Wyboista droga pomocnika Podbeskidzia. Musiał mieszkać... na stadionie
28.10.2013
Pomocnik Podbeskidzia opowiada o tym w wywiadzie dla drugastrona.org.pl. - Może określenie, ze trzeba było pocierpieć jest złe, ale z pewnością była to droga wyboista. U siebie na wiosce to było takie pogrywanie w piłkę. Nie myślałem o szkole piłkarskiej, bo nie miałem takiej możliwości. Miałem szczęście, bo przyszedł do nas trener, który mną pokierował. Do dziś zresztą jesteśmy przyjaciółmi i sobie nawzajem pomagamy. Trafiłem do Zapory Porąbka. To była piąta liga, dostałem jakieś pieniądze za grę oraz pracę. Aby móc pogodzić pracę z treningami prezes zaproponował mi mieszkanie na stadionie. Wszyscy się wtedy śmiali, ale patrząc na to po latach uważam, że było to dobre posunięcie. Nie żałuję tego, że tam grałem, mieszkałem i pracowałem na budowie - podkreśla.
Jak to się stało, że w takich okolicznościach zdołał się przebić do Podbeskidzia? - W Porąbce grałem dwa lata. Dzięki trenerowi Krzysztofowi Wądrzykowi, który mnie wtedy prowadził, udało się zorganizować mój udział w sparingu Podbeskidzia z Rakowem Częstochowa. Nie ukrywam, że miałem kupę szczęścia, bo trafić na taki mecz nie jest łatwo. Podbeskidzie to był najwyżej grający klub z regionu, postanowiłem spróbować swoich sił. I udało się - wspomina Chmiel.
Ze sparingiem też wiąże się ciekawa historia. - Tak, w dniu sparingu byłem normalnie w pracy. Do jedenastej pracowałem na budowie, a o dwunastej miałem sparing. Zagrałem 45 minut. Strzeliłem jedną lub dwie bramki i zaliczyłem asystę. Wpadłem w oko trenerowi Broszowi i trafiłem do Bielska. Podpisałem długi, pięcioletni kontrakt zawodowy - mówi. Nic dziwnego, że teraz docenia, co ma i na boisku nigdy nie odstawia nogi...
Jak to się stało, że w takich okolicznościach zdołał się przebić do Podbeskidzia? - W Porąbce grałem dwa lata. Dzięki trenerowi Krzysztofowi Wądrzykowi, który mnie wtedy prowadził, udało się zorganizować mój udział w sparingu Podbeskidzia z Rakowem Częstochowa. Nie ukrywam, że miałem kupę szczęścia, bo trafić na taki mecz nie jest łatwo. Podbeskidzie to był najwyżej grający klub z regionu, postanowiłem spróbować swoich sił. I udało się - wspomina Chmiel.
Ze sparingiem też wiąże się ciekawa historia. - Tak, w dniu sparingu byłem normalnie w pracy. Do jedenastej pracowałem na budowie, a o dwunastej miałem sparing. Zagrałem 45 minut. Strzeliłem jedną lub dwie bramki i zaliczyłem asystę. Wpadłem w oko trenerowi Broszowi i trafiłem do Bielska. Podpisałem długi, pięcioletni kontrakt zawodowy - mówi. Nic dziwnego, że teraz docenia, co ma i na boisku nigdy nie odstawia nogi...
Polecane
Ekstraklasa