WYWIAD. Robert Kasperczyk: Podobno w Białymstoku już się modlą

17.07.2011
Podbeskidzie Bielsko-Biała zakończyło najważniejszy punkt przygotowań do pierwszego sezonu w ekstraklasie. O obozie oraz o zbliżającej się inauguracji rozmawiamy z trenerem Robertem Kasperczykiem.
Jak ocenia pan kończący się obóz?

- Jestem zadowolony na bardzo wielu płaszczyznach. Wykonaliśmy kawał naprawdę dobrej roboty. Łącznie z jedną wycieczką krajoznawczą na Czantorię, dokąd sztab szkoleniowy wyjechał kolejką, a chłopcy musieli podejść. Trochę marudzili, ale ich dyspozycja w sparingu z Dolnym Kubinem była przednia. Cały czas będziemy pchać do przodu, będziemy to powielać.

Obozy to jednak nie tylko praca nad aspektami stricte piłkarskimi...

- Zdecydowanie. Najważniejsza rzecz to zapoznanie się nowych zawodników z drużyną. Piłkarze przebywali ze sobą praktycznie od rana do wieczora i ta integracja też jest nam bardzo potrzebna. Tak więc w wielu aspektach to zgrupowanie było udane. Nie ma również kontuzji. W sparingu grali zawodnicy 100-procentowo zdrowi. Jeżeli ktoś miał jakikolwiek uraz, nawet drobny, nie chcieliśmy ryzykować. Mamy na tylu ludzi, że przy dwóch sparingach do rozegrania, jeszcze będzie się gdzie pokazać.

Co jeszcze musicie szlifować przed ligą?

- Przede wszystkim trzeba doskonalić elementy przejścia z działań ofensywnych do defensywnych i na odwrót. Chodzi o szybkie przestawienie się. Tutaj jeszcze przede wszystkim nowi zawodnicy - Matej Nather, Mariusz Sacha, czy Ondrzej Szourek - mają takie swoje nawyki z poprzednich klubów. To jest kwestia drobnej korekty, bo w trakcie treningów taktycznych można to "wypolerować". Jeżeli chodzi o zaangażowanie, walkę o miejsce, jestem niesamowicie podbudowany.



Adrian Sikora czy Mariusz Sacha będą musieli trochę poczekać na miejsce w składzie?

- Zobaczymy. Chciałbym, żeby w każdym meczu występowali zawodnicy, znajdujący się w optymalnej dyspozycji. Nazwiska nie będą tu grały żadnej roli. Będziemy stosować dobór zawodników pod rywala. Czy będzie to Sikora, czy kto inny, to nie ma znaczenia.

Będzie więc stosowana rotacja w składzie?

- Różnie. Ja teraz mogę wziąć monetę i losować orła lub reszkę. Na każdej pozycji mam dwóch ludzi naprawdę pełnowartościowych. W sparingu z Kubinem Tomek Górkiewicz pokazał, że on nie chce tak łatwo być trzecim, czy czwartym na swojej pozycji. To jest super sprawa. Każdy z tych zawodników, którzy wyjdą w meczu z Jagiellonią Białystok, będzie musiał naprawdę rozglądać się za siebie, bo przy słabszej dyspozycji nie będzie sentymentów. Będzie walka o jak największą liczbę punktów jesienią, żeby wiosna była spokojna.

Specjalnie pan sprawdzał Górkiewicza aż przez cały mecz, jako jedynego?

- Nie, po prostu Tomek wcześniej grał trochę mniej, a Michał Osiński czy Sławomir Cienciała występowali częściej. Górkiewicz zagrał jedną połówkę na prawej stronie obrony, jedną na lewej, bo dalej nie wiemy, czy uda nam się znaleźć tego lewego defensora.

Jak przedstawiają się wasze plany na te ostatnie dni przygotowań?

- Chłopcy odpoczywają teraz dwa dni. Niedzielę i poniedziałek mają wolne, a we wtorek spotkamy się na śniadaniu na stadionie i pojedziemy do Kamienia na mecz z Widzewem Łódź, który rozpocznie się o godzinie 11:00. Do Wisły przyjedziemy jeszcze w środę. Patrząc na to, jakie w Wiśle są możliwości, żałuję, że nie ma w Bielsku takiej bazy. Będziemy chcieli zrobić trening siły, wytrzymałości, jeszcze zajęcia z piłkami, dobrą odnowę i to wszystko mamy w jednym miejscu, a w Bielsku musimy się przemieszczać. Zostaną nam na czwartek i piątek dwie jednostki taktyczne przed meczem z Polonią Warszawa w Gutowie.

Adrenalina u pana zawodników rośnie przed inauguracją ligi?

- Absolutnie nie. Od pierwszych zajęć ta motywacja była bardzo duża. Nawet w okresie urlopowym o niczym innym się nie mówiło i nie myślało, jak tylko o premierowym sezonie w ekstraklasie. Proszę mi wierzyć, nie trzeba ich specjalnie motywować, a raczej należy ich tonować. Gdyby ktoś zobaczył nasze gierki, to by zobaczył, że oni między sobą się "strzelają". To jest bardzo bardzo profesjonalne podejście. Nie robią sobie krzywdy, ale walczą.



Dodatkowo adrenalina pojawia się chyba w związku z faktem, że rozegranie pierwszego meczu w Bielsku-Białej jest coraz bardziej realne...

- Byłbym jednym z najszczęśliwszych ludzi na świecie. Nie tylko trenerów, ale ludzi. Bo w aspekcie sportowym to niesamowite wydarzenie - inauguracja, premiera w Bielsku. Ale też w aspekcie takim czysto ludzkim, dla tych ludzi, którzy z różnych przyczyn mieliby problem z przemieszczeniem się kilkadziesiąt kilometrów. Poza tym, umówmy się, mecz u siebie to mecz u siebie. Dla naszych kibiców, którzy byli 12-tym zawodnikiem, którzy nie widzieli przez ostatni rok w lidze żadnej porażki. Powiem szczerze, że już mamy takie nieoficjalne odgłosy z Białegostoku, że tam sztab szkoleniowy modli się, żebyśmy grali w Wodzisławiu, bo wiedzą, że nasz stadion jest jak zaczarowany. Jak widziałem ostatnie fotki to byłem bardzo podbudowany. Jeżeli tak się stanie, że będziemy grać w Bielsku, to będę pełen uznania dla wszystkich ludzi, którzy tak się wzięli do roboty, po tym pierwszym strzale, gdy nam odmówiono gry na naszym stadionie. Przede wszystkim ktoś musiał wyłożyć pieniążki i wiadomo, że to zasługa władz miasta. "Szacun" dla wszystkich!

I dla was to może mocno zwiększać szanse na wygranie z Jagiellonią, czego na pewno bardzo byście chcieli.

- Nie tylko z Jagiellonią. Chcemy wygrywać z każdym.

Notował Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również