"Trenerski" zespół Podbeskidzia. "Ale na boisku mamy jednego szefa"
26.09.2012
W najbliższym czasie z pracą w nowej szkółce rusza Marek Sokołowski, kapitan Podbeskidzia. Do Bielska-Białej zawędrował ogólnoświatowy projekt piłkarskich akademii pod szyldem Football Academy. Skierowany jest on już do dzieci, które ukończyły 4. rok życia i jest wzorowany na rozwiązaniach stosowanych w Anglii a także w Ajaksie Amsterdam. Chodzi o to, by najmłodsi dobrze się bawili poprzez aktywność ruchową. Bielską twarzą przedsięwzięcia ma być Marek Sokołowski.
- Będę się starał w miarę możliwości prowadzić zajęcia z tymi dziećmi - mówi kapitan bielskiego klubu. - Jest to skierowane dla dzieci od lat czterech, więc nie stanowi to dla nikogo konkurencji, bowiem wszyscy zaczynają w Bielsku nabory później. Jeżeli dzieci chciałyby później chodzić do SMS-u Podbeskidzie, to będziemy je do tego zachęcać - przyznaje "Sokół". Pierwsze zajęcia odbędą się 1 października o godzinie 17:00 w hali Szkoły Podstawowej nr 37 na Osiedlu Karpackim w Bielsku-Białej. Chęć udziału w zajęciach zapowiedział także Konieczny, który ma już doświadczenie w pracy z dziećmi.
- Trenowałem młodzież z rocznika 2002 w Podbeskidziu. Prowadziłem tę grupę przez dwa lata, ale teraz ten rocznik przeszedł już do szkoły mistrzostwa sportowego. Moje kompetencje tam nie sięgają, bowiem trzeba mieć do tego wykształcenie pedagogiczne, więc musiałem opuścić moją grupę na rzecz Darka Drewniaka. Teraz zresztą jestem nieczynny, leczę kontuzję i czekam na zdrowie - tłumaczy.
Czy obaj obrońcy "Górali" wiążą przyszłość z prowadzeniem młodzieży? Obaj tego nie wykluczają. - Na razie jestem czynnym zawodnikiem, chcę jeszcze trochę pograć, więc nie będę się angażował w coś, na co nie starczy mi czasu. Na razie jest to hobbystyczne, po zakończeniu kariery może zastanowię się nad tym poważniej. Mam po prostu chęć zrobienia czegoś dla tych najmłodszych dzieci. To naprawdę bardzo profesjonalna szkółka, ze świetnym sprzętem, a przydałoby się przecież więcej wychowanków w klubach. Trzeba ich uczyć od podstaw - mówi Sokołowski, który sam jest jednym z nielicznych bielszczan, którzy przebili się do ekstraklasy.
W podobnym tonie wypowiada się Konieczny. - Póki co jestem piłkarzem i całą pasję poświęcam temu. Teraz praca z dziećmi zajmowała około trzech godzin tygodniowo. To nie jest na tyle dużo, żeby nie było na to czasu, czy chęci. Praca z najmłodszymi daje dużo frajdy, a też dla tych chłopaków to fajne przeżycie, że mogą słuchać piłkarza, który jest jakimś ich idolem, w którego są wpatrzeni na meczach, a nie anonimowego człowieka. Korzyść jest więc obopólna - podkreśla środkowy obrońca.
Sokołowski i Konieczny nie są jedynymi, którzy mają jakieś pojęcie o trenerce. - Z tego co wiem, Jurek Danczik i Richard Zajac też mają zrobione jakieś uprawnienia trenerskie na Słowacji. Czy to pomaga na boisku? Może tak, ale zawsze mamy jednego trenera i to jego należy słuchać, bo jest naszym szefem. Nie mamy prawa realizować tego, co mamy w głowach. Jakby grało 11 trenerów, a do tego kolejny dyrygowałby z ławki, to byłby niezły kogel-mogel. To, co teraz wiemy, możemy wykorzystać jedynie w przyszłości, jeśli sami zostaniemy trenerami - kończy stoper bielszczan.
- Będę się starał w miarę możliwości prowadzić zajęcia z tymi dziećmi - mówi kapitan bielskiego klubu. - Jest to skierowane dla dzieci od lat czterech, więc nie stanowi to dla nikogo konkurencji, bowiem wszyscy zaczynają w Bielsku nabory później. Jeżeli dzieci chciałyby później chodzić do SMS-u Podbeskidzie, to będziemy je do tego zachęcać - przyznaje "Sokół". Pierwsze zajęcia odbędą się 1 października o godzinie 17:00 w hali Szkoły Podstawowej nr 37 na Osiedlu Karpackim w Bielsku-Białej. Chęć udziału w zajęciach zapowiedział także Konieczny, który ma już doświadczenie w pracy z dziećmi.
- Trenowałem młodzież z rocznika 2002 w Podbeskidziu. Prowadziłem tę grupę przez dwa lata, ale teraz ten rocznik przeszedł już do szkoły mistrzostwa sportowego. Moje kompetencje tam nie sięgają, bowiem trzeba mieć do tego wykształcenie pedagogiczne, więc musiałem opuścić moją grupę na rzecz Darka Drewniaka. Teraz zresztą jestem nieczynny, leczę kontuzję i czekam na zdrowie - tłumaczy.
Czy obaj obrońcy "Górali" wiążą przyszłość z prowadzeniem młodzieży? Obaj tego nie wykluczają. - Na razie jestem czynnym zawodnikiem, chcę jeszcze trochę pograć, więc nie będę się angażował w coś, na co nie starczy mi czasu. Na razie jest to hobbystyczne, po zakończeniu kariery może zastanowię się nad tym poważniej. Mam po prostu chęć zrobienia czegoś dla tych najmłodszych dzieci. To naprawdę bardzo profesjonalna szkółka, ze świetnym sprzętem, a przydałoby się przecież więcej wychowanków w klubach. Trzeba ich uczyć od podstaw - mówi Sokołowski, który sam jest jednym z nielicznych bielszczan, którzy przebili się do ekstraklasy.W podobnym tonie wypowiada się Konieczny. - Póki co jestem piłkarzem i całą pasję poświęcam temu. Teraz praca z dziećmi zajmowała około trzech godzin tygodniowo. To nie jest na tyle dużo, żeby nie było na to czasu, czy chęci. Praca z najmłodszymi daje dużo frajdy, a też dla tych chłopaków to fajne przeżycie, że mogą słuchać piłkarza, który jest jakimś ich idolem, w którego są wpatrzeni na meczach, a nie anonimowego człowieka. Korzyść jest więc obopólna - podkreśla środkowy obrońca.
Sokołowski i Konieczny nie są jedynymi, którzy mają jakieś pojęcie o trenerce. - Z tego co wiem, Jurek Danczik i Richard Zajac też mają zrobione jakieś uprawnienia trenerskie na Słowacji. Czy to pomaga na boisku? Może tak, ale zawsze mamy jednego trenera i to jego należy słuchać, bo jest naszym szefem. Nie mamy prawa realizować tego, co mamy w głowach. Jakby grało 11 trenerów, a do tego kolejny dyrygowałby z ławki, to byłby niezły kogel-mogel. To, co teraz wiemy, możemy wykorzystać jedynie w przyszłości, jeśli sami zostaniemy trenerami - kończy stoper bielszczan.
Polecane
Ekstraklasa