BKS - Centrostal 0-3. Miotła nowa, wszystko inne po staremu

04.03.2011
Piąta porażka z rzędu BKS-u Bielsko-Biała! Mistrzynie Polski gładko uległy na własnym parkiecie po raz trzeci w ostatnich czterech meczach. Tym razem cenne trzy punkty wywozi Centrostal Bydgoszcz.
W piłce nożnej funkcjonuje teoria "nowej miotły". Mówi ona, że zawodnicy tuż po zmianie trenera spisują się zdecydowanie lepiej, niż za jego poprzednika i wynajdują dodatkowe, wcześniej szczelnie ukryte pokłady ambicji. W przypadku siatkarek BKS-u ta teoria nie ma jednak racji bytu. Zarówno pod wodzą Grzegorza Wagnera, jak i w debiucie, po dziesięciu miesiącach przerwy, Mariusza Wiktorowicza, mistrzynie Polski spisywały się słabo, fatalnie grały zwłaszcza w przyjęciu i, co niejako stało się tradycją, przegrały. Już po raz piąty z rzędu...

A wcale nie musiało tak być. Na początku pierwszego seta bielszczanki wcale nie ustępowały Centrostalowi Bydgoszcz. Mecz był dla obu drużyn niezwykle ważny, bowiem obie miały na koncie tyle samo punktów. Na boisku to jednak przyjezdne wyglądały na zespół zdecydowanie lepszy. Od połowy pierwszego seta bydgoszczanki dominowały na parkiecie i wygrywały pięcioma punktami. W drugiej partii BKS prowadził natomiast grę przez większość czasu, prowadził nawet pięcioma "oczkami". Cóż jednak z tego, skoro w końcówce wypuścił przewagę i przegrał na przewagi...

Trzecia odsłona meczu rozpoczęła się bliźniaczo do poprzedniej. BKS wysoko prowadził, a bydgoszczanki wyglądały, jakby oczekiwały, że zwycięstwo samo im przyjdzie. Wystarczyło jednak lekko przycisnąć, odrobinę poprawić jakość gry, by regularnie zdobywać punkty. Pięć "oczek" przewagi szybko zostało przez gospodynie roztrwonione i Centrostal bez większych problemów dowiózł prowadzenie i gładko wywiózł z Bielska ważne trzy punkty.

Do końca fazy zasadniczej zostały jeszcze cztery kolejki i wygląda na to, że BKS nie zajmie nawet trzeciego miejsca, które przed dzisiejszym meczem zajmował. Gdy się jednak prezentuje skuteczność ataków na poziomie 28 procent, a tak było chociażby w pierwszym secie, nie ma co myśleć o udanych rezultatach. Wiktorowicz w cztery dni nie odmienił drużyny. Paradoksalnie, może to i dobrze, bo przynajmniej wiadomo, że zawodniczki naprawdę są w kryzysie, a nie grały przeciwko Wagnerowi, co się im po kątach zarzucało.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również