Wojciech Borecki: Podbeskidzie musi poprawić grę w destrukcji
20.08.2012
Jak pan ocenia grę Podbeskidzia w Białymstoku?
Wojciech Borecki: - Prawdę mówiąc, pierwsza połowa wyglądała bardzo optymistycznie. To chyba dawało sporą radość wszystkim bielszczanom. Ale te dwie zmiany, które zrobił trener Tomasz Hajto, czyli wpuszczenie Dawida Plizgi i Niki Dzalamidzego spowodowały, że jakość gry Jagiellonii się zwiększyła i gospodarze to wykorzystali. Te dwie roszady były decydujące dla całego spotkania. Mimo wszystko, jestem miło zaskoczony Podbeskidziem. Uważam, że gra ofensywna była na wysokim poziomie. Za to z grą w destrukcji będą chyba mieli trochę problemów... Grę tej formacji chyba trzeba będzie poprawić.
Pan - za czasów pracy w Podbeskidziu - chętnie sięgał po zawodników z niższych lig. Teraz w Bielsku-Białej uczyniono podobnie. Myśli pan, że to dobra droga?
- Jasne. To są wszędzie pożądane kierunki. Ja teraz przekonuję białostockich działaczy, żeby też obrali tę drogę. Często nie docenia się tych chłopaków, których ma się tuż pod nosem. Trzeba korzystać, próbować, dawać im szansę. Skauting musi być rozwinięty i trzeba szukać w okolicach kandydatów do gry w ekstraklasie. Teraz było sporo debiutantów z jednej i z drugiej strony. To jest kierunek. Zwłaszcza przy kłopotach finansowych, nie ma co wydawać pieniędzy pochopnie na jakieś nazwiska, tylko trzeba dać szansę młodzieży.
Wspomina pan o doradzaniu białostockim działaczom. Czy to oznacza, że pracuje pan obecnie gdzieś w okolicy?
- Mieszkam tu już praktycznie na stałe i pochodzę stąd. Nie ukrywam, że zwiążę się najprawdopodobniej pracą z Jagiellonią. Takie są plany.
Będzie pan trenerem?
- Nie, nie, tu nie chodzi o sprawy szkoleniowe. Bardziej miałbym pracować jako działacz. Tu pracowałem, tu zaczynałem grać...
Czy to oznacza, że trenera Boreckiego już w seniorskiej piłce nie zobaczymy?
- Tego nie wiem. Na razie interesuje mnie ta sprawa i chcę się poświęcić pracy organizacyjnej właśnie na terenie Białegostoku, dla Jagiellonii.
Rozmawiał Michał Trela.
Wojciech Borecki: - Prawdę mówiąc, pierwsza połowa wyglądała bardzo optymistycznie. To chyba dawało sporą radość wszystkim bielszczanom. Ale te dwie zmiany, które zrobił trener Tomasz Hajto, czyli wpuszczenie Dawida Plizgi i Niki Dzalamidzego spowodowały, że jakość gry Jagiellonii się zwiększyła i gospodarze to wykorzystali. Te dwie roszady były decydujące dla całego spotkania. Mimo wszystko, jestem miło zaskoczony Podbeskidziem. Uważam, że gra ofensywna była na wysokim poziomie. Za to z grą w destrukcji będą chyba mieli trochę problemów... Grę tej formacji chyba trzeba będzie poprawić.
Pan - za czasów pracy w Podbeskidziu - chętnie sięgał po zawodników z niższych lig. Teraz w Bielsku-Białej uczyniono podobnie. Myśli pan, że to dobra droga?
- Jasne. To są wszędzie pożądane kierunki. Ja teraz przekonuję białostockich działaczy, żeby też obrali tę drogę. Często nie docenia się tych chłopaków, których ma się tuż pod nosem. Trzeba korzystać, próbować, dawać im szansę. Skauting musi być rozwinięty i trzeba szukać w okolicach kandydatów do gry w ekstraklasie. Teraz było sporo debiutantów z jednej i z drugiej strony. To jest kierunek. Zwłaszcza przy kłopotach finansowych, nie ma co wydawać pieniędzy pochopnie na jakieś nazwiska, tylko trzeba dać szansę młodzieży.
Wspomina pan o doradzaniu białostockim działaczom. Czy to oznacza, że pracuje pan obecnie gdzieś w okolicy?
- Mieszkam tu już praktycznie na stałe i pochodzę stąd. Nie ukrywam, że zwiążę się najprawdopodobniej pracą z Jagiellonią. Takie są plany.
Będzie pan trenerem?
- Nie, nie, tu nie chodzi o sprawy szkoleniowe. Bardziej miałbym pracować jako działacz. Tu pracowałem, tu zaczynałem grać...
Czy to oznacza, że trenera Boreckiego już w seniorskiej piłce nie zobaczymy?
- Tego nie wiem. Na razie interesuje mnie ta sprawa i chcę się poświęcić pracy organizacyjnej właśnie na terenie Białegostoku, dla Jagiellonii.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa