Zawodnik Cleareksu: Sędziowie niepotrzebnie się wtrącali

01.04.2012
- Obie drużyny po 10 minutach miały po pięć fauli. To by sugerowało, że mecz był nie wiadomo jak brutalny. A tak wcale nie było - kręcił głową Mirosław Miozga z Cleareksu po spotkaniu z Rekordem.
Chorzowianie przegrali pierwszy mecz play-offów w Bielsku-Białej 3-7, ale przez długi czas byli w miarę bliscy zwycięstwa. - Niestety, na pierwszą połowę "nie dojechaliśmy", co było widać po wyniku. Po przerwie się jednak otrząsnęliśmy i doszliśmy gospodarzy na jedną bramkę. Szkoda, że nie trafiłem tego przedłużonego rzutu karnego... Ale ciężko tak przez cały mecz gonić wynik. Mecz był na "styku", lecz w końcówce musieliśmy zagrać va banque. Wycofaliśmy bramkarza, jednak to nic nie dało. Szkoda, może w niedzielę będzie lepiej. Są play-offy, można się zrewanżować już dzień później - uśmiecha się Miozga.

Zawodnicy Cleareksu mieli spore zastrzeżenia do sposobu sędziowania. - W niektórych momentach sędziowie niepotrzebnie się wtrącali. Po 10 minutach obie drużyny miały po pięć fauli. To by znaczyło, że mecz był nie wiadomo jak brutalny, a wcale tak nie było. Niektóre faule były nie wiem skąd, ale każdy sędzia ma własną interpretację. Żeby było jasne - nikt nas nie skrzywdził, ta interpretacja działała w obie strony - zastrzega doświadczony gracz.

Po wykorzystaniu limitu fauli trzeba było jednak być bardzo powściągliwym. - Ciężko się gra w takiej sytuacji. Później każda bezsensowna sytuacja to karny. Nawet w polu karnym przeciwnika faul, który nie wiadomo, czy rzeczywiście był, kończy się przedłużonym rzutem karnym dla rywala. No nic, w niedzielę walczymy dalej. Myślę, że mecz będzie wyglądał podobnie, ale liczę, że tym razem będzie więcej szczęścia. Przygotowanie fizyczne? Sami jesteśmy ciekawi, jak to wytrzymamy - kończy Mirosław Miozga.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również