BKS - Rabita 3-2. Prezes gospodarzy... nie zna się na siatkówce?
09.12.2010
Idąc tym tokiem rozumowania, chyba nikt się na niej nie zna. Wszak w zespole Rabity Baku, mistrza Azerbejdżanu, zdobywcy trzeciego miejsca w zeszłorocznym Pucharze CEV, aż roiło się od gwiazd siatkówki. Reprezentantki Serbii, Stanów Zjednoczonych czy Ukrainy radziły sobie w tegorocznej Lidze Mistrzyń świetnie. Dość powiedzieć, że w poprzednich dwóch meczach straciły ledwie seta. Tymczasem bielszczanki tydzień temu męczyły się z dużo słabszym od Azerek Dinamem Bukareszt. Trudno było być optymistą...
A jednak to był zupełnie inny BKS niż w spotkaniu z Rumunkami. Od początku mistrzynie Polski ostro serwowały, skutecznie atakowały. W pierwszym secie znakomicie spisywała się zwłaszcza Joanna Frąckowiak, która po większości ataków zdobywała punkty. Warto odnotować, że na moment na boisku pojawiła się, po dwóch latach przerwy, Anna Podolec, która ma być gotowa do prawdziwej gry dopiero w przyszłym roku. Zaś w pierwszej partii trener Rabity Baku dał się poznać jako mistrz zabiegów socjotechnicznych - przed bardzo ważną zagrywką bielszczanek, doszukiwał się... uszczerbku w parkiecie w okolicy ławki trenerskiej. Na szczęście BKS wytrzymał wojnę nerwów.
- W drugim secie początek i środek były w naszym wykonaniu katastrofalne, ale brawa dla dziewczyn, że się nie zrażały i w końcówce zniwelowały straty - mówił trener Grzegorz Wagner. Azerski blok był jednak w tej partii nie do ominięcia. Kolejna odsłona była najbardziej wyrównana, walka długo toczyła się punkt za punkt, a zawodniczki obu drużyn pokazywały siatkówkę godną Ligi Mistrzyń. Ostatecznie BKS-owi wygrać pozwoliła świetna seria Natalii Bamber na zagrywce. Czwarty set był jednak popisem kapitan przyjezdnych, Natalii Mammadovej. - Trochę szkoda tej partii, ale rywalki miały w składzie Mammadovą. Była niesamowita. Nie mogę mieć pretensji do dziewczyn, bo jej ataki były nie do obrony. Właściwie sama wygrała tę odsłonę - kręcił z podziwem głową Wagner.
W wyrównanym tie-breaku bielszczankom udało się wygrać i sprawić sporą niespodziankę. Bardzo przyczyniła się do tego Magdalena Matusiak, 18-latka, która w kluczowym momencie została wpuszczona na zagrywkę. I nie zawiodła! - Ciężko się gra przeciwko zawodniczkom tak obdarzonym przez naturę... wzrostem - przyznała Berenika Okuniewska. Natomiast kapitan bielszczanek, Katarzyna Skorupa, nie była do końca zadowolona. - Tu każdy punkt będzie na wagę awansu, szkoda, że dziś jeden straciliśmy. Mimo to, cieszymy się z pokonania tak dobrego zespołu - mówiła. - To był dla nas bardzo zły mecz, nie mogłyśmy grać swojej gry. Nie wychodził nam blok - martwiła się Mammadova. Nie taki diabeł straszny - udowodniły bielszczanki i utrzymały się na drugim miejscu w grupie.
Konferencja prasowa
Dejan Brdjović (trener Rabity): Gratulacje dla gospodarzy, bo zagrali dziś świetny mecz. Byli lepsi od nas w każdym elemencie. Jeśli chcemy wygrać w Baku, musimy zagrać lepiej, bo dziś wszystko źle funkcjonowało.
Grzegorz Wagner (trener BKS-u): Rabita zagrała dziś słabiej, bo my zagraliśmy... świetnie taktycznie. Mieliśmy tak dobrą zagrywkę, że rywalki były odrzucone od siatki, przez co łatwiej było grać blokiem.
A jednak to był zupełnie inny BKS niż w spotkaniu z Rumunkami. Od początku mistrzynie Polski ostro serwowały, skutecznie atakowały. W pierwszym secie znakomicie spisywała się zwłaszcza Joanna Frąckowiak, która po większości ataków zdobywała punkty. Warto odnotować, że na moment na boisku pojawiła się, po dwóch latach przerwy, Anna Podolec, która ma być gotowa do prawdziwej gry dopiero w przyszłym roku. Zaś w pierwszej partii trener Rabity Baku dał się poznać jako mistrz zabiegów socjotechnicznych - przed bardzo ważną zagrywką bielszczanek, doszukiwał się... uszczerbku w parkiecie w okolicy ławki trenerskiej. Na szczęście BKS wytrzymał wojnę nerwów.
- W drugim secie początek i środek były w naszym wykonaniu katastrofalne, ale brawa dla dziewczyn, że się nie zrażały i w końcówce zniwelowały straty - mówił trener Grzegorz Wagner. Azerski blok był jednak w tej partii nie do ominięcia. Kolejna odsłona była najbardziej wyrównana, walka długo toczyła się punkt za punkt, a zawodniczki obu drużyn pokazywały siatkówkę godną Ligi Mistrzyń. Ostatecznie BKS-owi wygrać pozwoliła świetna seria Natalii Bamber na zagrywce. Czwarty set był jednak popisem kapitan przyjezdnych, Natalii Mammadovej. - Trochę szkoda tej partii, ale rywalki miały w składzie Mammadovą. Była niesamowita. Nie mogę mieć pretensji do dziewczyn, bo jej ataki były nie do obrony. Właściwie sama wygrała tę odsłonę - kręcił z podziwem głową Wagner.
W wyrównanym tie-breaku bielszczankom udało się wygrać i sprawić sporą niespodziankę. Bardzo przyczyniła się do tego Magdalena Matusiak, 18-latka, która w kluczowym momencie została wpuszczona na zagrywkę. I nie zawiodła! - Ciężko się gra przeciwko zawodniczkom tak obdarzonym przez naturę... wzrostem - przyznała Berenika Okuniewska. Natomiast kapitan bielszczanek, Katarzyna Skorupa, nie była do końca zadowolona. - Tu każdy punkt będzie na wagę awansu, szkoda, że dziś jeden straciliśmy. Mimo to, cieszymy się z pokonania tak dobrego zespołu - mówiła. - To był dla nas bardzo zły mecz, nie mogłyśmy grać swojej gry. Nie wychodził nam blok - martwiła się Mammadova. Nie taki diabeł straszny - udowodniły bielszczanki i utrzymały się na drugim miejscu w grupie.
Konferencja prasowa
Dejan Brdjović (trener Rabity): Gratulacje dla gospodarzy, bo zagrali dziś świetny mecz. Byli lepsi od nas w każdym elemencie. Jeśli chcemy wygrać w Baku, musimy zagrać lepiej, bo dziś wszystko źle funkcjonowało.
Grzegorz Wagner (trener BKS-u): Rabita zagrała dziś słabiej, bo my zagraliśmy... świetnie taktycznie. Mieliśmy tak dobrą zagrywkę, że rywalki były odrzucone od siatki, przez co łatwiej było grać blokiem.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami