Wisła - Rekord 3-1. Nie ma mocnych na krakowian...

06.01.2012
To była oprawa godna szlagieru ekstraklasy futsalu. Pełna hala, głośny doping przez cały mecz, transmisja telewizyjna. Mimo to, zawodnicy Rekordu Bielsko-Biała nie będą dobrze wspominać wyjazdu pod Wawel...
Podobnie jak jesienią, również tym razem zawodnicy Andrei Bucciola wyszli na mecz bardzo spięci. Wisła grała wysokim pressingiem, a Rekord musiał się momentami rozpaczliwie ratować wybijaniem piłki na oślep do przodu. Możliwości rozegrania akcji również nie było. Krystian Brzenk, bramkarz bielszczan, rzucał piłkę "na aferę" pod bramkę Wisły i to stanowiło całe zagrożenie. Dopełnieniem tego nieudanego początku, była stracona bramka. Fatalny błąd pod własną bramką popełnił Łukasz Mentel, a Krzysztof Kusia, kapitan gospodarzy, podcinką w stylu Tomasza Frankowskiego dał liderowi prowadzenie.

Z każdą minutą wicelider zaczynał sobie jednak przypominać, dlatego tylko on dotychczas był w stanie zatrzymać "Białą Gwiazdę". Może nie grał jeszcze dobrze, ale już zaczynał stwarzać zagrożenie. Tak było chociażby w 14. minucie, gdy piłka po strzale świetnie grającego Pawła Budniaka, trafiła w Sebastiana Palarczyka i dzięki temu rykoszetowi omal nie wpadła do bramki.

W drugiej połowie Rekord zaczął przeważać, a jego gra coraz lepiej się kleiła. Było już widać, że rzeczywiście grają dwie najlepsze obecnie drużyny w Polsce. Wreszcie, przewaga została udokumentowana. Szybką wymianę piłek po przekątnej wykończył Tomasz Dura strzałem z ostrego kąta pod poprzeczkę.

To był moment, w którym gracze z Cygańskiego Lasu mogli śmiało wierzyć w zwycięstwu. Może hala nie ucichła, bo gol nie zrobił na niej specjalnego wrażenia, ale zawodnicy Wisły jakby oklapli. Bielszczanie mogli dołożyć drugiego gola. Zamiast tego... sami go stracili i to w sposób, który na pewno musi ich boleć. Roman Vakhuła uderzył po ziemi z dystansu, ten "szczur" przeszedł między nogami kilku zawodników, zaskoczył Brzenka i wpadł do siatki tuż obok słupka.

Gdy krakowianie na siedem minut przed końcem meczu rozklepali obronę bielszczan, a do pustej bramki trafił Marcin Czech, wiadomo było, że będzie bardzo ciężko o jakąkolwiek zdobycz punktową pod Wawelem. Cud - jak w pierwszym meczu tych drużyn - się nie zdarzył. Wisła pozostała jedyną niepokonaną drużyną i uciekła drugiemu w tabeli Rekordowi już na osiem punktów...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również