Tyszanie walczyli na... 140 procent, więc w klubie nie będzie rewolucji

29.10.2009
- Nie ma mowy o żadnym ciśnieniu i nie zanosi się na rewolucję - Grzegorz Morkis, trener GKS-u Tychy, zachowuje stoicki spokój, mimo, że jego gracze zaliczyli wyraźny falstart.
Sześć kolejek, jedno zwycięstwo i tylko pięć punktów. Nie takiego początku ekstraklasy spodziewali się kibice GKS-u Tychy. Skąd taka zadyszka już na starcie ligi? - Przez ostatnie trzy lata, tyscy piłkarze prezentowali się znacznie bardziej agresywnie. Być może zawodnicy, którzy wzmocnili klub przed sezonem, nie do końca połapali nasz styl gry? - zastanawia się Grzegorz Morkis, trener GKS-u. - Choć muszę zaznaczyć, że ostatnio widzę już znaczną poprawę - dodaje.

Szkoda przede wszystkim porażki z TPH Polkowice i horroru w Bielsku-Białej. Przypomnijmy, że GKS prowadził z Rekordem już 4-0, ale kompletu "oczek" nie wywiózł. - Nikt, kto nie widział tego meczu, nie uwierzyłby w taki obrót sprawy. Tymczasem nam się to "udało" - kręci głową Morkis.

W tunelu widać jednak światełko. I paradoksalnie, pojawiło się ono po kolejnej porażce. - W pojedynku z mistrzem Polski, Hurtapem Łęczyca, piłkarze zagrali już "z zębem" i odpowiednią wolą walki. Można powiedzieć, że walczyli na... 140 procent - uśmiecha się szkoleniowiec. - W zespole nie ma mowy o żadnym ciśnieniu i nie zanosi się na rewolucję. Po tym, co zobaczyłem w miniony weekend, jestem spokojny o naszą przyszłość - podkreśla Grzegorz Morkis.
autor: Krzysztof Dębowski

Przeczytaj również