Zbliżył Podbeskidzie do awansu, powtarzając wyczyn z "okręgówki"

24.05.2009
Czym Krzysztof Chrapek zajmuje się po meczu, w którym strzelił aż pięć bramek? - Zastanawia się, jak zrobić, by teraz nagle się nie "zaciął" - uśmiecha się napastnik Podbeskidzia Bielsko-Biała.
To był w wykonaniu Krzysztofa Chrapka majstersztyk. Jego pięć efektownych bramek oraz sprytna asysta przy golu Macieja Szmatiuka na długo zapadną w pamięć bielskim kibicom i... obrońcom Tura Turek. A mogło być jeszcze lepiej, ale na kwadrans przed końcem gry trener Marcin Brosz zdecydował się zdjąć swojego najlepszego strzelca z boiska.

Chrapek nie protestował, a wręcz przeciwnie, zgodził się ze zdaniem szkoleniowca. - Ostatnio w w każdym ze spotkań występowałem po 90 minut, a organizm ma jednak ograniczone możliwości. Wczoraj - z upływem czasu - czułem coraz większe zmęczenie. Rywal był już na łopatkach, więc fajnie, że szansę dostali rezerwowi - mówi bohater Bielska-Białej. Z drugiej strony to pozwoliło mu wysłuchać od kibiców owacji na stojąco...

Co ciekawe, 24-latek nie dostał takiej, gdy po raz pierwszy w swojej karierze pięciokrotnie wpisywał się trafiał w jednym meczu. Dlaczego? Bo... w "okręgówce" trudno o tego typu zaszczyty. - Grałem jeszcze wówczas w Górniku Brzeszcze. Pamiętam, że wygraliśmy 11-0 - uśmiecha się Chrapek, który od początku sezonu na listę strzelców wpisywał się już 18 razy. Do najlepszego w klasyfikacji snajperów Ilijana Micanskiego traci w tym momencie 7 bramek.

Bułgara zawodnik "Górali" pewnie już nie dogoni, ale w ten weekend ma pełne prawo czuć się lepszym od napastnika Zagłębia Lubin. Ten bowiem w starciu z Koroną uzbierał "tylko" trzy gole. - Nie myślę o tym. Zastanawiam się raczej, co zrobić, by nie urzeczywistnił się scenariusz, w myśl którego po tak udanym występie przeciw Turowi nagle się "zacinam". Cały czas muszę pracować nad regularnością - dodaje jeden z najszybszych piłkarzy krajowych boisk.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również