BKS - MKS 2-3. Dąbrowianki triumfowały w fantastycznych derbach!
20.01.2013
Na ten mecz kibice obu ekip szykowali się długo. Jedyne nasze drużyny w najwyższej lidze siatkarskiej mają fanów, którzy żyją ze sobą w jak najlepszych stosunkach, więc mecze pomiędzy nimi są spektaklami nie tylko na boisku, ale także, a może przede wszystkim, na trybunach. Na dzisiejsze spotkanie wybrała się nawet mocno zmobilizowana grupa kibiców piłkarskiego BKS-u, która prowadziła doping. Atmosfera była więc od początku niesamowita.
Wypełniona po brzegi 1400-osobowa, ciasna hala, kilkusetosobowy młyn bialan i także okazały przyjezdnych, wrzucone przed meczem na parkiet serpentyny sprawiły, że przy Rychlińskiego stworzono prawdziwy kocioł. Siatkarki także nie zawiodły, mecz stał na dobrym poziomie, choć brakowało wyrównanej walki. W każdym z setów akurat jedna drużyna przeżywała kryzys a druga wzlot formy...
I tak, zdecydowanie lepiej w mecz weszły dąbrowianki, które u siebie gładziutko przegrały z BKS-em. Zawodniczki Wiesława Popika grały chaotycznie, źle przyjmowały zagrywki, kompletnie nie potrafiły zagrać blokiem, a co najważniejsze - miały problem ze skończeniem ataków. Każdy punkt gospodynie musiały wyszarpać, podczas gdy siatkarkom MKS-u wszystko przychodziło bardzo łatwo. Przyjęcie - rozegranie i "gwóźdź". Wzorcowe. Nic dziwnego, że przyjezdne bez większych kłopotów wygrały pierwszego seta.
Bialanki się jednak szybko odrodziły. Nagle przy atakach dąbrowianek jak spod ziemi zaczął wyrastać blok. A gdzie funkcjonuje blok, tam są dobre wyniki. BKS w drugiej partii dominował jeszcze bardziej niepodzielnie niż MKS w pierwszej. Szybko stało się jasne, że zawodniczki Waldemara Kawki walczyć muszą nie o wygranie seta, ale o nie przegranie go w kompromitujący sposób. Ostatecznie skończyło się do 14.
Kolejne partie wyglądały... tak jak pierwsze dwie. W trzeciej znów panował MKS, a w czwartej... BKS. Nie było styku, walki punkt za punkt, emocjonujących końcówek. Jedna z drużyn odjeżdżała na początku seta na kilka punktów i spokojnie dotrzymywała przewagę. Po pierwszych kilku piłkach każdego seta było wiadomo, kto będzie się cieszył na koniec. To jednak nie znaczy, że brakowało walki. Starano się o każdy punkt. Dowodem tego dwie żółte kartki, jakimi zostały ukarane dąbrowianki, za zbyt intensywne podważanie decyzji sędziego. A obie sytuacje - w pierwszym i trzecim secie - miały miejsce przy ich bezpiecznym, wysokim punktowym prowadzeniu. Derbowe emocje i tak się udzielały...
Tie-break - odwrotnie do pozostałych setów - od początku był bardzo zacięty. To było naprawdę świetne widowisko. Po przerwie technicznej dąbrowianki uciekły jednak na cztery punkty, co pozwoliło im spokojnie rozegrać końcówkę, wywieźć z zaprzyjaźnionego terenu dwa punkty i obronić pozycję wicelidera. BKS zajmuje trzecią pozycję.
Wypełniona po brzegi 1400-osobowa, ciasna hala, kilkusetosobowy młyn bialan i także okazały przyjezdnych, wrzucone przed meczem na parkiet serpentyny sprawiły, że przy Rychlińskiego stworzono prawdziwy kocioł. Siatkarki także nie zawiodły, mecz stał na dobrym poziomie, choć brakowało wyrównanej walki. W każdym z setów akurat jedna drużyna przeżywała kryzys a druga wzlot formy...
I tak, zdecydowanie lepiej w mecz weszły dąbrowianki, które u siebie gładziutko przegrały z BKS-em. Zawodniczki Wiesława Popika grały chaotycznie, źle przyjmowały zagrywki, kompletnie nie potrafiły zagrać blokiem, a co najważniejsze - miały problem ze skończeniem ataków. Każdy punkt gospodynie musiały wyszarpać, podczas gdy siatkarkom MKS-u wszystko przychodziło bardzo łatwo. Przyjęcie - rozegranie i "gwóźdź". Wzorcowe. Nic dziwnego, że przyjezdne bez większych kłopotów wygrały pierwszego seta.
Bialanki się jednak szybko odrodziły. Nagle przy atakach dąbrowianek jak spod ziemi zaczął wyrastać blok. A gdzie funkcjonuje blok, tam są dobre wyniki. BKS w drugiej partii dominował jeszcze bardziej niepodzielnie niż MKS w pierwszej. Szybko stało się jasne, że zawodniczki Waldemara Kawki walczyć muszą nie o wygranie seta, ale o nie przegranie go w kompromitujący sposób. Ostatecznie skończyło się do 14.
Kolejne partie wyglądały... tak jak pierwsze dwie. W trzeciej znów panował MKS, a w czwartej... BKS. Nie było styku, walki punkt za punkt, emocjonujących końcówek. Jedna z drużyn odjeżdżała na początku seta na kilka punktów i spokojnie dotrzymywała przewagę. Po pierwszych kilku piłkach każdego seta było wiadomo, kto będzie się cieszył na koniec. To jednak nie znaczy, że brakowało walki. Starano się o każdy punkt. Dowodem tego dwie żółte kartki, jakimi zostały ukarane dąbrowianki, za zbyt intensywne podważanie decyzji sędziego. A obie sytuacje - w pierwszym i trzecim secie - miały miejsce przy ich bezpiecznym, wysokim punktowym prowadzeniu. Derbowe emocje i tak się udzielały...
Tie-break - odwrotnie do pozostałych setów - od początku był bardzo zacięty. To było naprawdę świetne widowisko. Po przerwie technicznej dąbrowianki uciekły jednak na cztery punkty, co pozwoliło im spokojnie rozegrać końcówkę, wywieźć z zaprzyjaźnionego terenu dwa punkty i obronić pozycję wicelidera. BKS zajmuje trzecią pozycję.
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami