„Utrzymanie Podbeskidzia? Już zrealizowane”
16.05.2014
Na wstępie komentarza znany dziennikarz sportowy odnosi się do osoby trenera Leszka Ojrzyńskiego, któremu bardzo zależało na odniesieniu zwycięstwa w Kielcach, gdzie pracował przed przyjściem do Podbeskidzia. – Trenerowi Leszkowi Ojrzyńskiemu tak bardzo zależało na wygranej na „starych śmieciach”, gdzie jeszcze latem pożegnano się z nim wcale nie ze względu na słaby start do rundy jesiennej. I gdzie – tak czytam między wierszami przeprowadzonych z nim wywiadów – pewnie chciałby wrócić. Może nawet po wykonanej misji utrzymania „Górali” w elicie, co w mojej opinii – podtrzymuję tu zdanie sprzed tygodnia – jest już zrealizowane, choć oczywiście jeszcze nie „matematycznie” – pisze Bożydar Iwanow, który dodaje, iż władze kieleckiego klubu nie podjęły jeszcze decyzji w kwestii dalszej współpracy z obecnym szkoleniowcem Juanem Jose Rojo Martinem, a Ojrzyński wcale nie jest numerem jeden na liście trenerów mogących zastąpić Hiszpana.
Znacząca część felietonu odnosi się stricte do piłkarskich wydarzeń na boisku w Kielcach. – Pierwsze pół godziny niedzielnego meczu w Kielcach było w wykonaniu „Górali” fantastyczne. Wysoki, agresywny pressing, sporo odbiorów, przechwytów, dobrego podejścia pod przeciwnika, który gubił się oddając piłkę lub wybijając ją na auty. Po przerwie Ojrzyński zareagował „ofensywnie”. Chciał wygrać mecz, więc za Łatkę wprowadził Mateusza Stąporskiego, który przecież jest wypożyczony z Korony i też miał coś do udowodnienia tym, którzy w Kielcach go już nie chcieli – do zespołu zimą 2013 roku ściągał go... Ojrzyński. To był świetny ruch piłkarsko-psychologiczny. „Stąpor” zdobył przecież swą pierwszą w Ekstraklasie bramkę, a trzeba zaznaczyć, że w meczowej kadrze zjawił się po dość długiej, bo trwającej od meczu z Cracovią przerwie. W osiemnastce nie było go zatem od pięciu kolejek – wyjaśnia Iwanow.
O porażce „Górali” zdecydowały ostatnie minuty meczu i indywidualne błędy defensorów w tym fragmencie potyczki. – Żałować można tylko, że zespół po golu na 2-1 zapomniał, że to nie koniec. A po czerwonej kartce dla Radka Dejmka zamiast grać to samo, co na początku i dobić przeciwnika, zaprosił go na swoją połowę. Przepuszczenie piłki przez uchylenie głowy (!) Błażeja Telichowskiego, co otworzyło drogę do bramki Jackowi Kiełbowi, a szczególnie brak „pokrycia” Pavola Stano przy rzucie wolnym (przez Bartłomieja Koniecznego?) musiały Ojrzyńskiego bardzo zaboleć – czytamy.
Cały felieton Bożydara Iwanowa na łamach SportoweBeskidy.pl.
Znacząca część felietonu odnosi się stricte do piłkarskich wydarzeń na boisku w Kielcach. – Pierwsze pół godziny niedzielnego meczu w Kielcach było w wykonaniu „Górali” fantastyczne. Wysoki, agresywny pressing, sporo odbiorów, przechwytów, dobrego podejścia pod przeciwnika, który gubił się oddając piłkę lub wybijając ją na auty. Po przerwie Ojrzyński zareagował „ofensywnie”. Chciał wygrać mecz, więc za Łatkę wprowadził Mateusza Stąporskiego, który przecież jest wypożyczony z Korony i też miał coś do udowodnienia tym, którzy w Kielcach go już nie chcieli – do zespołu zimą 2013 roku ściągał go... Ojrzyński. To był świetny ruch piłkarsko-psychologiczny. „Stąpor” zdobył przecież swą pierwszą w Ekstraklasie bramkę, a trzeba zaznaczyć, że w meczowej kadrze zjawił się po dość długiej, bo trwającej od meczu z Cracovią przerwie. W osiemnastce nie było go zatem od pięciu kolejek – wyjaśnia Iwanow.
O porażce „Górali” zdecydowały ostatnie minuty meczu i indywidualne błędy defensorów w tym fragmencie potyczki. – Żałować można tylko, że zespół po golu na 2-1 zapomniał, że to nie koniec. A po czerwonej kartce dla Radka Dejmka zamiast grać to samo, co na początku i dobić przeciwnika, zaprosił go na swoją połowę. Przepuszczenie piłki przez uchylenie głowy (!) Błażeja Telichowskiego, co otworzyło drogę do bramki Jackowi Kiełbowi, a szczególnie brak „pokrycia” Pavola Stano przy rzucie wolnym (przez Bartłomieja Koniecznego?) musiały Ojrzyńskiego bardzo zaboleć – czytamy.
Cały felieton Bożydara Iwanowa na łamach SportoweBeskidy.pl.
Polecane
Ekstraklasa