Warta - Podbeskidzie 1-1. "Górali" znów uratował rezerwowy
15.05.2011
Zdarzenie
Była 78. minuta gdy Marek Sokołowski zagrał mięciutką, prostopadłą piłkę w pole karne. Na klatkę piersiową przyjął ją Sylwester Patejuk i, mimo asysty obrońcy, wbiegł w "szesnastkę" i wślizgiem skierował futbolówkę do bramki, ratując bielszczan przed porażką.
Bohater
Sylwester Patejuk. Znów rezerwowy wpuszczony na boisko przez Roberta Kasperczyka odmienił wynik spotkania. Napastnik był aktywny od samego początku drugiej połowy, gdy zmienił bezbarwnego Dariusza Kołodzieja, ale co najważniejsze zdobył jedynego gola dla Podbeskidzia.
Rozczarowanie
Gra wicelidera I ligi. Choć remis na boisku najlepszej drużyny rundy wiosennej nie jest złym wynikiem, to "Górale" wciąż nie grają tak, jak wszystkich do tego przyzwyczaili. Na pewno nie można powiedzieć, że dołek jest już za nimi, bowiem Podbeskidzie gra falami, zrywami.
Co ciekawego
- Do gry miał dziś wrócić Sławomir Cienciała, kapitan "Górali". Prawy obrońca był zgłoszony do składu meczowego, ale na rozgrzewce szybciej podbiegł do piłki i naderwał mięsień dwugłowy uda. Zastąpił go Marek Sokołowski.
- W bardzo bezbarwnej pierwszej połowie najlepszą sytuację stworzył zespół gospodarzy. Łukasz Białożyt wykorzystał postawę obrońców Podbeskidzia i pięknie uderzył zza pola karnego. Trafił w słupek...
- Natomiast po przerwie do roboty wzięło się Podbeskidzie. Piękny rajd lewą stroną przeprowadził Piotr Malinowski, który dograł do Roberta Demjana, a ten z półobrotu trafił do siatki. Sędzia asystent odgwizdał jednak minimalnego spalonego.
- Choć mecz oglądało około sześciu tysięcy widzów, to na stadionie było tak cicho, że najmocniej było słychać... nerwowe krzyki Roberta Kasperczyka, który żywiołowo instruował swoich piłkarzy.
- "Górale" drugi raz tej wiosny grali na stadionie przy Bułgarskiej w Poznaniu. Wcześniej zremisowali z Lechem również 1-1, także strzelając gola w ostatnich minutach. Co więcej, Patejuk trafił dziś do tej samej bramki, co wtedy Adam Cieśliński.
- Warta strzeliła gola po olbrzymim zamieszaniu w polu karnym. Bartłomiej Konieczny wybijał piłkę "szczupakiem", jednak trafił w stojącego kilka metrów przed nim Alaina Ngamayamę, a Zbigniew Zakrzewski z bliska uprzedził Richarda Zajaca.
Była 78. minuta gdy Marek Sokołowski zagrał mięciutką, prostopadłą piłkę w pole karne. Na klatkę piersiową przyjął ją Sylwester Patejuk i, mimo asysty obrońcy, wbiegł w "szesnastkę" i wślizgiem skierował futbolówkę do bramki, ratując bielszczan przed porażką.
Bohater
Sylwester Patejuk. Znów rezerwowy wpuszczony na boisko przez Roberta Kasperczyka odmienił wynik spotkania. Napastnik był aktywny od samego początku drugiej połowy, gdy zmienił bezbarwnego Dariusza Kołodzieja, ale co najważniejsze zdobył jedynego gola dla Podbeskidzia.
Rozczarowanie
Gra wicelidera I ligi. Choć remis na boisku najlepszej drużyny rundy wiosennej nie jest złym wynikiem, to "Górale" wciąż nie grają tak, jak wszystkich do tego przyzwyczaili. Na pewno nie można powiedzieć, że dołek jest już za nimi, bowiem Podbeskidzie gra falami, zrywami.
Co ciekawego
- Do gry miał dziś wrócić Sławomir Cienciała, kapitan "Górali". Prawy obrońca był zgłoszony do składu meczowego, ale na rozgrzewce szybciej podbiegł do piłki i naderwał mięsień dwugłowy uda. Zastąpił go Marek Sokołowski.
- W bardzo bezbarwnej pierwszej połowie najlepszą sytuację stworzył zespół gospodarzy. Łukasz Białożyt wykorzystał postawę obrońców Podbeskidzia i pięknie uderzył zza pola karnego. Trafił w słupek...
- Natomiast po przerwie do roboty wzięło się Podbeskidzie. Piękny rajd lewą stroną przeprowadził Piotr Malinowski, który dograł do Roberta Demjana, a ten z półobrotu trafił do siatki. Sędzia asystent odgwizdał jednak minimalnego spalonego.
- Choć mecz oglądało około sześciu tysięcy widzów, to na stadionie było tak cicho, że najmocniej było słychać... nerwowe krzyki Roberta Kasperczyka, który żywiołowo instruował swoich piłkarzy.
- "Górale" drugi raz tej wiosny grali na stadionie przy Bułgarskiej w Poznaniu. Wcześniej zremisowali z Lechem również 1-1, także strzelając gola w ostatnich minutach. Co więcej, Patejuk trafił dziś do tej samej bramki, co wtedy Adam Cieśliński.
- Warta strzeliła gola po olbrzymim zamieszaniu w polu karnym. Bartłomiej Konieczny wybijał piłkę "szczupakiem", jednak trafił w stojącego kilka metrów przed nim Alaina Ngamayamę, a Zbigniew Zakrzewski z bliska uprzedził Richarda Zajaca.
Polecane
I liga