Wisła - Rekord 5-1. Biało-zielone tło. Bielszczanie zmiażdżeni w Krakowie

02.03.2013
Koszmarny wieczór zawodników Rekordu Bielsko-Biała. W hitowym spotkaniu ekstraklasy futsalu, bielszczanie zostali zdemolowani pod Wawelem, ani przez moment realnie nie zagrażając Wiśle Kraków.
Rok temu spotkanie tych drużyn należałoby określić jako mecz na szczycie. Wówczas Wisła i Rekord nadawały ton lidze w fazie zasadniczej. Teraz sytuacja się zmieniła. Bielszczanie i krakowianie plasują się w środku stawki, ale to nie znaczy, że nie są wymieniani jako kandydaci do mistrzostwa Polski. A mecze między nimi nadal zachowały swoją wysoką temperaturę. Na spotkanie pod Wawelem mobilizowali się zwłaszcza bielscy kibice, których kilkunastoosobowa grupa pojawiła się w hali Wisły.

Niestety, "nie dojechali" zawodnicy Rekordu. Ledwo mecz się zaczął, a już Roman Vakhula dobił piłkę do pustej bramki po strzale jednego z kolegów. Minęło następne kilkaset sekund i krakowianie świetnie rozegrali rzut rożny, co skończyło się trafieniem Rafała Franza z najbliższej odległości. Paweł Kurowski, 20-letni bramkarz bielszczan, przeżywał bodaj najcięższą pierwszą połowę w dotychczasowej ekstraklasowej karierze. Choć przy żadnej z bramek specjalnie nie zawinił, do przerwy aż cztery razy musiał wyciągać piłkę z siatki. Pokonywali go jeszcze Frane Despotović i ponownie Franz. Zwłaszcza gol tego pierwszego mógł być frustrujący. Wojciech Łysoń miał idealną sytuację do zdobycia kontaktowej bramki, ale przekombinował, stracił piłkę i skończyło się to bramkową kontrą Wisły. To mógł być kluczowy moment meczu.

Ale trzeba szczerze powiedzieć, że Rekord nie był zwyczajnie zagrożeniem dla zawodników Błażeja Korczyńskiego. Bielszczanom bardzo ciężko przychodziło wypracowywanie bramkowych sytuacji, a gdy już się to udawało, zatrzymywał ich bezbłędny Bartłomiej Nawrat. Trener Andrea Bucciol czuł, że musi zaryzykować.

Od początku drugiej połowy zawodnicy z Cygańskiego Lasu grali z lotnym bramkarzem, którym był Piotr Szymura, ale znaczącej zmiany wyniku to nie przyniosło. Wprawdzie gospodarze - nogami Siergieja Zadorożnego - wbili piątą bramkę, ale gościom udało się nareszcie odpowiedzieć. Do siatki Nawrata trafił z najbliższej odległości Andrzej Szłapa, który przed meczem został uhonorowany koszulką Wisły przez jej prezesa Ludwika Mięttę-Mikołajewicza. To w ramach podziękowań za dwa lata spędzone w Krakowie.

Rekord miał już w tym sezonie gorsze wyniki, jak 2-7 z Remedium Pyskowice, ale wtedy wynik był gorszy niż gra. Dziś natomiast bielszczan kompletnie nie ma za co chwalić...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również