"W domach chodzą jak w zegarku, a na stadion przyjdą się powyżywać"

27.07.2009
Piotr Rocki został po zakończeniu sobotniego sparingu z Polonią zmieszany z błotem przez grupę fanów z Bytomia. - Takich ludzi kibicami nazwać po prostu nie można - mówi zawodnik Podbeskidzia.
Zawodowy piłkarz musi godzić się z tym, że w każdej chwili mogą go spotkać zaczepki ze strony kibiców innych drużyn. Ale choć takie sytuacje są na porządku dziennym, to jednak wciąż budzą niesmak. Zwłaszcza jeśli prowokatorzy robią to dla rozrywki... W sobotę ofiarą obelg ze strony grupki - ponoć pijanych - sympatyków Polonii Bytom stał się Piotr Rocki, gracz Podbeskidzia Bielsko-Biała. Do zdarzenia doszło po zakończeniu sparingu między obiema jedenastkami.

Nietrudno się domyśleć, że popularny "Rocky" musiał wysłuchiwać pod swoim adresem bardzo mocnych słów. - Jestem przyzwyczajony do takich "akcji" ludzi, których fanami futbolu nazwać po prostu nie sposób - mówi 35-letni zawodnik. - U siebie w domach chodzą pewnie jak w zegarku. Powyżywać się mogą dopiero na stadionie. Gdyby jeszcze mieli jakieś powody dla swojej agresji... Nie jest chyba takim to, że ja czy Rafał Jarosz jesteśmy łysi - podkreśla Rocki.

"Dostało" mu się również za to, że bronił ostatnio barw warszawskiej Legii. - Nigdy nie ukrywałem, że chcę zagrać w koszulce klubu z Łazienkowskiej. Nie mam zamiaru się teraz tego wypierać - dodaje doświadczony piłkarz. Jak zareagował na wspomniany atak na swoją osobę? Wersji jest kilka, jednak żadnej z nich nie udało się nam w 100 procentach potwierdzić. Żaden z postronnych obserwatorów tego zajścia bowiem nie widział.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również