Trener Podbeskidzia nie robił zmian, bo... mogło dojść do tragedii

18.05.2010
Był to trzeci w tygodniu, kosztujący dużo sił mecz. W dodatku jego ostatnie minuty. Logiczne wydaje się dokonywanie w takim momencie zmian. Dlaczego trener Podbeskidzia tego nie robił?
- W naszej grze było bardzo dużo niedokładności, może brało się to ze zmęczenia. Trzeci mecz w tygodniu zrobił swoje - mówił po starciu z płocką Wisłą Jacek Broniewicz. - Włożyliśmy w ten pojedynek bardzo dużo sił. Więcej niż w meczu z Wartą, nawet jeśli nie było tego widać - twierdził z kolei Dariusz Kołodziej. Po tych dwóch wypowiedziach widzimy, że Podbeskidzie niezbyt dobrze wytrzymało sobotnie starcie fizycznie. Nie ma w tym nic zdrożnego - bielszczanie mieli przecież prawo być być zmęczeni. Robert Kasperczyk dokonał jednak tylko jednej zmiany - Piotra Bagnickiego zmienił Piotr Rocki. W ostatnich 20 minutach, choć mógł przeprowadzić jeszcze dwie roszady, nie zmienił już nikogo.

- Zrobiłem to z premedytacją. Wszyscy zawodnicy po stracie piłki szybko wracali do swoich stref obronnych. Piłkarzom, którzy są w grze, jest dużo łatwiej odnaleźć się w tych systemach. Zanim wchodzący złapie, o co chodzi, często może być już tragedia - tłumaczył się szkoleniowiec Podbeskidzia. - Nie zważałem na to, że w którymś momencie może nam zabraknąć świeżego piłkarza z przodu, pozwoliłem wszystkim graczom zostać do końca. To był mecz wyjątkowy, dlatego wymagał wyjątkowego działania. Gdybyśmy przegrali, znów zapalilibyśmy się na czerwono, a to nie byłoby dobre psychologicznie w kontekście wyjazdu do Katowic. W czerwcu może się okazać, że ten punkt uratował nam byt w lidze - zakończył Kasperczyk.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również