Władysław Szypuła o kandydowaniu na prezesa, o Podbeskidziu, o PLP...
02.04.2012
Władysława Szypułę, wieloletniego działacza Podbeskidzia Bielsko-Biała, prezesa Piłkarskiej Ligi Polskiej i kandydata na szefa śląskiej piłki spotkaliśmy... na meczu IV ligi.
Prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej na meczu IV ligi to dość rzadka sytuacja. Skąd pana obecność na meczu MRKS Czechowice-Dziedzice - Rekord Bielsko-Biała?
Władysław Szypuła: - Cóż, I liga to nie wszystko. Czasem warto przyjść też na spotkanie IV ligi... Ale przyznaję, jest też druga strona. Nie ukrywam, że trochę pomagam kolegom z Czechowic poukładać sprawy w klubie. Myślę, że ta drużyna w następnym sezonie będzie grała o zupełnie inne cele niż utrzymanie...
A jeszcze niedawno była ciężka sytuacja. Zimą mówiło się, że klub może nie wystartować w rundzie wiosennej...
- Była ciężka sytuacja, ale w tej chwili wszystko już jest opanowane. Samo to, że przegrywają tylko 0-2 z wiceliderem IV ligi, który ma aspiracje na awans, pokazuje, że ci młodzi piłkarze będą coraz lepiej grali.
Pomaga pan w Czechowicach, pomaga również w Podbeskidziu? Czy ten etap jest już definitywnie zakończony?
- To zależy od obecnych władz Podbeskidzia. Ja w tej chwili mam inne priorytety. Dalej działam w Piłkarskiej Lidze Polskiej, w Wydziale Piłkarstwa Profesjonalnego i zadeklarowałem się, że startuję w wyborach na nowego prezesa Śląskiego Związku Piłki Nożnej. Te wybory odbywają się we wrześniu, ale już teraz decyduje się w podokręgach na Śląsku, w związku z tym trzeba się przygotowywać, rozmawiać, przedstawiać plany działania. Myślę, że spokojnie można będzie przystąpić do wyborów.
Ewentualny wybór na prezesa ŚZPN wiązałby się ze zrzeknięciem się przez pana posady prezesa PLP czy będzie pan te stanowiska łączył?
- Na to nie ma szans. My w tej chwili przekształcamy PLP w spółkę akcyjną i myślę, że we wrześniu ta spółka już powstanie z nowymi władzami, radą nadzorczą, prezesem. Po to ją tworzymy, aby w najbliższej przyszłości, a więc w sezonie 2013/2014, I liga z ekstraklasą połączyły się i tworzyły jeden organizm gospodarczy. Wtedy reprezentacja 34 klubów - a wkrótce, bo tak powinno być, 36 klubów, gdyż ekstraklasa będzie 18-zespołowa - będzie pokaźną siłą w rozmowach ze sponsorami, PZPN-em. Tak to powinno było funkcjonować od dawna, ale nie było do tego klimatu. W tej chwili ten klimat jest i wszystko powinno być niebawem poukładane.
Od kiedy planuje się utworzenie 18-zespołowej ekstraklasy?
- Jest zespół, który już w tej sprawie działa. Po sezonie 2013/2014 kończą się umowy telewizyjne ekstraklasy i I ligi i w tym momencie, kiedy będzie już wspólna reprezentacja, powinno dojść do poszerzenia. Tak jest w innych krajach.
Pan tematu Podbeskidzia unika, ale trudno przejść nad nim obojętnie. To była jednak niezwykła sytuacja, gdy z dnia na dzień człowiek od lat pracujący w tym klubie, odchodzi...
- To była moja decyzja. Podjąłem ją ze względu na to, że... we wrześniu złamałem rękę. Zresztą do dzisiaj mam z nią problemy i ją rehabilituję. Złożyłem rezygnację. Poza tym, przebywanie w klubie bez wpływu na żadne decyzje, byłoby tylko zajmowaniem miejsca. Jest spółka, jest nowy prezes, a klubowi życzę jak najlepiej. Zresztą na każdym meczu - czy to domowym, czy wyjazdowym - w tej rundzie jestem. Dalej się utożsamiam w jakiś sposób z Podbeskidziem.
Konfliktu z prezesem Markiem Glogazą więc nie było?
- Dlaczego jakiś konflikt? Zawsze ludzie dopisują sobie jakieś własne scenariusze i historyjki. Jeżeli klub będzie potrzebował mojej pomocy to na pewno się włączę. Nie ukrywam, że ten klub to moje „dziecko“.. Budowałem go od początku - z innymi kolegami - i bardzo mi zależy na tym, żeby Podbeskidzie grało w ekstraklasie. Szkoda tylko, że ostatni mecz tak słabo wyszedł.
Jak pan, jako osoba dobrze znająca związkowe realia, ocenia szanse Podbeskidzia na uzyskanie licencji na kolejny sezon?
- Obawiam się o tę licencję, ale nie chcę się wypowiadać na ten temat. Podobno są mądrzejsi ode mnie... Myślę, że „jakoś“ się uda i ta licencja w końcu będzie...
Ale niekoniecznie na stadion w Bielsku-Białej?
- To już pan redaktor powiedział... Ja rok temu miałem przygotowaną alternatywę i myślę, że władze klubu wiedzą, co robią, rezygnując z tej alternatywy. Jest jeszcze trochę czasu, bo w kwietniu będą sprawdzane dokumenty licencyjne. Myślę, że można jeszcze podjąć pewne działania, jeżeli będą konieczne...
Żeby było jaśniej - mówimy o sprawie rezerwowego stadionu, którego klub nie zdecydował się wpisać we wniosku licencyjnym?
- Tak, jeśli mówię o alternatywie, którą miałem przygotowaną, to chodzi o Wodzisław, który był wówczas dogadany. Wszystko było uzgodnione, choć byłem przekonany, że ostatecznie będziemy grać w Bielsku.
Jednak przyzna pan, że rezerwowy stadion zapewnia pewien spokój...
- Jest to jakieś bezpieczeństwo. Wie pan, my popełniliśmy rok temu jeden błąd. Trzeba było od razu, składając wniosek licencyjny, podać stadion zapasowy. Byłoby wtedy bardziej spokojnie. A tak, niepotrzebne nerwy, działania na ostatnią minutę. Nie ukrywam, że na załatwienie wszystkich umów w Wodzisławiu miałem tylko jeden dzień. Udało się, ale tych nerwów można było uniknąć. Obawialiśmy się, że coś nie wyjdzie. Prezydent miasta Wodzisławia zachował się super, więc mieliśmy wszystko poukładane w razie, gdybyśmy nie mogli grać w Bielsku.
Tymczasem Podbeskidzie drugi rok z rzędu robi to samo...
- To już jest wybór władz klubu. Nie chcę go komentować...
Rozmawiał Michał Trela.
Prezes Piłkarskiej Ligi Polskiej na meczu IV ligi to dość rzadka sytuacja. Skąd pana obecność na meczu MRKS Czechowice-Dziedzice - Rekord Bielsko-Biała?
Władysław Szypuła: - Cóż, I liga to nie wszystko. Czasem warto przyjść też na spotkanie IV ligi... Ale przyznaję, jest też druga strona. Nie ukrywam, że trochę pomagam kolegom z Czechowic poukładać sprawy w klubie. Myślę, że ta drużyna w następnym sezonie będzie grała o zupełnie inne cele niż utrzymanie...
A jeszcze niedawno była ciężka sytuacja. Zimą mówiło się, że klub może nie wystartować w rundzie wiosennej...- Była ciężka sytuacja, ale w tej chwili wszystko już jest opanowane. Samo to, że przegrywają tylko 0-2 z wiceliderem IV ligi, który ma aspiracje na awans, pokazuje, że ci młodzi piłkarze będą coraz lepiej grali.
Pomaga pan w Czechowicach, pomaga również w Podbeskidziu? Czy ten etap jest już definitywnie zakończony?
- To zależy od obecnych władz Podbeskidzia. Ja w tej chwili mam inne priorytety. Dalej działam w Piłkarskiej Lidze Polskiej, w Wydziale Piłkarstwa Profesjonalnego i zadeklarowałem się, że startuję w wyborach na nowego prezesa Śląskiego Związku Piłki Nożnej. Te wybory odbywają się we wrześniu, ale już teraz decyduje się w podokręgach na Śląsku, w związku z tym trzeba się przygotowywać, rozmawiać, przedstawiać plany działania. Myślę, że spokojnie można będzie przystąpić do wyborów.
Ewentualny wybór na prezesa ŚZPN wiązałby się ze zrzeknięciem się przez pana posady prezesa PLP czy będzie pan te stanowiska łączył?
- Na to nie ma szans. My w tej chwili przekształcamy PLP w spółkę akcyjną i myślę, że we wrześniu ta spółka już powstanie z nowymi władzami, radą nadzorczą, prezesem. Po to ją tworzymy, aby w najbliższej przyszłości, a więc w sezonie 2013/2014, I liga z ekstraklasą połączyły się i tworzyły jeden organizm gospodarczy. Wtedy reprezentacja 34 klubów - a wkrótce, bo tak powinno być, 36 klubów, gdyż ekstraklasa będzie 18-zespołowa - będzie pokaźną siłą w rozmowach ze sponsorami, PZPN-em. Tak to powinno było funkcjonować od dawna, ale nie było do tego klimatu. W tej chwili ten klimat jest i wszystko powinno być niebawem poukładane.
Od kiedy planuje się utworzenie 18-zespołowej ekstraklasy?
- Jest zespół, który już w tej sprawie działa. Po sezonie 2013/2014 kończą się umowy telewizyjne ekstraklasy i I ligi i w tym momencie, kiedy będzie już wspólna reprezentacja, powinno dojść do poszerzenia. Tak jest w innych krajach.
Pan tematu Podbeskidzia unika, ale trudno przejść nad nim obojętnie. To była jednak niezwykła sytuacja, gdy z dnia na dzień człowiek od lat pracujący w tym klubie, odchodzi...
- To była moja decyzja. Podjąłem ją ze względu na to, że... we wrześniu złamałem rękę. Zresztą do dzisiaj mam z nią problemy i ją rehabilituję. Złożyłem rezygnację. Poza tym, przebywanie w klubie bez wpływu na żadne decyzje, byłoby tylko zajmowaniem miejsca. Jest spółka, jest nowy prezes, a klubowi życzę jak najlepiej. Zresztą na każdym meczu - czy to domowym, czy wyjazdowym - w tej rundzie jestem. Dalej się utożsamiam w jakiś sposób z Podbeskidziem.
Konfliktu z prezesem Markiem Glogazą więc nie było?- Dlaczego jakiś konflikt? Zawsze ludzie dopisują sobie jakieś własne scenariusze i historyjki. Jeżeli klub będzie potrzebował mojej pomocy to na pewno się włączę. Nie ukrywam, że ten klub to moje „dziecko“.. Budowałem go od początku - z innymi kolegami - i bardzo mi zależy na tym, żeby Podbeskidzie grało w ekstraklasie. Szkoda tylko, że ostatni mecz tak słabo wyszedł.
Jak pan, jako osoba dobrze znająca związkowe realia, ocenia szanse Podbeskidzia na uzyskanie licencji na kolejny sezon?
- Obawiam się o tę licencję, ale nie chcę się wypowiadać na ten temat. Podobno są mądrzejsi ode mnie... Myślę, że „jakoś“ się uda i ta licencja w końcu będzie...
Ale niekoniecznie na stadion w Bielsku-Białej?
- To już pan redaktor powiedział... Ja rok temu miałem przygotowaną alternatywę i myślę, że władze klubu wiedzą, co robią, rezygnując z tej alternatywy. Jest jeszcze trochę czasu, bo w kwietniu będą sprawdzane dokumenty licencyjne. Myślę, że można jeszcze podjąć pewne działania, jeżeli będą konieczne...
Żeby było jaśniej - mówimy o sprawie rezerwowego stadionu, którego klub nie zdecydował się wpisać we wniosku licencyjnym?
- Tak, jeśli mówię o alternatywie, którą miałem przygotowaną, to chodzi o Wodzisław, który był wówczas dogadany. Wszystko było uzgodnione, choć byłem przekonany, że ostatecznie będziemy grać w Bielsku.
Jednak przyzna pan, że rezerwowy stadion zapewnia pewien spokój...
- Jest to jakieś bezpieczeństwo. Wie pan, my popełniliśmy rok temu jeden błąd. Trzeba było od razu, składając wniosek licencyjny, podać stadion zapasowy. Byłoby wtedy bardziej spokojnie. A tak, niepotrzebne nerwy, działania na ostatnią minutę. Nie ukrywam, że na załatwienie wszystkich umów w Wodzisławiu miałem tylko jeden dzień. Udało się, ale tych nerwów można było uniknąć. Obawialiśmy się, że coś nie wyjdzie. Prezydent miasta Wodzisławia zachował się super, więc mieliśmy wszystko poukładane w razie, gdybyśmy nie mogli grać w Bielsku.
Tymczasem Podbeskidzie drugi rok z rzędu robi to samo...
- To już jest wybór władz klubu. Nie chcę go komentować...
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa