Zbili potęgę, więc... pokazali Lajkonika

24.10.2018

Sezon 2000/2001 Ekstraklasy był wyjątkowy pod wieloma względami. Liga od samego początku była podzielona na grupy, wypożyczani piłkarze grali przeciwko swoim macierzystym klubom, a strzelcy bramek po golach prezentowali oryginalne cieszynki. Kumulację tego wszystkiego oglądaliśmy w hicie jesieni - starciu Odry Wodzisław z Wisłą Kraków.

Na przełomie wieków Odra Wodzisław była czołowym śląskim klubem, który zwłaszcza na własnym terenie był groźny dla wszystkich, bez wyjątku. Trzy dni temu minęło dokładnie 17 lat od meczu wodzisławian z Wisłą Kraków, która w tamtych czasach była potęgą na krajowym podwórku. Ówczesny mistrz Polski i lider tabeli, mający w nogach bój w Pucharze UEFA z Interem Mediolan sprzed kilku dni. Skład "Białej Gwiazdy" robił wrażenie na wszystkich - w ataku Maciej Żurawski i Tomasz Frankowski, w pomocy m.in. Kalu Uche, Mirosław Szymkowiak i Kamil Kosowski. Od gwiazd w każdej formacji aż się roiło!

Sezon 2001/2002 rozgrywany był oryginalnym systemem - ligę podzielono na dwie ośmioosobowe grupy, z których cztery najlepsze ekipy tworzyły grupę mistrzowską, a cztery najsłabsze biły się wiosną o utrzymanie. Spotkanie z 21 października 2001 roku było hitem kolejki. Wisła miała tyle samo punktów - ale lepszy bilans bramkowy i zwycięstwo nad Odrą w pierwszym spotkaniu - co niepokonana na własnym stadionie Odra. Stawką było więc samodzielne liderowanie w grupie A.

Kibice Odry największe nadzieje pokładali w Łukaszu Sosinie, który był wypożyczony do Wodzisławia Śląskiego... z Wisły Kraków. Napastnik był jednym z ostatnich piłkarzy, który nie miał w umowie zapisu zabraniającego gry przeciwko swojemu klubowi. Występ przyszłego seryjnego króla strzelców ligi cypryjskiej mógł mieć spory wpływ na wprowadzenie wspomnianego przepisu bowiem śląski zespół wygrał właśnie po trafieniu Sosina, który niepilnowany, tuż przed przerwą, wpisał się na listę strzelców po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Niepilnowany, bo jego "anioł stróż" - czyli Arkadiusz Głowacki - akurat przebywał poza boiskiem, bo potrzebował pomocy medycznej.

Odra imponowała nie tylko formą (bo w pierwszej połowie mogła strzelić więcej bramek), ale też... fryzurami. Podopieczni trenera Ryszarda Wieczorka zafarbowali włosy na czerwono - wszyscy, bez wyjątku. Efektownie było też po bramce. Wodzisławianie odpowiedzieli na zaproszenie Canal+ i po golach prezentowali efektowne cieszynki. Głównym prowodyrem akcji w śląskim klubie był Piotr Rocki.

- W szatni padały pomysły, akceptowaliśmy je i wykonywaliśmy. To była odważna cieszynka, bardzo mocna. Łukasz Sosin przywiózł głowę Lajkonika, do której przed meczem dobiłem listwę - wspominał Rocki. Wodzisławianie prezentowali jeszcze orkiestrę górniczą w derbach z Górnikiem Zabrze czy też rzut dyskobola w starciu z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Okazji było sporo, bo Odra dużo strzelała, a jej mecze często sprawiały kibicom sporo radości. Także za sprawą cieszynek, które docenił nawet trener Wieczorek.

- Niezbyt często kibice mogą oglądać takie spotkania. Sporo było strzałów, udanych parad bramkarzy. Chcę podziękować swoim zawodnikom, bo szczególnie w pierwszej połowie zostawili sporo zdrowia na boisku. Za tę pierwszą część chylę przed nimi czoła. Również dlatego, że potrafią tak fantastycznie cieszyć się z tego co robią. Bez radości z wykonywanego zawodu nie ma mowy o sukcesach w futbolu - przyznał szkoleniowiec na pomeczowej konferencji.

Odra Wodzisław - Wisła Kraków 1:0 (1:0)

1:0 - Sosin, 45'

Odra: Bęben - Matyja, Kościuk, Pluta, Malinowski - Jakubowski, Sibik (86' Gadomski), Górski, Rocki (66' Adamczyk) - Sosin, Chałbiński (74' Saganowski).

Wisła: Sarnat - Baszczyński, Głowacki, Moskal, Kaliciak - Uche (68' Pater), Szymkowiak (62' Czerwiec), Moskalewicz, Kosowski - Żurawski, Frankowski (75' Szałęga).

Sędziował: Grzegorz Kasperkowicz.

Żółte kartki: Sibik, Rocki.

Widzów: 7000.

Przeczytaj również