ZAKSA - Jastrzębski 3-2. Siatkarze Bernardiego przegrali wygrany mecz...
Kędzierzynianie niezbyt dobrze weszli w ten mecz. Miejscowi szybko objęli skromne prowadzenie. Goście jednak po zdobyciu 12. punktu - grając głównie przez środek - metodycznie punktowali swoich rywali. Kiedy wyszli na prowadzenie - nie oddali go już do końca seta.
Drugiego seta jastrzębianie zaczęli bardzo obiecująco. Swoje skromne prowadzenie szybko jednak roztrwonili i to gospodarze prowadzili grę. Świetną robotę na zagrywce wykonał jednak Michał Kubiak, który dał swoim kolegom sygnał do ataku. Ci go posłuchali i - grając bardzo solidnie w ataku - zwyciężyli 23-25.
Po wyrównanym początku trzeciej partii, gospodarze objęli prowadzenie 6-4. Potem jednak Fonteles posłał w kontrataku piłkę w aut, a następnie Holmes zakończył atak z przechodzącej piłki i było po 6. To był wyrównany set i gra toczyła się punkt za punkt. W końcowym rozrachunku lepsi okazali się jednak miejscowi, którzy w ostatnich minutach wykorzystali błędy jastrzębian i wyszli na prowadzenie. Partia zakończyła się wynikiem 25-21.
Od początku czwartego seta przewaga była po stronie miejscowych. Gospodarze systematycznie punktowali i gdy zdobyli 20. "oczko" wydawało się już, że to po secie. Dlaczego? Gdyż prowadzili pięcioma punktami. Sportowcy z Jastrzębia mają jednak to do siebie, że się nie poddają. Przewagę ZAKSY zmniejszyli do dwóch punktów... aby po sekundach stracić dwa kolejne. W końcówce gospodarzom "pomagały ściany" i nie oddali ciężko wypracowanego prowadzenia.
Rozpędzeni kędzierzynianie poszli za ciosem. Od początku tie-breaka nie dawali gościom szans. Szybko wyszli na wysokie - nawet sześciopunktowe - prowadzenie i już go nie oddali. Jastrzębianie nie byli w stanie nawiązać walki i przegrali wysoko, do sześciu.
Zawodnicy Lorenzo Bernardiego mogli sprawić, że jutro zakończy się półfinałowa rywalizacja. Teraz muszą marzyć, że tak się jednak nie stanie. ZAKSA jest już tylko o jeden krok od finału.