Węgrzy pytali o piłkarza z Tychów

25.08.2009
Dla piłkarzy GKS-u turniej na Węgrzech był szansą pokazania się na międzynarodowej arenie. W pełni ją wykorzystali. - O jednego to nawet wypytywali - uśmiecha się Grzegorz Morkis, trener tyszan.
Zawodnicy GKS-u wyprawę na Węgry mogą zaliczyć jako udaną. Wprawdzie zajęli ostatnie miejsce, ale mają powody do zadowolenia. - Walka jak równy z równym z rywalami z wysokiej półki może cieszyć - przyznaje Morkis. - Celem imprezy było nabranie doświadczenia, pokazanie się na międzynarodowej arenie. Taka lekcja jest bezcenna - dodaje.

Tyszanie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Już po pierwszym meczu zaskarbili sobie serca miejscowych kibiców, którzy głośno dopingowali ich w kolejnych spotkaniach. - Przeciwko Węgrom do przerwy był remis. Niestety, później wyszło zmęczenie po 11-godzinnej podróży. Mimo tego otrzymaliśmy od nich spore brawa - cieszy się szkoleniowiec. Drugi pojedynek z mistrzem Chorwacji był minimalnie przegrany. Na zakończenie GKS zremisował ze zwycięzcą całego turnieju - mistrzem Rumunii - a był blisko wygranej. W ostatnich sekundach Piotr Myszor nie wykorzystał przedłużonego rzutu karnego.

- Szkoda, bo byłaby sensacja. Trzeba jednak bardzo pochwalić Piotrka. Strzelił w sumie cztery bramki. Obserwujący jego grę, działacze węgierscy wypytywali o niego - uśmiecha się Morkis. Czy w Tychach wyrasta nowy lider zespołu i "dziura” po Michale Słoninie, który odszedł do Cleareksu Chorzów zostanie szybko "zapchana”?
autor: Mariusz Polak

Przeczytaj również