Wojna w Bielsku-Białej. "Byłoby wstydem nie grać o awans"
08.08.2017
Włodarze "Górali" są zaskoczeni sposobem postępowania byłego opiekuna m.in. Ruchu Chorzów i Pogoni Szczecin. Tuż przed startem sezonu Słowak - za pośrednictwem kancelarii prawnej złożył w klubie pismo, domagając się rozwiązania jego umowy z winy klubu. Powodem miałyby być zaległości finansowe. - Jesteśmy poważnie zaskoczeni. Podczas naszej współpracy były okresy pewnych zaległości wobec sztabu sportowego, ale w ostatnim okresie nie mamy żadnych. Tym bardziej dziwi mnie zachowanie trenera. Aby rozwiązać kontrakt z winy klubu te zaległości musiałyby wynosić minimum 3 miesiące. Tymczasem mecenas reprezentujący trenera Jana Kociana poinformował, że właśnie zaległości miałyby być przyczyną rozwiązania umowy z naszej winy. To niepoważne, stoimy na stanowisku, że trener może ewentualnie odejść na własne życzenie. Rozumiem, to jego decyzja. Nikt nie będzie zmuszał trenera do zostanie z nami, ale nie może z nas robić winowajców, bo to absurd! - irytuje się Tomasz Mikołajko, prezes Podbeskidzia.
Przy okazji w prasie pojawiły się również doniesienia o zaległych pensjach wobec piłkarzy. - Nie ma takiej możliwości! Piłkarze otrzymują przecież wypłaty w formie stypendiów miejskich. Owszem, mamy kłopoty finansowe po spadku z ekstraklasy, choć one powoli się kończą dzięki wsparciu Prezydenta Miasta Bielska-Białej i nowego współwłaściciela, pana Edwarda Łukosza - podkreśla Tomasz Mikołajko.
W klubie stoją na stanowisku, że stworzyli trenerowi bardzo dobre warunki do przygotowania drużyny do ligowych zmagań. - Okres przygotowawczy został zaplanowany przez trenera Kociana. Na jego życzenie zespół wyjechał na obóz na Słowację do miejsca przez niego wskazanego. To również trener dobierał sparingpartnerów - zaznacza Tomasz Mikołajko, prezes Podbeskidzia.
To właśnie warunki przygotowania zespołu do startu rozgrywek miałyby być jednym z elementów, na które narzekał wcześniej Kocian. W kuluarach mówi się jednak, że zdecydowanie większym kłopotem było porozumienie na linii trener - dyrektor sportowy, którym u progu okienka transferowego został Andrzej Rybarski. - W kwestiach transferów 90 procent planów zostało wykonane. Każda ze zmian w kadrze była akceptowana przez sztab szkoleniowy. Owszem, zdarzało się, że gracze których widziałby w zespole trener decydowali się na przyjęcie ofert z Ekstraklasy, lub ich wymagania były zdecydowanie zbyt wygórowane jak na pierwsza ligę - tłumaczy Mikołajko. I dodaje, że również rozstania z poszczególnymi zawodnikami były poprzedzone stanowiskiem sztabu. - Poza Haskiciem, któremu skończyło się wypożyczenie a Zylina zdecydowała się na sprzedanie go do innego klubu odeszli wszyscy ci, którzy mieli odejść. Trener Kocian zdecydował o każdym rozstaniu - zaznacza Mikołajko.
W Bielsku są zresztą zadowoleni z kadry, jaką udało się zbudować przed startem batalii o powrót do Ekstraklasy – Okienko transferowe było gorące, pozyskaliśmy zawodników Ekstraklasowych jak Dimitar Illiev czy Adrian Rakowski, czy wyróżniających się zawodników pierwszej ligi – jak Kozak, Wiktorski ,Sobczak, czy Sierczyński - wylicza preses Podbeskidzia. Ostatnim ruchem transferowym dokonanym już pod nieobecność słowackiego szkoleniowca, było wykupienie napastnika Valerijsa Sobali, reprezentanta Łotwy, wypożyczonego z belgijskiego FC Brugge. W Bielsku szukają jeszcze bocznego obrońcy, który miałby zamknąć transferowe okienko przy Rychlińskiego. - Mamy tak mocny zespół, że wstydem byłoby nie deklarować walki o awans - podsumowuje sternik "Górali".
Jest kadra, nie ma za to trenera. Póki co drużynę prowadzi asystent Kociana, Dariusz Fornalak, który przynajmniej do pucharowego starcia ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki będzie pełnić swoje obowiązki - Zostaliśmy postawieni w bardzo trudnej sytuacji. Nie mamy kontaktu z trenerem Kocianem, który przedstawił zwolnienie lekarskie do 17 sierpnia - nie kryje rozczarowany zachowaniem Kociana Mikołajko. - Współpracowaliśmy od października zeszłego roku, nie zgłaszał jakichś wielkich problemów. Faktycznie po zatrudnieniu Andrzeja Rybarskiego nasz kontakt nieco się zmienił, bo część spraw przejął ode mnie nowy dyrektor. Ale nie wierzę, że to mogłoby być przyczyną tego całego zamieszania, bo wszystkie decyzje kadrowe podejmowaliśmy wspólnie, po wcześniejszych rozmowach - zastanawia się prezes Mikołajko, który dziś jest skazany jedynie na kontakt z pełnomocnikiem szkoleniowca.
Polecane
I liga