BKS - Gedania 3-0. Bielszczanki nie miały litości dla rywalek

13.03.2010
Ostatnia w tabeli Gedania została zdmuchnięta z bielskiego parkietu! Szkoleniowiec BKS-u mógł sobie pozwolić, aby wpuścić do gry zawodniczki, które dotąd grały rzadziej. I one nie zawiodły.
BKS już na pierwszą przerwę techniczną schodził z 5-punktową przewagą. "Masakry" na rywalkach w pierwszym secie dokonała głównie Okuniewska, która serwowała tak mocno i precyzyjnie, że szybko wyprowadziła swoją drużynę na prowadzenie 14-3! Nic dziwnego, że na parkiecie pojawiła się 19-letnia debiutantka - Paulina Dereń, która spisała się całkiem poprawnie. - Trzeba ją pochwalić, bo musiało być jej bardzo ciężko. Przecież nie zawsze z nami trenuje, a mimo to wywiązała się z zadań znakomicie - chwaliła młodszą koleżankę Anna Barańska.

Zawodniczki z Żukowa potrafiły nawiązać walkę tylko w drugim secie. Prowadziły nawet 8-6, ale i tak bielszczanki cały czas kontrolowały sytuację. Gedania w ostatniej odsłonie przestała wierzyć w to, że może w Bielsku ugrać chociaż seta, przez co popełniała proste błędy, które bezlitośnie wykorzystywały gospodynie. Niespodzianki być nie mogło i BKS szybko uporał się z ostatnią drużyną PlusLigi, a jego zawodniczki po meczu nie wyglądały na ani trochę zmęczone. - Dzisiejsze spotkanie było tylko przetarciem - przyznała Barańska.

- O takim meczu można powiedzieć tylko tyle, że się odbył. Cieszy, że pewnym zwycięstwem zakończyłyśmy pewien etap tego sezonu, ale najważniejsze dopiero przed nami - zaznaczyła Katarzyna Skorupa, odnosząc się do walki w play offie i Pucharze Polski.

- Starałyśmy się zagrać jak najlepiej zagrywką, aby odrzucić BKS od siatki. W drugim secie udawało nam się to, a jak było w innych - wszyscy widzieli. Popełniałyśmy proste błędy w przyjęciu, nic nam się nie układało. Mamy teraz trochę czasu, aby dobrze przygotować się do walki o utrzymanie - opowiadała w imieniu koleżanek kapitan Gedanii, Małgorzata Jeromin.

Konferencja prasowa:

Paweł Kramek (trener Gedanii): Ryzykowaliśmy zagrywką, aby przynajmniej czasami mecz wyglądał, jak widowisko sportowe, a nie kopanie leżącego. Jeśli jeden zespół zdobywa zagrywką 14 punktów, a drugi tylko 6, to wszystko jest jasne i nie można mówić o zrealizowaniu zadania. Jesteśmy po przeciwnych stronach tabeli i trudno było oczekiwać, że dziewczyny zdołają wykrzesać z siebie coś więcej z tak wymagającym przeciwnikiem. Poza drugim setem, w którym BKS musiał się trochę wysilić, walki w tym spotkaniu nie było.

Mariusz Wiktorowicz (trener BKS-u): Cieszymy się z trzech punktów i meczu, w którym mogliśmy pozwolić sobie na roszady w składzie. Okazję do gry miały dziewczyny rzadziej pojawiające się na parkiecie.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również