Wojciech Reiman: Odszedłem o kilka lat za późno (wywiad)

14.02.2012
Dla Wojciecha Reimana transfer do Podbeskidzia Bielsko-Biała jest kolejną próbą zawojowania ekstraklasy. Pomocnik opowiada, dlaczego teraz ma pójść lepiej niż w Polonii Bytom...
Urodziłeś się w Tychach, ale większość życia spędziłeś na Podkarpaciu. Czujesz się w jakimś stopniu Ślązakiem?

Wojciech Reiman: - Moi rodzice pochodzą z Podkarpacia, ale w młodości przeprowadzili się na Śląsk, gdzie się urodziłem. Przez trzy lata  mieszkałem w Tychach. Ale raczej czuję się związany z Podkarpaciem.

Czyli miejsce pochodzenia nie miało żadnego wpływu na to, że trafiłeś teraz do Bielska-Białej, a wcześniej do Bytomia?

- To raczej przypadek. Po prostu Podbeskidzie mnie chciało, więc tu trafiłem.

I jak pierwsze wrażenia związane z regionem?

- Bardzo fajne. Bielsko-Biała to dobre miejsce do życia, są góry, więc mam bardzo pozytywne odczucia.

Stadion, gdy pierwszy raz go zobaczyłeś, cię nie przeraził?

- W Bytomiu też był taki "relikt przeszłości". Słyszałem, że budowa stadionu jest na dobrej drodze, ale obecny na pewno mnie nie przeraża. bo zbyt wielu pięknych stadionów nie zwiedziłem. Grałem w końcu w II lidze, a tam obiekty są... podobne. Można powiedzieć, że jestem przyzwyczajony.

Na razie ładne obiekty możesz zwiedzić tylko na wyjazdach...

- Zaliczyłem epizodzik na stadionie w Poznaniu. Na pewno robi to wrażenie. Fajnie by było na takim jeszcze kiedyś zagrać...

Jesienią mówiło się, że Podbeskidzie najlepsze mecze rozgrywało na nowych obiektach. Może więc będziesz miał szansę?

- Na pewno jest to zawsze taki dodatkowy impuls, żeby jak najlepiej się zaprezentować. Każdy od dziecka marzy, żeby na takich stadionach grać. To może dawać jakąś dodatkową motywację, ale jednak za mecze na starych obiektach przyznają tyle samo punktów.

W twoim poprzednim klubie - Stali Rzeszów - byłeś kapitanem. Ten zespół zajmuje obecnie trzecie miejsce od końca w II lidze. Czy nikt nie miał do ciebie pretensji, że opuszczasz drużynę w takim momencie?

- Działacze już od dłuższego czasu wiedzieli, że chcę odejść. Uważam i tak, że o parę lat za późno odszedłem. Poza tym, minionej rundy nie mogę zaliczyć do swoich najlepszych, trapiły mnie cały czas kontuzje, padało co do mnie sporo krytycznych słów. Wydaje mi się, że nie płaczą za mną po takiej rundzie. Spędziłem tam bardzo dużo czasu, jestem wychowankiem Stali, z 3-letnią przerwą na grę w juniorach Orłów Rzeszów. Grałem z sześć lat w pierwszej drużynie.


Jakub Kaczmarczyk/Pressfocus

Podobno co pół roku miałeś oferty z wyższych lig. Ile w tym prawdy?

- Był taki okres, że naprawdę bardzo dużo klubów chciało mnie sprowadzić do siebie. Udało mi się odejść dwa lata temu do ekstraklasowej Polonii Bytom. Ale wcześniej też było dość duże zainteresowanie. Nie wiem, czym było spowodowane to, że nie odchodziłem. Po prostu dostawałem informację, że zostaję w Rzeszowie.

Jak to było z tą Polonią? Wypuścili cię w końcu ze Stali, a zacząłeś trenować z drużyną Młodej Ekstraklasy...

- To było lekkie niedociągnięcie, ale szybko zacząłem trenować z pierwszą drużyną. Zagrałem dwa sparingi i trener Jurij Szatałow zdecydował się wypożyczyć mnie na pół roku. Po tym okresie wróciłem do Rzeszowa.



"Po jego pierwszych treningach się przeraziłem, ale potem nabrał pewności i z każdymi zajęciami, z każdym sparingiem wyglądał coraz lepiej" - to słowa trenera Szatałowa. Byłeś stremowany treningami z ekstraklasowym zespołem?

- Wiadomo, że początki są ciężkie, zwłaszcza, że wtedy po raz pierwszy trenowałem z drużyną z ekstraklasy. Nie było tej pewności siebie, ale nabrałem jej po meczach z MKS-em Kluczbork i GKS-em Tychy. Wtedy trener zobaczył dla mnie miejsce w składzie.

Masz problemy z kontuzjami?

- Przed tą ostatnią rundą jesienną nie miałem praktycznie żadnych kontuzji. Wydaje mi się, że jestem dość odporny na urazy. Faktycznie, w Bytomiu miałem zapalenie Achillesa, ale to była dziwna sprawa. Zaczęło się od jakiegoś zderzenia, potem, chyba od sztucznej murawy, zrobiło się zapalenie. To była moja najpoważniejsza kontuzja, byłem wyłączony z gry na niecały miesiąc.

Z czego wynikało to, że w Bytomiu grałeś tak rzadko? Czułeś się słabszy od Szymona Sawali i Marka Bażika?

- Oprócz nich byli jeszcze na mojej pozycji Jacek Kuranty, Łukasz Tymiński, Tomek Nowak. Wydaje mi się, że ta kontuzja miała duży wpływ na to, że dostałem tak mało szans. Poleciałem z Polonią na obóz do Turcji, tam przez tydzień trenowałem indywidualnie, a potem wróciłem do Polski, podczas gdy koledzy byli tam trzy tygodnie. Do pełnych treningów wróciłem dopiero dwa tygodnie po inauguracji rundy wiosennej, która była wtedy bardzo krótka chyba z powodu mistrzostw świata. Było potem ciężko się przebić, zwłaszcza, że Polonia każdy mecz grała o byt.

Szansę dostałeś trzy kolejki przed końcem, w meczu z Lechem Poznań. Trener Szatałow wystawił też kilku innych rzadko grających piłkarzy, a po zakończeniu spotkania powiedział, że... nie pomylił się, że was nie wystawiał wcześniej...

- Mecz mi nie wyszedł. Zagrałem pierwsze 45 minut i straciliśmy w tym czasie trzy bramki. Pewnie trener miał rację, że nas nie wystawiał, aczkolwiek... ja mam troszkę inne odczucia. To jednak moja prywatna sprawa.

W Bytomiu straciłeś czas?

- Nie można tak powiedzieć. Byłem w końcu w klubie z ekstraklasy, trenowałem z lepszymi piłkarzami. Nawet mimo tego, że występowałem głównie w Młodej Ekstraklasie, to dosyć dużo zobaczyłem, nauczyłem się sporo. Mam raczej pozytywne odczucia. Po tym pół roku, wracając do Rzeszowa, stałem się lepszym piłkarzem.

Sezon po odejściu z Polonii, jako defensywny pomocnik, strzeliłeś 10 goli...

- To był jeden z moich bardziej udanych sezonów. Dołożyłem jeszcze parę asyst. Po powrocie z Bytomia nabrałem większej pewności siebie i bardzo dobrze się czułem.

Czujesz się teraz lepiej przygotowany do ekstraklasy?

- Wydaje mi się, że tak. Jestem troszkę starszy i wydaje mi się, że potrafię już troszeczkę więcej niż wcześniej. Mam nadzieję, że będę się cały czas rozwijał.

Jak na defensywnego pomocnika jesteś ewenementem, bo strzelasz dość dużo goli. Czy w przeszłości występowałeś jako napastnik?

- W juniorach trenerzy eksperymentują, więc grałem na różnych pozycjach. Chwilę grałem w ataku, ale wcale za dużo bramek nie strzelałem. Zdarzyło się też wystąpić na stoperze, czy lewej pomocy. Na początku w pierwszej drużynie Stali grałem też jako ofensywny pomocnik.

Jak w ogóle zacząłeś grać w piłkę?

- Odkąd zacząłem chodzić, grałem z braćmi, którzy są starsi ode mnie o dziewięć i osiem lat. A w Stali treningi zacząłem, gdy miałem 10 lat. Mogłem szybciej, ale to i tak sporo czasu.

Grałeś w jednym klubie z Michałem Gliwą, bramkarzem Polonii Warszawa, jednak to raczej rzadkość, by piłkarze z Podkarpacia przebijali się do ekstraklasy...

- Tak faktycznie jest. Bardzo mało zawodników z tamtego regionu trafia do wyższych lig. Szkolenie nie odbiega od reszty kraju, ale problemem Podkarpacia jest to, że najlepsze drużyny - Stal, Resovia, Stal Stalowa Wola - grają na poziomie II ligi. Młodzi zawodnicy wychowują się w takich zespołach, a jeżeli się wyróżniają, to mają problem z odejściem, co odczułem na własnej skórze.

Latem byłeś na testach w I-ligowej Arce Gdynia. Dlaczego tam nie wyszło?

- Już wtedy mogłem odejść ze Stali, ale niestety nie przekonałem do siebie trenera Petra Nemeca i wróciłem do Rzeszowa. W grudniu pojechałem do Bielska na testy i starałem się to tak poprowadzić, żebym tu trafił, co finalnie skończyło się podpisaniem przeze mnie kontraktu.

Na razie podpisałeś kontrakt, przeskoczyłeś o dwie ligi, wszystko układa się pięknie. Jednak na twojej pozycji są Dariusz Łatka, Matej Nather, Liad Elmalich, wciąż nie odszedł Piotr Koman. Nie obawiasz się, że powtórzy się sytuacja z Bytomia?

- Obawy zawsze są, ale bardzo dobrze, że jest taka rywalizacja. To dobrze wpływa na rozwój poszczególnych zawodników.

Sam trener Robert Kasperczyk przyznał, że nie jest na 100 procent pewny, że już teraz jesteś zawodnikiem na ekstraklasę. Co jeśli padłaby np. propozycja wypożyczenia?

- Ja też tego jeszcze nie wiem, nie lubię siebie oceniać. A jeśli będzie pomysł wypożyczenia mnie to wtedy zobaczę.

Jak zostałeś przyjęty w drużynie? Z kimś złapałeś szczególnie dobry kontakt?

- Wszystko przebiega pozytywnie, ale wiadomo, że najwięcej czasu spędziłem z nowymi zawodnikami. Jest jednak zgrana ekipa i każdy czuje się komfortowo. Z wszystkimi można porozmawiać.

Pojawia się czasem opinia, że dużo tracisz, gdy rywal gra przeciwko tobie ostro, agresywnie. Co o tym myślisz?

- Już w Stali słyszałem tę opinię. Dla mnie najważniejsze, co mówi trener, a nie jacyś tzw. fachowcy. Jeżeli trener mi powie, że tak jest, to będę się starał nad tym pracować. Ktoś pewnie miał jakiś powód, że taką opinię wygłosił.

Śledziłeś jesienią losy Podbeskidzia?

- Akurat miałem w domu Cyfrę+ i śledziłem ekstraklasę. W miarę byłem na bieżąco. Myślę, że mamy duże szanse na utrzymanie się. Jesienią Podbeskidzie pokazało prawdziwy charakter, było widać, że to poukładana drużyna.

Rozmawiał Michał Trela.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również