BKS - Muszynianka 0-3. "Byłyśmy beznadziejne w każdym elemencie"

12.12.2010
Udany rewanż Muszynianki za finał mistrzostw Polski. Rywalki zmiotły z parkietu bielszczanki w trochę ponad godzinę. - Spodziewałyśmy się trudniejszego meczu - przyznała Katarzyna Gajgał.
Dla obecnej zawodniczki Muszyny był to powrót do Bielska-Białej, w którym spędziła piękne chwile, o czym pamiętali kibice, gotując jej miłe przywitanie. - Tu się zawsze dobrze wraca. BKS nie miał dziś swojego dnia i dlatego, choć wcale nie grałyśmy rewelacyjnie, udało się wygrać tak zdecydowanie. Przyznaję, że nowa hala jest ładna, ale atmosfera zdecydowanie lepsza była na tej starej - stwierdziła Gajgał. Skoro przyjezdne nie grały rewelacyjnie, to strach pomyśleć, co by się działo, gdyby były w lepszej dyspozycji. Nawet z przeciętną formą udało się w dwóch pierwszych setach roznieść mistrzynie Polski.

Gospodynie, po udanym czwartkowym meczu z Rabitą Baku, dziś na boisku cierpiały. Fatalnie wyglądało przyjęcie, z czego wynikały problemy z rozegraniem i idąca za tym słaba skuteczność ataków. Gdy dodamy do tego zagrywkę, która nie robiła krzywdy muszyniankom, otrzymamy cały obraz słabego BKS-u. - Nie było elementu siatkarskiego rzemiosła, w którym nie byłybyśmy beznadziejne - przyznała samokrytycznie Katarzyna Skorupa, kapitan bielszczanek. - Zgadzam się, my we wszystkim byliśmy słabi, a rywalki we wszystkim poprawne i to dało taki, a nie inny rezultat - stwierdził Grzegorz Wagner, opiekun gospodyń.

Dwa pierwsze sety miały bardzo podobny przebieg - Muszyna już na początku odbierała bielszczankom złudzenia, uciekając na kilka punktów, a później systematycznie powiększając przewagę. Stąd wyniki, które kompletnie nie pasowały do starcia gigantów Polskiej Ligi Siatkówki. Trochę lepiej było tylko w ostatniej, jak się okazało, partii, kiedy to BKS cały czas trzymał dystans jednego-dwóch punktów straty. Ani razu nie udało się jednak wyrównać, a zawodniczki Bogdana Serwińskiego uciekły w samej końcówce i pewnie wygrały.

- Przy takim systemie rozgrywek, gdy gra się dwa razy w tygodniu, takie słabsze mecze będą się zdarzać każdej drużynie. Dziś trafił się bielszczankom, ale nam pewnie też się coś takiego przytrafi - przewiduje Serwiński. - Spodziewałyśmy się, że zwycięstwo przyjdzie nam trudniej, a tymczasem wygrałyśmy na trudnym terenie za trzy punkty - cieszyła się Aleksandra Jagieło, uznana za najlepszą zawodniczkę spotkania. - Nie ma co tutaj dorabiać żadnej filozofii, po prostu przegraliśmy. Należy przeprosić kibiców i liczyć, że w przyszłym tygodniu w Baku zagramy zdecydowanie lepszy mecz - dodał Wagner.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również