BKS Bielsko-Biała - Gwardia 0-3. Grzegorz Wagner: Jest mi wstyd...
22.01.2011
Niemoc, bezradność, chaos, brak przyjęcia, brak bloku, brak zagrywki i brak skuteczności. Tak w pigułce można by opisać starcie BKS-u z Gwardią ze strony... najlepszej drużyny w kraju. - Nie wychodziło nam nic, a rywalkom wszystko. Każdy element siatkarski nas zawiódł - mówiła Katarzyna Skorupa, kapitan bielszczanek. - Dobra dyspozycja Gwardii nas nie usprawiedliwia. Nie możemy tak grać! Musimy usiąść i porozmawiać, bo to już druga nasza porażka z rzędu - martwił się Wagner.
A nie tak miało być... Po raz pierwszy w tym sezonie siatkarki z Bielska grały na swojej hali przy ulicy Rychlińskiego, a nie w nowo wybudowanej, na którą narzekały, mówiąc, że brakuje w niej atmosfery. Ponadto, do składu po długiej kontuzji wróciła Anna Werblińska, co wreszcie poszerzyło pole manewru trenera. Od początku było jednak bardzo źle. Nie było momentu w tym jednostronnym meczu, w którym BKS miałby przewagę. Na pierwszą przerwę techniczną pierwszego seta bielszczanki schodziły przegrywając aż sześcioma punktami. W drugiej partii uległy do dwunastu, co rzadko się zdarzało nawet w meczach Ligi Mistrzyń. A pamiętajmy, że mistrzynie Polski mierzyły się dziś z zespołem ze środka tabeli PlusLigi.
- To pokazuje, że w tym roku nie ma żadnych słabych drużyn, zawsze trzeba się mieć na baczności - stwierdził Wagner. Za to rywale, ze zrozumiałych względów, wprost nie mogli uwierzyć w swoje szczęście. Po ostatniej piłce wszystkie zawodniczki wpadły z piskiem na parkiet i świętowały, niemal jakby zdobyły tytuł najlepszej drużyny w kraju. - Nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek tutaj wygrały, a już na pewno nie tak wysoko. Zagrałyśmy świetny mecz! - cieszyła się Katarzyna Mroczkowska, kapitan przyjezdnych.
- Cieszy mnie nie tylko zwycięstwo, ale też styl. Graliśmy dobrze od początku sezonu, ale często nie przekładało się to na wyniki. Liczę, że zaczniemy odrabiać straty do czołówki i powalczymy o coś więcej niż o utrzymanie - mówił Rafał Błaszczyk, opiekun wrocławianek. Można natomiast przypuszczać, że słaba forma BKS-u w ostatnich meczach jest odłożoną karą za szaleńczy tryb życia, jaki prowadziły zawodniczki w ostatnim miesiącu - co trzy dni podróżowały po Europie, by rozgrywać mecze w Lidze Mistrzyń i nie tracić dystansu w rozgrywkach krajowych. W europejskich pucharach udało się wyjść z grupy i być może dopiero teraz przyszedł kryzys.
Po meczu grupka kibiców BKS-u skandowała nazwisko Mariusza Wiktorowicza, asystenta Wagnera, który w zeszłym roku doprowadził klub do mistrzostwa kraju. Czy można to odbierać jako votum nieufności w stosunku do obecnego szkoleniowca, czy tylko jako przypomnienie, że w zeszłym sezonie bielszczanki zmiotły Gwardię z parkietu w fazie play-off?
A nie tak miało być... Po raz pierwszy w tym sezonie siatkarki z Bielska grały na swojej hali przy ulicy Rychlińskiego, a nie w nowo wybudowanej, na którą narzekały, mówiąc, że brakuje w niej atmosfery. Ponadto, do składu po długiej kontuzji wróciła Anna Werblińska, co wreszcie poszerzyło pole manewru trenera. Od początku było jednak bardzo źle. Nie było momentu w tym jednostronnym meczu, w którym BKS miałby przewagę. Na pierwszą przerwę techniczną pierwszego seta bielszczanki schodziły przegrywając aż sześcioma punktami. W drugiej partii uległy do dwunastu, co rzadko się zdarzało nawet w meczach Ligi Mistrzyń. A pamiętajmy, że mistrzynie Polski mierzyły się dziś z zespołem ze środka tabeli PlusLigi.
- To pokazuje, że w tym roku nie ma żadnych słabych drużyn, zawsze trzeba się mieć na baczności - stwierdził Wagner. Za to rywale, ze zrozumiałych względów, wprost nie mogli uwierzyć w swoje szczęście. Po ostatniej piłce wszystkie zawodniczki wpadły z piskiem na parkiet i świętowały, niemal jakby zdobyły tytuł najlepszej drużyny w kraju. - Nie przypominam sobie, byśmy kiedykolwiek tutaj wygrały, a już na pewno nie tak wysoko. Zagrałyśmy świetny mecz! - cieszyła się Katarzyna Mroczkowska, kapitan przyjezdnych.
- Cieszy mnie nie tylko zwycięstwo, ale też styl. Graliśmy dobrze od początku sezonu, ale często nie przekładało się to na wyniki. Liczę, że zaczniemy odrabiać straty do czołówki i powalczymy o coś więcej niż o utrzymanie - mówił Rafał Błaszczyk, opiekun wrocławianek. Można natomiast przypuszczać, że słaba forma BKS-u w ostatnich meczach jest odłożoną karą za szaleńczy tryb życia, jaki prowadziły zawodniczki w ostatnim miesiącu - co trzy dni podróżowały po Europie, by rozgrywać mecze w Lidze Mistrzyń i nie tracić dystansu w rozgrywkach krajowych. W europejskich pucharach udało się wyjść z grupy i być może dopiero teraz przyszedł kryzys.
Po meczu grupka kibiców BKS-u skandowała nazwisko Mariusza Wiktorowicza, asystenta Wagnera, który w zeszłym roku doprowadził klub do mistrzostwa kraju. Czy można to odbierać jako votum nieufności w stosunku do obecnego szkoleniowca, czy tylko jako przypomnienie, że w zeszłym sezonie bielszczanki zmiotły Gwardię z parkietu w fazie play-off?
Polecane
Orlen Liga
Przeczytaj również
25.12.2016
25.12.2016
Właściwa, bezpieczna droga
20.12.2016
20.12.2016
BKS Profi Credit bez trenera
30.11.2016
30.11.2016
Blisko 1000 dzieciaków!
18.11.2016
18.11.2016
Jasienica z odblaskami