BKS - Trefl 3-0. Zapomniały tylko o jednym - wyjść na boisko...

08.01.2011
- Zawodniczki z Sopotu chyba przegrały ten mecz jeszcze w szatni - mówiła Berenika Okuniewska, siatkarka BKS-u Bielsko-Biała. - Nasza gra była skandaliczna - przyznała Dorota Świeniewicz z Sopotu.
- Wiedziałyśmy, że to będzie ważny mecz, bo wcześniej przeciwko sobie nie graliśmy. Jedne zespoły znoszą presję lepiej, a inne gorzej i chyba stąd ta różnica klas, która była dziś widoczna na boisku - zasugerowała Okuniewska. Drużyny z Bielska-Białej i Sopotu nie znają się, bo Trefl pojawił się w PlusLidze kobiet dopiero w tym sezonie, po tym jak kupił miejsce w lidze od PTPS-u Piła. Braki w rozpoznaniu rywala mogły niwelować zawodniczki, które dziś bronią barw zespołu z Trójmiasta, ale w przeszłości występowały w Bielsku-Białej: Magdalena Śliwa, Paulina Maj, Eleonora Dziękiewicz i Dorota Świeniewicz. Po meczu przedstawiciele klubu kibica BKS-u wręczyli kwiaty dwóm ostatnim, które przyczyniły się w zeszłym roku do zdobycia mistrzostwa Polski.

Wcześniej, na parkiecie, tak miło nie było. Wprawdzie bielszczanki słabo rozpoczęły, jeśli chodzi o zagrywkę, i rywalki schodziły na pierwszą przerwę techniczną w premierowym secie z punktem przewagi, ale później siatkarki Grzegorza Wagnera złapały właściwy rytm i nie pozwoliły sopociankom ani na moment wyjść na prowadzenie. - Taktycznie graliśmy dziś świetny mecz, realizowaliśmy to, co sobie założyliśmy i to przynosiło świetne efekty. Wszystko nam wychodziło, a Treflowi nic. To się zdarza, gdy się za bardzo chce. My to już przerabialiśmy podczas meczu z Muszyną - mówił Wagner.

Drugi set to prawdziwa masakra dokonana na przyjezdnych, które zdołały ugrać tylko 12 punktów. Choć w trzeciej partii zwycięstwo BKS-u było zdecydowanie mniej okazałe, to i tak nie było ani przez moment poważnie zagrożone. Mistrzynie Polski w 2011 roku nie straciły jeszcze punktu, ale tym razem spodziewały się trudniejszego spotkania niż to rozegrane w środę w Bukareszcie. - Szykowałyśmy się na ciężki bój, wiedząc, że w Sopocie gra wiele doświadczonych siatkarek, które prowadzi świetny trener. Zagrałyśmy jednak całkiem nieźle, konsekwentnie i to przyniosło rezultaty - mówiła Katarzyna Skorupa, kapitan bielszczanek.

Rywalki, co zrozumiałe, oceniały swoją grę zgoła odwrotnie. - Nie realizowałyśmy żadnych założeń taktycznych, nie mogłyśmy skończyć żadnej piłki, bo szwankował nasz atak. Może było w nas za mało determinacji? Nie bałyśmy się BKS-u, bo nie robi nam różnicy, czy gramy z mistrzem Polski, czy z kimkolwiek innym - zarzekała się Maj, libero Trefla. Tymczasem Grzegorz Wagner w czasie meczu dostał dodatkowe zadanie. Oprócz ustalania składu, dokonywania zmian i korygowania taktyki, musiał... wycierać szmatką parkiet nieopodal stanowiska trenerskiego, bowiem silny deszcz ukazał pewne uchybienia w dachu nowej hali pod Szyndzielnią...

Konferencja prasowa

Alessandro Chiappini (trener Trefla): Chciałbym pogratulować Bielsku zwycięstwa. Gospodarze zagrali bardzo dobry mecz, natomiast my zapomnieliśmy dzisiaj wyjść na boisko. Gra wyglądała tragicznie pod każdym względem. Przede wszystkim nasz występ był słaby taktycznie, technicznie, ale też mentalnie. Nie umieliśmy się wygrzebać z dołka, w który wpadliśmy na początku meczu. Trzeba przyznać, że duża w tym zasługa gospodarzy.

Grzegorz Wagner (trener BKS-u): Liczyłem na troszkę trudniejszy mecz. Brawa dla dziewczyn, bo jesteśmy w naprawdę ciężkim okresie - częste podróże, trudne mecze co kilka dni, a gramy przecież okrojonym składem.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również