WYWIAD. Adam Cieśliński: Sekret skuteczności tkwi... w ochraniaczu

18.07.2011
Adam Cieśliński w minionym sezonie był najlepszym strzelcem Podbeskidzia Bielsko-Biała. Teraz powoli odzyskuje formę i stara się wreszcie poważnie zaistnieć w ekstraklasie. Ma nawet na to sekretny sposób.
Po długiej przerwie wreszcie zagrałeś w sparingu w okolicach Bielska i dwoma bramkami przypomniałeś się kibicom. Dlaczego wcześniej nie pojawiałeś się na boisku?

- Powiem szczerze, że... znów miałem problemy z moją "legendarną" już kostką. Tutaj w Wiśle zagrałem pierwszy raz, wcześniej wystąpiłem w środę w Sosnowcu w meczu z Zagłębiem. Cieszę się, że wyleczyłem wreszcie tę kostkę i mam nadzieję, że już da mi spokój. Fajnie też, że strzeliłem dwie bramki, bo po wejściu na boisko wcale się na to nie zapowiadało. Miałem dwie dogodne sytuacje i wtedy nie strzeliłem gola. Bardzo jestem też zadowolony z naszej bardzo dobrej gry, zwłaszcza po takim ciężkim obozie.

Konkurencja jednak nie śpi. Pół roku temu byłeś niekwestionowaną gwiazdą ataku, ale od tego czasu świetną formą błysnęli Piotr Malinowski i Sylwester Patejuk, dyspozycję trzyma Robert Demjan, a pojawił się jeszcze Adrian Sikora.

- Nigdy się nie czułem w Podbeskidziu gwiazdą. Umiejętności moje, Sylwka, Roberta czy Piotra Malinowskiego i Adriana Sikory oceniam na równym poziomie i kto będzie w lepszej dyspozycji, ten będzie grał. Nigdy nie ukrywałem, że muszę walczyć o miejsce w składzie i trener też o tym mówi, że kto się będzie lepiej prezentował, ten wyjdzie na pierwszy mecz z Jagiellonią. Czy to będę ja, Sylwek, czy moi koledzy z ataku, to jest wybór trenera i ja się na pewno nie obrażę, jeżeli decyzja szkoleniowca będzie niekorzystna dla mnie. Mam jednak nadzieję, że to ja wybiegnę w podstawowym składzie. Jestem takim zawodnikiem, który chce po prostu być w dobrej formie i grać. Jeżeli jestem w słabszej formie, to wtedy siedzę na ławce.

A jak oceniasz swoją dyspozycję w tym momencie przygotowań?

- Powiem szczerze, że już jest coraz lepiej. Wiadomo, że jestem typem zawodnika, który źle znosi ciężkie treningi i to widać na boisku. Dopiero jak schodzimy z obciążeń, czuję się zdecydowanie lepiej i o sytuacje jest łatwiej, bo ta świeżość pod bramką jest inna. Można w niektórych momentach zachować się lepiej, niż gdy jest się zmęczonym.

Na twojej ręce cały czas widzimy charakterystyczny ochraniacz. Rok temu mówiłeś, że to pozostałość po złamaniu tej kończyny i niebawem się jej pozbędziesz. Tymczasem dalej w nim grasz. Zostawiłeś sobie talizman?

- Tak, został jako talizman i myślę, że zostanie już do końca mojego grania, bo jakoś przyzwyczaiłem się do niego i bez tego dziwnie mi się gra. Wyszedłem raz bez ochraniacza na meczu w Wodzisławiu i grałem fatalnie, trener ściągnął mnie po pierwszej połówce. Źle się czułem bez tego i gra była bardzo bojaźliwa. Dlatego to jest taka rzecz, której będę się trzymał, przede wszystkim dla siebie. Czuję się po prostu pewniej. Mam nadzieję, że w tym tkwi sekret mojej skuteczności.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również