W Podbeskidziu zmienił się kapitan, jednak trener nadal ufa staremu
21.01.2012
Sławomir Cienciała, który przez ostatnie lata od odejścia Łukasza Merdy do Cracovii, był kapitanem Podbeskidzia Bielsko-Biała, w pierwszej fazie sezonu również regularnie nosił na ramieniu opaskę. Po 10. kolejce i przegranym meczu ze Śląskiem we Wrocławiu nie pojawił się już jednak na boisku. Prawy obrońca spisywał się jednak co najwyżej przeciętnie, a Podbeskidzie ani razu nie wygrało meczu, w którym grał od 1. minuty. Ze składu wygryzł go Marek Sokołowski, który nosił również opaskę kapitana.
- Sławek jest jednym z zawodników, którzy wiedzą, o co grają na wiosnę. Wstępna weryfikacja kilku piłkarzy nastąpiła już jesienią, bo ekstraklasa rządzi się swoimi prawami, a poprzeczka jest zawieszona o wiele wyżej niż w I lidze. Jestem przekonany, że ci chłopcy, którzy mają coś do udowodnienia sobie - a do nich na pewno należy Sławek - mocno "podgonią kota" tym, którzy grali jesienią. Patrzę na ich pracę, podejście do obowiązków, to jak się przejmują i wygląda to bardzo korzystnie - chwali trener Robert Kasperczyk.
- Ciężko jednak, by funkcję kapitana pełnił ktoś, kto nie gra. Sławek stracił miejsce w zespole i wiadomo, że trzeba znaleźć następnego. Ja miałem różne sytuacje w poprzednich klubach. Czasem wybierał trener, czasem były wybory, a szkoleniowiec musiał zaakceptować wolę zawodników. Ja jednak uznałem, że w trakcie sezonu nie ma co się bawić w demokratyczne głosowania i podjąłem decyzję suwerennie. Poznałem już wcześniej charakter Marka Sokołowskiego, a spore znaczenie miały także fakty, że jest wychowankiem klubu, ma bardzo duże doświadczenie, świetnie motywuje zawodników i spełnia zadania w 100-procentach. Na dziś - nominalnie - to on jest kapitanem - tłumaczy szkoleniowiec bielszczan.
Nie oznacza to jednak, że trener przestał ufać Cienciale. - Wszystko zależy od tego, kto będzie grał. Hipotetycznie, może się zdarzyć taka sytuacja, że nie będzie grał żaden. Jeżeli zagrają obaj, nie będę się wtrącał i zostawię w ich gestii, kto wyjdzie z opaską na ramieniu. Mam do nich takie samo zaufanie - kończy Robert Kasperczyk.
- Sławek jest jednym z zawodników, którzy wiedzą, o co grają na wiosnę. Wstępna weryfikacja kilku piłkarzy nastąpiła już jesienią, bo ekstraklasa rządzi się swoimi prawami, a poprzeczka jest zawieszona o wiele wyżej niż w I lidze. Jestem przekonany, że ci chłopcy, którzy mają coś do udowodnienia sobie - a do nich na pewno należy Sławek - mocno "podgonią kota" tym, którzy grali jesienią. Patrzę na ich pracę, podejście do obowiązków, to jak się przejmują i wygląda to bardzo korzystnie - chwali trener Robert Kasperczyk.
- Ciężko jednak, by funkcję kapitana pełnił ktoś, kto nie gra. Sławek stracił miejsce w zespole i wiadomo, że trzeba znaleźć następnego. Ja miałem różne sytuacje w poprzednich klubach. Czasem wybierał trener, czasem były wybory, a szkoleniowiec musiał zaakceptować wolę zawodników. Ja jednak uznałem, że w trakcie sezonu nie ma co się bawić w demokratyczne głosowania i podjąłem decyzję suwerennie. Poznałem już wcześniej charakter Marka Sokołowskiego, a spore znaczenie miały także fakty, że jest wychowankiem klubu, ma bardzo duże doświadczenie, świetnie motywuje zawodników i spełnia zadania w 100-procentach. Na dziś - nominalnie - to on jest kapitanem - tłumaczy szkoleniowiec bielszczan.
Nie oznacza to jednak, że trener przestał ufać Cienciale. - Wszystko zależy od tego, kto będzie grał. Hipotetycznie, może się zdarzyć taka sytuacja, że nie będzie grał żaden. Jeżeli zagrają obaj, nie będę się wtrącał i zostawię w ich gestii, kto wyjdzie z opaską na ramieniu. Mam do nich takie samo zaufanie - kończy Robert Kasperczyk.
Polecane
Ekstraklasa