzie obowiązywać umowa z dzierżawcą, a jej rozwiązanie jest niemożliwe. W tym czasie postawienie nowego stadionu jest więc nierealne, a alternatywnej lokalizacji nie mamy. Trzeba czekać - rozkłada ręce rzecznik radzionkowskiego magistratu.

Im gorzej, tym lepiej
Jakby na przekór trudnej sytuacji Ruch w lidze spisuje się znakomicie. "Cidry", wśród których coraz większą rolę odgrywają wychowankowie, wygrywają mecz za meczem i mimo, że zimą ze względów finansowych musiały mocno odchudzić kadrę, powiększają przewagę nad resztą IV-ligowej stawki. 13 zwycięstw w 14 ostatnich meczach - w tym to ostatnie z Szombierkami - sprawia, że radzionkowianie mogą realnie myśleć o awansie do III ligi. Bez względu na szczebel rozgrywek muszą się już jednak zastanawiać, gdzie zagrają jesienią. Obiekt przy Knosały zostanie oddany najwcześniej w listopadzie, do tego czasu będzie się więc trzeba błąkać się po obcym terenie. - Przygotowujemy sobie plan "B". Rozmawiałem już z prezesem Śląskiego Związku Piłki Nożnej, a ten dopuszcza możliwość by jesienią wszystkie mecze zagrać na wyjazdach. Niezależnie szukamy obiektu zastępczego, na którym dałoby się rozegrać te 7-8 ligowych spotkań - ujawnia prezes Wąsiak.


Tak wygląda dziś teren, na którym ma powstać boisko SMS-u w Radzionkowie

Stulecie z Harfą
W przyszłym roku Ruch Radzionków będzie obchodził piękny jubileusz - znajdzie się w dostojnym gronie 100-latków, którzy odcisnęli solidne piętno na lokalnym i ogólnopolskim, futbolowym podwórku. Idealny scenariusz zakładał, że "na urodziny" "Cidry" uwolnią się od zadłużenia, zagrają w III lidze i w końcu znajdą dla siebie stadion. O ile realizacja dwóch pierwszych celów pozostaje całkiem realna, to możliwe, że piętno bezdomności będzie nad klubem ciążyć nieco dłużej. - W przyszłym roku aż dwie nasze organizacje będą świętować piękny jubileusz stulecia istnienia: Klub Sportowy Ruch Radzionków i chór mieszany "Harfa". To dwie najdłużej funkcjonujące organizacje w naszym mieście. Główne obchody będą organizować jubilaci, a my na pewno się w nie włączymy, bo są niezmiernie ważne dla całej społeczności Radzionkowa. Mamy więc zamiar przyjść na "urodziny" obu organizacji z "drobnymi" upominkami - zapowiada rzecznik magistratu, Jarosław Wroński. Wiadomo jednak, że w u "żółto-czarnych" lista życzeń długa nie jest - swój kąt i poczucie jakiegokolwiek znaczenia we własnym przecież mieście.
autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również