"Zatrudnienie Michniewicza pokazuje, że Szypuła nie wie, o czym mówi"

25.03.2013
- Pan Władysław Szypuła nie jest osobą, z którą ja będę rozmawiał o sporcie - mówi Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia. W rozmowie z naszym portalem tłumaczy też, dlaczego wybrał Czesława Michniewicza.
Panie prezesie, można już mówić o Czesławie Michniewiczu "trener Podbeskidzia"?

Wojciech Borecki, prezes Podbeskidzia: - Kontrakt jeszcze nie jest podpisany, ale w tej chwili dopracowuję szczegóły i te ustalenia, które dziś rano poczyniliśmy ustnie, przenoszę na papier. Daję to jeszcze do weryfikacji prawnikowi i myślę, że jutro kontrakt będzie podpisany.

Jest ulga, że udało się sprawę trenera tak sprawnie załatwić?

- Zdecydowanie, bo to nie były łatwe rozmowy. Cieszę się, że został zatrudniony Czesław Michniewicz. Uważam, że jest to kompetentna osoba, z wiedzą teoretyczną i praktyczną, odpowiednim doświadczeniem w ekstraklasie, znającą przeciwne zespoły. Ma zapał do pracy. Wie, co się dzieje u nas i w drużynach rywali. To tylko świadczy o tym, że chcemy dalej walczyć o utrzymanie w ekstraklasie. Chcę osobiście zrobić wszystko, żeby mieć przeświadczenie, że wykonałem to, co się dało zrobić. Dlatego stosuję się do zaleceń trenera. Od dzisiaj on jest tutaj szefem, jeśli chodzi o pierwszy zespół. Ja będę się starał mu pomóc w sensie organizacyjnym. Już na początku widzę, że będzie sporo zmian i nowości. Zawodnicy już wiedzą, że będą więcej czasu spędzać w klubie. Na jutro na 10:30 mają zaplanowane spotkanie, na którym będą analizować ostatnie spotkanie i grę Korony Kielce. Trening jest zaplanowany na 14:30. Oprócz tego, zawodnicy przed meczem wyjadą na zgrupowanie, które właśnie załatwiam. Trener będzie mógł dzięki temu głębiej z nimi porozmawiać i bardziej wnikliwie przeanalizować grę Korony. Zgrupowanie ma się odbyć w Szczyrku.

Trudno było przekonać trenera, żeby podpisał kontrakt na półtora roku? Gdy rozmawialiśmy w piątek, mówił pan, że wchodzi w grę nawet umowa na trzy miesiące.

- Tak, ale trener Michniewicz sam powiedział, że to go nie interesuje. Zwykle jest tak, że pamięta się tylko te złe sytuacje. A sam trener zasugerował, że jeśli będą stworzone odpowiednie warunki, żeby powrócić do ekstraklasy w przypadku ewentualnego spadku, to on się tego chętnie podejmie. Ja ten temat natychmiast wykorzystałem, bo sam tę opcję preferowałem. Cel celem, ale różnie może być, więc cieszę się, że trener ma coś do udowodnienia, bo jeśli w naszej trudnej sytuacji coś osiągnie, to będzie duży sukces. Ale tu mówimy o ewentualności, że się nie uda. A ja dzisiaj przedstawiając trenera Michniewicza zawodnikom, powtórzyłem, że najistotniejszy jest nasz cel i wszyscy musimy zrobić, co się da, dla ratowania ekstraklasy. Jeśli nawet się nie powiedzie, to inaczej będzie wyglądało gdy wygra się kilka meczów, pokona się kilka uznanych drużyn. To będzie przyczynek do optymistycznego myślenia.

Przy zatrudnianiu Michniewicza miała znaczenie jego wartość marketingowa? To znany trener w Polsce, chętnie zapraszany przez różne telewizje.

- Wszystko miało znaczenie. Nie ukrywam, że rozmawiałem z Jerzym Engelem i z Ryszardem Tarasiewiczem. To są - podobnie jak Michniewicz - doświadczeni ludzie, przetarci w bojach i wiedzący, o co w tym wszystkim chodzi. Nie chciałbym przeceniać wartości marketingowej, ale wiem, że to fachowiec, który zna realia polskiej piłki i zna wielu zawodników. Wie, jakie są ich słabe i mocne strony. Poza tym, z wielkim zaangażowaniem wykonuje swoją pracę. To odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku. Życzyłbym sobie, żeby ta współpraca trwała jak najdłużej. Cieszę się, że nie jest tak, że on nie życzy sobie ewentualnej pracy w I lidze.

Dogadali się panowie na tyle szybko, by zdążył pan jednak na mecz Polska-Ukraina?

- W Warszawie było sporo załatwiania. Było spotkanie klubów ekstraklasy i dogadałem się z trenerem. Mimo to zdążyłem też na mecz. W planach miałem jeszcze San Marino, ale jednak rezygnuję z tego wyjazdu. Będę na miejscu, czuwał nad tym, żeby trenerowi niczego tu nie brakowało i by drużyna należycie przygotowała się do spotkania z Koroną.

Czy po tej przygodzie z trenerem Kubickim, kontrakt Michniewicza jest jakoś szczególnie obwarowany zapisami utrudniającymi jego rozwiązanie?

- Każdy prezes i klub szuka elastycznych rozwiązań, bo jest też wygodne móc rozwiązać z trenerem kontrakt w każdej chwili. To się uzależnia od wyników sportowych, sytuacji finansowej w klubie. Jest mnóstwo niewiadomych. Każdy kontrakt z zawodnikiem wygląda inaczej i tak samo jest z trenerem. Rzadko się zdarza taka sytuacja jak z trenerem Kubickim. Były sugestie, że mogłem go zatrzymać. Ale miałem go przymusić do prowadzenia tego zespołu, skoro widziałem, że on był zdecydowany, by odejść? Mogłem udawać, że takiego tematu nie ma i co? Na siłę go tu trzymać, żeby pracował dalej z jakimś żalem i muchami w nosie? Sądzi pan, że dobrze wykonywałby swoją robotę? Ja myślę, że nie.

Z niewolnika nie ma pracownika.

- Właśnie. Nic za wszelką cenę. Niech sobie każdy oceni postawę trenera Kubickiego. Mam swoje przemyślenia, tak jak każdy kibic i zawodnik. Tu nie ma co rozdzierać szat i myśleć o przeszłości. Czasu jest niewiele, a przed nami dwa najtrudniejsze mecze - z Koroną Kielce i Ruchem Chorzów. Trzeba jak najszybciej przejść do porządku dziennego nad tym, co się stało i skupić się na najbliższym czasie. Jednocześnie trzeba też myśleć o tym, co będzie w dalszej przyszłości. Nie tylko to, co jest w tej chwili się liczy. W poukładanym klubie powinno się planować. Nie ma sensu pompowanie tylko atmosfery i mówienie, czy dobrze zareagowałem ja i klub.

Dzisiaj oberwało się panu w "Sporcie" od Władysława Szypuły i Janusza Okrzesika.

- Pan Szypuła na pewno nie jest osobą, z którą będę polemizował i rozmawiał o sporcie. To jest jedna i podstawowa rzecz. Gdybym chciał być jednocześnie trenerem i prezesem, to nie przyjmowałbym do pracy Czesława Michniewicza. Słyszałem głosy, że postawię na młodych asystentów, a ja będę nadtrenerem. Bzdura. Jedna wielka bzdura. Ja myślę, że ten ruch, który deklarowałem już dużo wcześniej, świadczy o tym, że pan Szypuła nie wie, o czym mówi. Ciekaw jestem, skąd on wie, co się w klubie dzieje.

W samym klubie macie też ostatnio trochę roboty przy licencjach. Macie czas do 2 kwietnia...

- Oczywiście o tym nie zapominamy. Dziś mieliśmy rozmowy z panią biegłą rewident odnośnie spraw finansowych, zbieramy stosowne dokumenty jeśli chodzi o boiska, zabezpieczenia. Podbeskidzie na pewno na czas złoży wszystkie dokumenty niezbędne do otrzymania licencji na grę w ekstraklasie.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również