Trener Podbeskidzia: On chyba był przekonany, że ta bramka już padła
13.03.2011
- Zaczęliśmy na siłę, niepotrzebnie grać to, co ćwiczyliśmy na boiskach sztucznych. To zupełnie nie zdawało tutaj egzaminu. Musimy się szybko przestawić, bo być może tak będą pierwsze mecze wyglądać. Jeżeli szybciej nie będziemy się przedostawać się w strefę obrony rywala, to będzie to wyglądało tak jak w sobotę. Będziemy się kićkać w proste, indywidualne straty, których było bardzo dużo zarówno w pierwszej i w drugiej połowie.
- To nie jest przypadek, że zawodnicy co kilka minut tracili w prosty sposób piłkę, z których to strat potem były kontrataki. Nikomu się to nie podobało. Byłem jednak przekonany, że samym bieganiem i przenoszeniem piłek długimi podaniami uda nam się jedną bramkę, wyrównującą, strzelić. Takie mecze jesienią punktowaliśmy. Pomimo ogromnej przewagi w drugiej połowie, kiedy graliśmy na jedną bramkę, rywal się cofnął w szesnastkę, nie potrafiliśmy wykorzystać żadnej sytuacji.
- Szczególnie żałuję sytuacji Adama Cieslińskiego. Mogła być klasyczna bramka do szatni, gdyby zachował trochę zimnej krwi. On chyba był przekonany, że ta bramka już padła. Byłby inny mecz w drugiej połowie. Szkoda też akcji, kiedy Piotrek Malinowski strzelał, widział już piłkę w bramce, a zawodnik zatrzymał piłkę ręką. Sędzia podjął inną decyzję. Mamy ogromny niedosyt, zarówno jeśli chodzi o grę, ale i o problem z przystosowaniem się do warunków.
- To nie jest przypadek, że zawodnicy co kilka minut tracili w prosty sposób piłkę, z których to strat potem były kontrataki. Nikomu się to nie podobało. Byłem jednak przekonany, że samym bieganiem i przenoszeniem piłek długimi podaniami uda nam się jedną bramkę, wyrównującą, strzelić. Takie mecze jesienią punktowaliśmy. Pomimo ogromnej przewagi w drugiej połowie, kiedy graliśmy na jedną bramkę, rywal się cofnął w szesnastkę, nie potrafiliśmy wykorzystać żadnej sytuacji.
- Szczególnie żałuję sytuacji Adama Cieslińskiego. Mogła być klasyczna bramka do szatni, gdyby zachował trochę zimnej krwi. On chyba był przekonany, że ta bramka już padła. Byłby inny mecz w drugiej połowie. Szkoda też akcji, kiedy Piotrek Malinowski strzelał, widział już piłkę w bramce, a zawodnik zatrzymał piłkę ręką. Sędzia podjął inną decyzję. Mamy ogromny niedosyt, zarówno jeśli chodzi o grę, ale i o problem z przystosowaniem się do warunków.
Polecane
I liga