BKS Bielsko-Biała - VakifGunes 1-3. Całe Bielsko pluje sobie w brody

01.02.2011
Choć były skazywane na pożarcie, miały realną szansę wygrać z tureckim potentatem. A jednak bielszczanki przegrały. - Jesteśmy wściekłe - przyznała Agata Sawicka, libero mistrzyń Polski.
Zespół Małgorzaty Glinki-Mogentale nie przegrał w fazie grupowej ani razu. Tymczasem bielszczanki awansowały do fazy pucharowej po raz pierwszy w historii. Jasne więc było, że zespół ze Stambułu był zdecydowanym faworytem. Cóż jednak z tego, skoro początek meczu był całkiem wyrównany. Wprawdzie ten dobry stan trwał tylko do pierwszej przerwy technicznej, po której BKS nagle stanął i poniesionych w środkowej fazie seta strat nie był w stanie odrobić, ale widać było bardzo wyraźnie, że nie taki diabeł straszny. I ta świadomość, że można nawiązać walkę, chyba naładowała miejscowe zawodniczki.

Oto bowiem druga partia zaczęła się od serii świetnych zagrywek Karoliny Ciaszkiewicz, dzięki którym BKS uciekł na kilka punktów. Bielszczanki utrzymywały wysoką formę przez cały set, ale kluczowa była przede wszystkim nieskuteczność Turczynek w ataku. W pierwszym secie zbijały piłkę ze skutecznością ponad 60 procent, w drugiej zeszły do... 35, co pozwoliło siatkarkom Grzegorza Wagnera wyrównać. Fala, na której znalazły się bielszczanki w drugiej partii, przeciągnęła się na kolejną, co przez długi czas dawało prowadzenie. Niestety, nagle, niepostrzeżenie w środkowej fazie odsłony przyjezdne wyszły na kilka punktów przewagi i już jej nie oddały. Ich skuteczność wróciła do poziomu z początku meczu. A BKS na tym poziomie nie jest w stanie odrabiać wysokich strat.

- Zabrakło nam przede wszystkim zagrywki. Apetyty były większe, nie ma co ukrywać. Chciałyśmy powalczyć i to się akurat udało - mówiła Katarzyna Skorupa, kapitan BKS-u. Ambicja mistrzyń Polski widoczna była zwłaszcza w czwartej partii, która nie układała się od początku. VakifGunes wyszedł na wysokie prowadzenie i doświadczenie z poprzednich setów pozwalało przypuszczać, że już go nie odda. A jednak pojawienie się Anny Kaczmar na boisku i w polu zagrywki dało piorunujące efekty. Gospodynie niemal odrobiły stratę. Niemal, bo przy stanie 17-18 Anna Werblińska zaserwowała w siatkę i ta akcja zamiast przynieść wyrównanie, dodała skrzydeł rywalkom. A te, punktując waleczne bielszczanki, dobrnęły szczęśliwie do końca partii.

- Jesteśmy szczęśliwe, bo mecz był bardzo trudny. Zaczęłyśmy go dobrze, dobrze przyjmowałyśmy i atakowałyśmy, ale później coś się zepsuło, dzięki czemu przeciwniczki wygrały seta. Na szczęście się pozbierałyśmy i mamy dużą szansę na awans - mówiła Guzde Sonsirma, kapitan Turczynek. Bielszczanki same ją im dały. Grały całkiem nieźle, walczyły, starały się i mogły ten mecz wygrać. Przegrały z honorem, ale po meczu pozostaje mimo wszystko niesmak. - Zabrakło nam szczęścia - powiedziała Agata Sawicka. Czy to na pewno szczęście?

Konferencja prasowa

Giovanni Guidetti (trener VakifGunes): Przeciwnicy grali dobrze, ale mieli problemy w przyjęciu. Mimo to, zaprezentowali dobrą siatkówkę, na co byliśmy przygotowani. Nic jeszcze nie osiągnęliśmy, czeka nas przecież rewanż.

Grzegorz Wagner
(trener BKS-u): Przegraliśmy, choć nie było najgorzej. Zabrakło nam konsekwencji, zwłaszcza w końcówce meczu była sytuacja stykowa. Trzeba pamiętać, że przed wyjazdem do Stambułu mamy jeszcze mecz ligowy, który też trzeba wygrać.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również