Zawodnik bielszczan: W czasie meczu oni są wrogiem

18.04.2011
Marek Sokołowski, po blisko miesiącu przerwy spowodowanej kontuzją, wrócił do składu Podbeskidzia Bielsko-Biała i zagrał świetny mecz przeciwko swojemu byłemu zespołowi.
KSZO Ostrowiec Świętokrzyski był pierwszą drużyną, do której wyfrunął zaczynający ekstraklasową karierę wychowanek BBTS-u Bielsko-Biała. W tamtym zespole zagrał jednak po raz ostatni blisko dziewięć lat temu, więc tym razem nie miał specjalnych sentymentów. - Z obecnej drużyny grałem jeszcze z Tomaszem Dymanowskim i Radosławem Kardasem. Spotkaliśmy się przed meczem, powspominaliśmy, ale w czasie gry, rywal jest wrogiem, którego chce się pokonać - tłumaczy gracz "Górali".

Po 33-latku kompletnie nie było widać miesięcznej przerwy w grze. Nie szukał usprawiedliwienia dla słabszej formy, czy kondycji, jak często robią piłkarze, ale po prostu biegał po całym boisku, często strzelał i dokładnie podawał. Był najlepszym zawodnikiem całego meczu. - Jestem na tyle doświadczony, że taka przerwa nie robi na mnie wrażenia, nie wypadam wcale z rytmu. Zwłaszcza, że już od dwóch tygodni trenowałem z zespołem. Cieszę się, że nieźle mi wychodziło, ale co z tego, skoro nie przyniosło to bramki - mówi Sokołowski.

Były piłkarz Polonii Warszawa przyznaje też, że remis z KSZO to fatalny wynik dla Podbeskidzia. - To dla nas wielka porażka, bo musimy wygrywać u siebie z zespołami z dołu tabeli. Takimi meczami się robi awans, a nie spotkaniami z potentatami - twierdzi. - Musimy to niepowodzenie naprawić, bo we wtorek ważny mecz dla tego miasta i klubu - dodaje Sławomir Cienciała.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również