Trener Ruchu: Nie będziemy podpisywać się pod ich chamstwem

26.01.2011
- Decyzji Ruchu nie chcę komentować, bo ja też mógłbym naliczyć bardzo wiele przypadków, w których goście ostro atakowali moich zawodników - stwierdził Robert Kasperczyk, trener "Górali".
- Nie będziemy się podpisywać pod chamstwem Podbeskidzia. Ja przygotowuję zespół do sezonu, nie mogę pozwolić na tak ostrą grę rywali - grzmiał Waldemar Fornalik, trener "Niebieskich".

Niektórzy z chorzowian twierdzili, że bielszczanom brakowało umiejętności czysto piłkarskich i dlatego braki próbowali nadrabiać brutalną grą. - Uznaliśmy, że kontynuowanie meczu grozi kontuzjami, dlatego zdecydowaliśmy się opuścić boisko. Myślę, że to słuszna decyzja - mówił Łukasz Janoszka. A wszystko przez niezwykłą sytuację, do której doszło w 60. minucie. Jeden z graczy "Niebieskich" ostro zaatakował nogi Damiana Chmiela w polu karnym. Choć piłkarz bielszczan wyraźnie cierpiał, sędzia Tomasz Wajda nie przerwał gry, a Arkadiusz Piech, mimo nawoływań rywali i kolegów z drużyny, nie wybił piłki, tylko pognał z nią w kierunku bramki Richarda Zajaca. W tym momencie "zagotował się" Bartłomiej Konieczny, obrońca "Górali", który dogonił napastnika i ściął go wślizgiem dwiema nogami. W odpowiedzi Piech mocno odepchnął stopera bielszczan. To był impuls do bójki pomiędzy wszystkimi grającymi oraz rezerwowymi obu drużyn...

- Z mojej perspektywy wyglądało to następująco: kontrowersyjna sytuacja w polu karnym, w którym chyba był faulowany Chmiel. Sędzia zdecydował inaczej, ale nawet jak nie podyktował karnego, to grę bezwzględnie powinien był przerwać! Piech nie wybił, a Bartek na pewno nie zachował się jak powinien, to nie było profesjonalne. Nie chcę całą winą obarczać arbitra, broń Boże, ale jego błędna decyzja bardzo wpłynęła na to, co się wydarzyło. Decyzji Ruchu nie chcę komentować, bo ja też mógłbym naliczyć bardzo wiele przypadków, w których goście ostro atakowali moich zawodników. Piłkarze są nabuzowani i czasem zimą takie rzeczy się zdarzają. Trzeba umieć takie zawody prowadzić - stwierdził Robert Kasperczyk, opiekun "Górali".

Wcześniej gra wcale nie była ponadprzeciętnie brutalna, jednak fakt faktem dwaj zawodnicy Ruchu musieli zejść z boiska z powodu kontuzji. Michał Pulkowski na pewno naderwał więzadło poboczne kości piszczelowej, ale to wynik wstępnych oględzin. W rzeczywistości może być jeszcze gorzej... Natomiast Łukasz Derbich ma pęknięty nos.

Wbrew temu, co można sądzić, znając zakończenie spotkania, mecz stał na całkiem niezłym poziomie i zakończył się przy stanie 2-2. Lepiej zaczęło Podbeskidzie, które już na wstępie objęło prowadzenie. Marek Sokołowski wypuścił lewym skrzydłem Roberta Demjana, który dośrodkował do Krzysztofa Zaremby. Ten lekko trącił piłkę i pokonał Matko Perdijcia. Na odpowiedź Ruchu trzeba było czekać do końcowych fragmentów pierwszej połowy. Wtedy to Andrej Komac świetnie zagrał do bardzo aktywnego Sebastiana Olszara, który ładnie przyjął piłkę i technicznym strzałem posłał ją w okienko bramki Richarda Zajaca.

Kwadrans drugiej części gry również przyniósł dwie bramki. Zaczęło się od rzutu karnego, podyktowanego za faul na Piotrze Malinowskim, który wykorzystał Dariusz Kołodziej. Chorzowianie przegrywali tylko pięć minut, gdyż Maciej Jankowski udanie wystawił piłkę Marcinowi Malinowskiemu, a ten huknął w róg bramki bielszczan. Ciekawie zaprezentował się grający w pierwszej połowie Lukas Mach, słowacki napastnik testowany przez chorzowian. Podbeskidzie sprawdzało z kolei Kanadyjczyka Roberta Singa, środkowego pomocnika. - Dziś zaprezentował się dużo słabiej niż z Koroną, wtedy był mocniejszym punktem, ale na pewno dam mu jeszcze szansę w meczach z Polonią Bytom i Energetykiem ROW Rybnik - zapowiedział Kasperczyk.

Szkoda, że więcej emocji piłkarskich już w tym meczu nie było, a po tak niezwykłym i ostrym zakończeniu obie drużyny raczej niezbyt prędko będą się chciały spotkać po raz kolejny...
autor: Michał Trela

Przeczytaj również