Widzew - Podbeskidzie 2-2. Zepsuty jubileusz. Kołodziej bohaterem!
01.05.2010
Spotkanie z Widzewem może być dla kibiców Podbeskidzia jednym, wielkim, 90-minutowym deja vu w stosunku do środowej potyczki z ŁKS-em. Przebieg gry był prawie dokładnie taki sam. Bielszczanie zaczęli ostro, zamknęli gospodarzy na ich połowie i nieustannie atakowali. Efekty przyniosło to bardzo szybko, bo już w pierwszym kwadransie. Indywidualną akcję przeprowadził Ndabenkulu Ncube, który niespodziewanie znalazł się w wyjściowej jedenastce. Zawodnik z Zimbabwe oddał nieprzyjemny strzał, Maciej Mielcarz zdołał odbić piłkę, ale z dobitką zdążył Sylwester Patejuk i zdobył sensacyjnego gola na otwarcie dla bielszczan.
Później też było podobnie do meczu z ŁKS-em. "Górale" oddali inicjatywę i grali dość niepewnie w obronie. Zemściło się to bardzo szybko. Najpierw Łukasz Ganowicz sfaulował w polu karnym Darvydasa Szernasa, a "jedenastkę" na bramkę zamienił Marcin Robak. Kilkanaście minut później ten sam zawodnik dołożył kolejne trafienie po dobrym dośrodkowaniu Krzysztofa Ostrowskiego. Trzeba zauważyć, że po raz wtóry nie popisali się defensorzy gości, którzy zostawili Robaka kompletnie bez krycia tuż przed bramką. To musiało się zemścić.
Druga połowa nie przyniosła kolosalnych zmian w sposobie gry. Obrona Podbeskidzia zaczęła grać trochę lepiej, ale akcje dalej rozgrywano długimi piłkami w kierunku Ncube. To nie mogło przynieść powodzenia. Od czego jest jednak Dariusz Kołodziej... Co z tego, że wszyscy w lidze wiedzą, że gdy on podchodzi do piłki, to może być groźnie, skoro kiedy dobrze trafi żaden bramkarz go nie zatrzyma? Dziewięć minut po wznowieniu gry "Kołek" huknął z 30 metrów. Strzał nie wyglądał na groźny, Mielcarz spokojnie czekał na odbicie piłki, ale... nie doczekał się. Futbolówka tuż przed nim gwałtownie obniżyła swój lot i wpadła do siatki! Przypomnijmy, że we wspomnianym meczu z ŁKS-em, wynik 2-2 również ustalił świetnym strzałem Kołodziej. Był to właściwie jedyny pozytywny akcent gry ofensywnej gry bielszczan w drugiej połowie. Cóż jednak z tego, gdy udało się wywieźć niezwykle cenne trzy punkty z jaskini lwa. O tym jak trudnym przeciwnikiem dla Widzewa byli bielszczanie, może świadczyć fakt, że bramkarz łodzian puścił w ciągu 90 minut tyle samo bramek, co w poprzednich jedenastu grach!
Później też było podobnie do meczu z ŁKS-em. "Górale" oddali inicjatywę i grali dość niepewnie w obronie. Zemściło się to bardzo szybko. Najpierw Łukasz Ganowicz sfaulował w polu karnym Darvydasa Szernasa, a "jedenastkę" na bramkę zamienił Marcin Robak. Kilkanaście minut później ten sam zawodnik dołożył kolejne trafienie po dobrym dośrodkowaniu Krzysztofa Ostrowskiego. Trzeba zauważyć, że po raz wtóry nie popisali się defensorzy gości, którzy zostawili Robaka kompletnie bez krycia tuż przed bramką. To musiało się zemścić.
Druga połowa nie przyniosła kolosalnych zmian w sposobie gry. Obrona Podbeskidzia zaczęła grać trochę lepiej, ale akcje dalej rozgrywano długimi piłkami w kierunku Ncube. To nie mogło przynieść powodzenia. Od czego jest jednak Dariusz Kołodziej... Co z tego, że wszyscy w lidze wiedzą, że gdy on podchodzi do piłki, to może być groźnie, skoro kiedy dobrze trafi żaden bramkarz go nie zatrzyma? Dziewięć minut po wznowieniu gry "Kołek" huknął z 30 metrów. Strzał nie wyglądał na groźny, Mielcarz spokojnie czekał na odbicie piłki, ale... nie doczekał się. Futbolówka tuż przed nim gwałtownie obniżyła swój lot i wpadła do siatki! Przypomnijmy, że we wspomnianym meczu z ŁKS-em, wynik 2-2 również ustalił świetnym strzałem Kołodziej. Był to właściwie jedyny pozytywny akcent gry ofensywnej gry bielszczan w drugiej połowie. Cóż jednak z tego, gdy udało się wywieźć niezwykle cenne trzy punkty z jaskini lwa. O tym jak trudnym przeciwnikiem dla Widzewa byli bielszczanie, może świadczyć fakt, że bramkarz łodzian puścił w ciągu 90 minut tyle samo bramek, co w poprzednich jedenastu grach!
Polecane
I liga