W Tychach był gwiazdą, w Bielsku-Białej zaczął... jak zwykle

23.03.2011
Był najlepszym strzelcem GKS-u Tychy w rundzie jesiennej. W zimowych sparingach Podbeskidzia strzelał gola za golem. Przyszła jednak liga i znów gra Krzysztof Zaremba sprzed serii wypożyczeń.
Może gdyby grał od pierwszej minuty, wszystko wyglądałoby inaczej. Może gdyby poczuł, że jest najważniejszym zawodnikiem w drużynie i wszyscy na niego liczą, zacząłby grać na miarę oczekiwań. Trudno jednak liczyć na to, by trener Robert Kasperczyk posadził na ławce najskuteczniejszy duet napastników w lidze - Adama Cieślińskiego i Roberta Demjana. Już samo to, że Zaremba chyba wygrywa rywalizację o miano trzeciego napastnika Podbeskidzia z Sylwestrem Patejukiem, to duże zaskoczenie.

W Bielsku-Białej wychowanek Cisu Jaszczurowa ma bardziej pod górkę niż jakikolwiek inny zawodnik. Każdy nowy piłkarz Podbeskidzia wchodzi na boisko z czystą kartą, kibice nie mają wyrobionej opinii na jego temat. Zaremba natomiast musi zmagać się ze zmienieniem jednoznacznie niekorzystnego zdania kibiców. Nie ma co się temu dziwić, wszak za trenera Marcina Brosza spisywał się fatalnie. Kulminacją było zdjęcie go z boiska w ostatnim meczu sezonu 2008/2009 ze Zniczem Pruszków, na które trybuny odpowiedziały radością niemal jak po zdobytej bramce.

To musi siedzieć w psychice zawodnika. Jeśli chce grać od pierwszej minuty, musi się dobrze pokazać, wchodząc na końcówki spotkań. A na początku rundy bardzo pracuje raczej na to, by już nigdy na bielskim stadionie nie zagrać. Mimo pokaźnego wzrostu, niemal nie wygrywa pojedynków główkowych, zamiast tego bezsensownie taranuje rywali, nie będąc nawet zainteresowany piłką. Kilkakrotnie miał olbrzymie problemy z poprawnym przyjęciem w sytuacji, gdy w pobliżu nie było rywali. Takie wejścia, jak to w ostatnim meczu z Termalicą Nieciecza, mogą sprawić, że Zaremba prędko z ławki się nie podniesie. Bo tęsknotę za Sylwestrem Patejukiem już udało się wywołać.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również