BKS - MKS 0-3. Wygrały bez oporu, bez emocji, bez wątpliwości...

13.04.2013
Fatalny mecz BKS-u Bielsko-Biała w trzecim półfinale OrlenLigi siatkarek. Pomiędzy gospodyniami a MKS-em była różnica klas. Dąbrowianki mogą jutro grać w tych samych strojach, bo dzisiejszych nie przepociły...
W pewnym momencie poprzedniego weekendu wydawało się, że dzisiejsze spotkanie BKS-u Bielsko-Biała z MKS-em Dąbrowa Górnicza może być ostatnie. Bielszczanki wygrały pierwszy mecz wyjazdowy i były o krok od zwycięstwa w drugim. Ostatecznie wywiozły z Zagłębia wynik 1-1, co wydawało się korzystne, bo pozwalało marzyć o zakończeniu półfinałowej rywalizacji we własnej hali. W tej rywalizacji jednak - jak w kobiecej siatkówce - niewiele rzeczy dzieje się zgodnie z tym, co wskazuje rozum.

BKS był bowiem od początku zupełnie inną drużyną niż tydzień temu. MKS zresztą... podobnie. Bielszczanki  pierwszego seta oddały praktycznie bez walki. Wynik 25-17 może nie wskazuje na pogrom, ale różnica w poziomie gry obu drużyn była kolosalna. Dąbrowiankom wychodziło bardzo wiele, ataki kończyły soczystymi "gwoździami" wbijanymi z dużej wysokości nad siatką. Dziewięć punktów zdobyła sama Katarzyna Zaroślińska. A gospodynie, żeby zdobyć jeden punkt, musiały się mocno namęczyć. Tylko początek w miarę się im układał. Prowadziły już 7-2, ale zmiana Aleksandry Liniarskiej na Joannę Szczurek przyniosła efekt i MKS wrócił do meczu, odrabiając straty z nawiązką.

W drugiej partii - wydawało się - że BKS się otrząsnął. Bielszczanki zaczęły grać blokiem i przez chwilę nawet prowadziły. W okolicach drugiej przerwy technicznej zaczęły jednak popełniać proste błędy i zamiast "dobić" rywalki, wyciągnęły do nich rękę. Końcówka znów wyglądała jak większa część pierwszego seta - MKS po każdej akcji spotykał się w kółeczku, by świętować, BKS, by się... pocieszać. W wypełnionej kibicami obu drużyn hali przy Rychlińskiego zaczęło się robić niebezpiecznie dla gospodyń, które w swojej twierdzy przegrywają mimo wszystko dość rzadko.

Zawodniczki Wiesława Popika miały w tym meczu dobre momenty. Do takich należał na przykład początek trzeciej partii, w której siatkarki z Bielska-Białej prowadziły już 8-4. Jednak w momentach zastojów, które zdarzały się stanowczo zbyt często, bardzo łatwo trwoniły ciężko wypracowane przewagi. Tak właśnie było w trzecim secie, który okazał się ostatnim. Trener BKS-u prosił o czas, zmieniał, przekonywał, tłumaczył i groził. Nic to jednak nie dało. MKS był dziś w każdym elemencie lepszy i prowadzi już 2-1. Jeśli BKS jutro nie zmieni całkowicie swojej gry, dąbrowianki zapewnią sobie na jego terenie awans do finału. Ale jak to w kobiecej siatkówce - jutro jest nowy dzień, jutro jest nowy mecz...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również